Ghostbusters 3 – jak ja bym to zrobił?

medium_1441410495

Ghostbustersi 3, niekiedy też lamersko nazywani Pogromcami Duchów 3, wejdą do kin. Jeszcze nie wiadomo kiedy, ale prace nad filmem już trwają. Niestety, a może na szczęście, nie będzie to kontynuacja serii, ale jej całkowite wznowienie. Gwiazdy poprzednich „części” pojawią się gdzieś z boku i będą drażnić fanów, jako całkowicie nowe postacie.

Ciekaw jestem, co wyjdzie z tego filmu. Coś dobrego, czy też kolejna kupa skierowana do czternastolatków, którzy nigdy nie widzieli oryginału (patrz najnowszy „Robocop”). Jednocześnie czysto teoretycznie zacząłem się zastanawiać, jak ja bym zrobił Ghostbustersów. Załóżmy więc, że ktoś da mi kilka milionów dolarów i dorzuci kamerę…

Po pierwsze, Harold Ramis znany jako Egon Spengler. Co z nim? A no to, że współautor scenariusza, jeden z głównych aktorów, spiritus movens i najbardziej zaciekły Pogromca nie żyje. Formalnie, w realu i naprawdę. Kopnął w kalendarz w 2014. W wypadku filmu o duchach nie jest to problem, ale atut. Gdybym ja robił „Ghostbusters 3”, wskrzesiłbym zarówno Spneglera jak i Ramisa. W scenariusz wpisałbym, że Egon zamieszkał na stałe w siedzibie pogromców (starej remizie strażackiej), umarł tam, a teraz ją nawiedza (zmartwychwstał ze względu na duże nagromadzenie energii paranormalnej, czy tam coś). Mamy więc pogromcę duchów – ducha. Czy da się to zrobić technicznie? Jak najbardziej. Nie takie numery już nam wycięła światowa kinematografia. W 2004 niejaki Laurence Oliviere zagrał w filmie „Sky Captain i świat jutra”. W momencie powstawania produkcji nie żył od piętnastu lat). Pojawił się w obrazie jako niewyraźna projekcja poskładana z fragmentów starych filmów z jego udziałem. Technologia od tamtego momentu znacznie poszła do przodu, więc jestem pewien, że Ramisa-Spenglera też dałoby się przywrócić do życia.

Po drugie, Bill Muray czyli Peter Venkman. Venkman w obydwóch dotychczasowych częściach pokazywał nam się jako leń, oszust i ogólnie śmierdziel. W odróżnieniu od pozostałych dwóch głównych ghostbustersów nie był naukowcem z prawdziwego zdażenia. Do każdego przedsięwzięcia grupy odnosił się z dużą ironią (w końcu to Bill Muray). W mojej wersji filmu Venkman napisałby książkę o przygodach pogromców. Pisząc wszystkie zasługi zespołu zawłaszczyłby na swoje konto. To posunięcie naturalnie wywołało konflikt pomiędzy Venkmanem a Spenglerem i Stanzem (to ten trzeci grany przez Aykroyda).

Fabuła. Martwy Spengler od jednego ze swoich znajomych duchów dowiaduje się, że zbliża się apokalipsa (tak, kolejna). Oczywiście tylko pogromcy mogą zatrzymać jej nadejście. Duch Egona, który nie może opuszczać starej remizy, nawiedza telefon i kontaktuje się ze Stanzem-Aykroydem (ten aktualnie zajmuje się graniem bluesa po knajpach). Razem układają intrygę mającą zwabić do siedziby Venkmana. Dzięki biografii Ghostbustersów zdrajca aktualnie jest bogaty. Egon i Stanz potrzebują pomocy postaci granej przez Murraya. Czwartego – murzyna, jak mu tam, nie zapraszają, bo podobnie jak ja zauważyli, że nie był szczególnie istotny dla fabuły poprzednich części. Stanz i duch Spenglera nakłaniają Venkmana do współpracy i za jego pieniądze budują proton-paki oraz w trybie przyspieszonym trenują kilkudziesięciu ghostbustersów.

Zagrożenie. Oczywiście, zgodnie z wszelkimi prawami sequeli, zagrożenie w trzeciej części musi być większe niż w drugiej. A przypominam, że w „Ghostbusters 2” duchy opanowały właściwie cały Nowy York. Gdyby ktoś dał mi możliwość nakręcenia trzeciej odsłony Pogromców, głównymi antagonistami zrobiłbym scjentologów. Ta podejrzana sekta bogatych ludzi wierzy, że wewnątrz niektórych ludzi „żyją” dusze przybyszy z odległych zakątków kosmosu. Czyli takie marsjańskie duchy. W moich Ghostbustersach 3 dusze scjentologów miałyby zacząć opuszczać nosicieli i powoli łączyć się w wielkiego kosmiczno-metafizycznego skurwysyna. Wytrenowani przez Stranza, Spenglera i Venkmana ghostbustersi mieliby latać po świecie i eliminować członków sekty Toma Cruiza. Resztę pozostawiam specom od efektów specjalnych.

Oczywiście jeszcze chętniej zobaczyłbym jak Pogromcy walą żółto-niebieskimi strumieniami protonów w Ducha Świętego, ale wiem, że to nie przejdzie na tysiąc procent (bo zrobienie arcyłotrów z scjentologów tylko na sto).

Dawno nie splamiłem sobie rąk czymś równie głupim jak ten post. Bawiłem się za to przednio. Zapraszam do przeczytani tekstu o moich pomysłach na powieści noblowskie.

photo credit: southsideeyez via photopin cc

Komentarze

Komentarze