Pomysły na książki na Nobla

medium_4051391400

Jest to zdecydowanie forma czytelniczego masochizmu i chyba też jednocześnie objaw posiadania lekkiej odmiany zespołu Aspergera. Książki, które czytam nie zawsze są tymi książkami, które bezsprzecznie chciałbym przeczytać. Mam system. Ładuję literaturę na przemian, trójkami. Czytam jedną głupią i umiarkowanie lekką powieść fantastyczną, następnie jedną pozycję opartą na faktach, a na koniec cyklu wciągam coś z klasyki. Później, naturalnie zaczynam od początku… Klasyka, ale niekoniecznie powieści stare. Również te w miarę nowe, a uznane. Czyli, czytuję noblistów. I właśnie to często kwalifikuje się jako masochizm.

Nobliści to autorzy uznani, ale właściwie przez kogo? Pośrednio przez społeczeństwo czytelnicze. Ale zanim statystyczny ambitny czytelnik zdąży się zachłysnąć pomysłowością, piórem i warsztatem danego pisarza, nagrodę przyznaje mu Akademia Szwedzka. Czyli de facto osiemnastu starych Szwedów (członkostwo w Akademii jest dożywotnie, a jej zasady nawet nie biorą pod uwagę możliwości rezygnacji z tego najbardziej prestiżowego w świecie literatury stołka.) Także, zanim sięgniesz po książkę kolejnego noblisty, złap gdzieś na mieście starego Szweda, porozmawiaj z nim pół godziny i zastanów się, czy aby na pewno posiada gust literacki podobny do Twojego…

Niestety, najwyraźniej aby dostać nobla, trzeba przekombinowywać, zapętlać i lać dużo wody. Książki autorów wyróżnionych prestiżową nagrodą szwedzkich dziadków są z reguły dziwne… Trochę mistyczne, trochę usiłują dawać do myślenia, ale w praktyce to głównie wprowadzają cię w specyficzne zakłopotanie i skłaniają do zadawania samemu sobie pytań. Te powtarzane w głowie pytania z reguły brzmią: „czy to ja jestem debilem? czy też ci pisarze to banda przeintelektualizowanych dupków?” Czytam „Śnieg” Pamuka. Zabijają się w nim ludzie. Stopniowo w religijnych zamieszkach ginie coraz więcej pałętających się w tle Turków i Kurdów, ale główny bohater ma to w dupie. Chodzi po śniegu i pisze wiersze. Salman Rushdie wprawdzie Nobla nie dostał, ale większość wprawionych czytelników będzie święcie przekonana, iż ma ten medalik z podobizną wynalazcy dynamitu na swoim koncie (czyli de facto Nobel publiczności). Jakiś czas temu zmęczyłem „Szatańskie wersety” i muszę przyznać, że powieść rzeczywiście ma mocne przebłyski geniuszu, ale niestety jej dwie trzecie należy zakwalifikować jako metafizyczne flaki z olejem. „Jesień patriarchy” powieść Marqueza, którą napisał, z tego co zrozumiałem, na fali zachłyśnięcia sukcesem „Stu lat samotności”. W „Jesieni” główny bohater żyje setki lat, a czas i fabuła, w których został umieszczony, wiją się jak dwa koralowe węże na prochach. Gdybym zaraz po przeczytaniu tej pozycji spotkał Marqueza na ulicy, niewątpliwie w pysk bym mu strzelił.

Moim osobistym zdaniem przeczytałem wystarczająco dużo noblowych (nobliwych?) powieści, aby z powodzeniem móc produkować hurtowo ich zarysy. Naturalnie przypuszczam, że osiemnastu dziadków z nad fiordów może się ze mną nie zgodzić. Mimo wszystko przedstawiam kilka moich, osobistych koncepcji na Powieści na Nobla.

Mroźne Konklawe

W niedalekiej przyszłości konklawe zbiera się, by wybrać nowego papieża. Każdy kardynał przyjeżdża z własnym pomysłem, z własną wizją. Każdy wie, na kogo będzie głosował. Kiedy jednak księża zamykają się w jednej z sal Kaplicy Sykstyńskiej, całkowicie niespodziewanie spływa na nich Duch Święty (co teoretycznie powinno następować za każdym razem). Trzecia osoba Boga jednoznacznie przekazuje kardynałom, że następnym papieżem ma zostać nikomu nieznany Eskimos o imieniu Adlartok. Duch Święty dokładnie opisuje księżom położoną na Alasce chatę mężczyzny i aby uniknąć ich pomyłki i/lub złej woli, załącza precyzyjne współrzędne GPS. Oczywiście purpuraci debatują, co zrobić. Ostatecznie jednak wysyłają zaufanego jezuitę, członka Opus Dei, aby zwerbował nikomu nieznanego Adlartoka (konkretnie będącego członkiem plemienia Inuitu). Zakonnik ze względu na ostrą zimę i problemy atmosferyczne wędruje w najdzikszy zakątek Ameryki powoli, a momentami nawet pieszo. Ostatecznie znajduje samotnego mężczyznę, pasującego do opisu kardynałów. Natrafia na spokojnego pustelnika o szerokim nosie i czerwonej twarzy. Przeprowadza z nim wywiad, co jest trudne, bo Adlartok rzadko widuje ludzi i odwykł od rozmów. Jezuita dowiaduje się jednak, że Inuit został w dzieciństwie ochrzczony przez katolickiego księdza (co de facto jest jednym z niewielu warunków koniecznych do zostania papieżem – również w świecie rzeczywistym, nie tylko w nieistniejącej książce). Razem wracają do Watykanu, tym razem już helikopterem. Eskimos w swoim futrzanym ubraniu wchodzi do Pałacu Papieskiego, niewyraźnym mruknięciem oznajmia, że lokal mu się nie podoba i odmawia przyjęcia urzędu. Kardynałowie zostają w niezręcznej sytuacji, gdyż Duch Święty nie spływa na nich po raz drugi.

Rozsypana Mozaika

Powieść oparta na prostym założeniu. Mówiącym mianowicie, że sławne książki stały się znane nie bez powodu. „Rozsypana Mozaika” miałaby zawierać średnio subtelne odniesienia do każdej powieści, która aktualnie jest uznawana za wielką.  Główny bohater to Johny Szweyk, z wolna starzejący się geograf, a prywatnie syn znanego wszystkim Józefa Szwejka oraz Holly Golightly ze „Śniadania u Tiffany’ego”. Którejś nocy w sypialni naszego herosa pojawia się wytworny demon mówiący po rosyjsku. Demon, przedstawiający się jako Woland, nakazuje mężczyźnie zbadanie kolumbijskiego płaskowyżu, na którym kiedyś rzekomo leżało legendarne miasteczko Macondo. Podczas wyprawy na południowo-amerykańską pustynię do Johnego przyłącza się milczący Indianin, który usilnie sprawia wrażenie debila i wciąż nosi na ramieniu parcianą miotłę. Dodatkowo w fabule umiarkowanie mało istotny udział odgrywa rasa Elfów, mówiąca własnym, w pełni skonstruowanym językiem. W zależności od celów wydawniczych powyższe istoty można wyciąć, by sprzedawać książkę, jako literaturę wyższą, bądź zostawić i publikować „Mozaikę” jako tanią fantastykę w kolorowych okładkach.

Szwedzka Rzeź

Książka oparta na trzeciej metodzie, która potencjalnie może doprowadzić do otrzymania Nobla. Opowiada o życiu wypalonego pisarza, który zaczyna pisać powieść o borykającym się z blokiem twórczym pisarzu, który tworzy wiekopomne dzieło o autorze, który ze względu na frustrację wywołaną brakiem powodzenia wydawniczego, postanawia wymordować całą Akademię Szwedzką. Książka miałaby zawierać odniesienia do życia i dorobku aktualnie urzędujących szwedzkich dziadów. Istotną rolę powinny też pełnić plastyczne opisy kreatywnych metod, za pomocą których szacowni profesorowie są eliminowani. Jak to nie dostanie Nobla, to już nie wiem co…

Prawdopodobnie kiedyś napiszę książkę, ale z tego miejsca tutaj przed moim laptopem uroczyście ślubuję, że będzie to umiarkowanie lekka fantastyka z w miarę łatwą do przewidzenia fabułą. Uznania szwedzkich dziadów się nie obawiam.

Zapraszam do przeczytania posta z pomysłami na postacie do sitcomów.

photo credit: Alejandra H. Covarrubias via photopin cc

Komentarze

Komentarze

2 myśli na temat “Pomysły na książki na Nobla”

Możliwość komentowania jest wyłączona.