Pampersy z niespodzianką z punktu widzenia byłego pracownika gastronomii

przewijanie

Ten tekst naturalnie jest niczym innym, jak jedną z dziesięciu tysięcy nie mających żadnego znaczenia reakcji na felieton Agnieszki Kublik, który dotyczy publicznego przewijania dzieci w restauracjach.

Pani Agnieszka napisała, że widziała jak młodzi rodzice zmieniają swojej pociesze pieluchę na środku tłocznej restauracji… Usłyszałem też od kilku znajomych (no, co najmniej od jednego) opinię, że takie sytuacje nie miewają miejsca. Otóż miewają, a nawet mają nagminnie. Zadupczałem jako kelner siedem czy osiem lat i z przykrością muszę stwierdzić, że scenkę rodzajową z pampersem w roli głównej widziałem podczas niemal każdej niedzieli spędzonej w pracy. Regularnie zdarzało się, że rodzice bez żadnego skrępowania kładli dziecko na krześle albo nawet stole i wprawnymi ruchami usuwali pieluchę wraz z ekskrementami. Staram się tutaj spojrzeć z perspektywy innych klientów. Bardzo mi przykro, ale naprawdę nie lubię podczas jedzenia oglądać efektów defekacji i naprawdę nie obchodzi mnie, ile lat miał defekant. To, że rodzice muszą wytworzyć w sobie znieczulicę pozwalającą im bez obrzydzenia babrać się w gównie podczas posiłku, to jest ich osobisty problem.

Pojawia się pytanie, dlaczego rodzice nie korzystali z przewijaka w łazience.

Bo go nie było.

Dlaczego go nie było?

Tutaj posłużę się alegorią.

Parę razy wpuściliśmy do knajpy klientów z psami. Po mieście szybko poszła plotka, że do tej a tej restauracji wolno wejść z czworonogiem. Ani się obejrzeliśmy, a cały lokal szczekał. Ludzie wchodzili z pełbym przekrojem kundli i rasowców. Na przykładzie naszej restauracyjnej sali można by napisać pełną rozprawę z dziedziny kynologii. Psy siedziały pod stolikami, spacerowały, bawiły się ze sobą, raz capnął mnie za kostkę ratler (chyba wolałbym, żeby to był amstaf, bo bycie pokąsanym przez ratlera to obciach).

Gdybyśmy wstawili przewijak, po mieście poszłaby podobna plotka o zbliżonych konsekwencjach. Dzieci huśtałyby się na żyrandolach, matki walczyłyby, rzucając w siebie pampersami, o pierszeństwo skorzystania z wyżej wymienionego stołu do przewijania, a od kelnerów zaczęto by wymagać, aby karmili piersią. Krótko mówiąc profil restauracji drastycznie by się zmienił. A właścicielom chyba jednak zależało na prowadzeniu lokalu dla dorosłych…

Brak przewijaka jest komunikatem: „Witamy Was drodzy rodzice i drogie pociechy, ale z nie aż tak znowu bardzo otwartymi rękami.”

U czytających tekst rodziców pewnie pojawi się pełne oburzenia pytanie: „No i co mamy w tej sytuacji zrobić?” No chyba chodzić do restauracji z przewijakiem, bawialnią i całym tym pro-dziecięcym majdanem.

Tutaj z kolei prawdopodobnie do akcji wkroczy duże słowo- DYSKRYMINACJA. Hola, hola. Uważałbym z tym terminem. Bo do swojego rodzaju niedzielnej dyskryminacji dochodzi teraz. W ostatni dzień tygodnia ludzie dzieciaci tak mocno opanowują restauracje, że klient bezdzietny nie ma najmniejszych szans na spokojną konsumpcję obiadu. Kiedyś panowała równowaga. Istniały lokale dla rodzin z dziećmi oraz te dla palących. Bezdzietny samotnik i prawdopodobnie degenerat, który nie przyczynia się do przyrostu ilości obywateli naszego narodu, miał wybór. Mógł zjeść posiłek w smrodzie tytoniu bądź ciągłym wizgu dziecięcych gardeł, który ilością decybeli prawdopodobnie dorównuje syrenom alarmowym z września 39. Dzisiaj bezdzietny dziwoląg tego wyboru został niemal całkowicie pozbawiony. No chyba drodzy rodzice nie powiecie mi, że innym ludziom nie mają prawa przeszkadzać krzyki waszych dzieci? Jeśli jednak skłaniacie się takiego twierdzenia, to ja jednocześnie załamuję i umywam ręce.

Jak rozwiązać palącą kwestię dziecięcego jazgotu w restauracjach? No cóż. Kiedy dorosły drze ryj w knajpie, to się go wyprasza. Aż korci, żeby zacytować Janusza Korczaka: „Nie ma dzieci – są ludzie.”

Tekst napisałem częściowo w obronie Agnieszki Kublik. Wcale nie przegięła. Ja przegiąłem. Więc dajcie już babinie spokój.

photo credit: Molly Des Jardin via photopin cc

P.S: Wszystkich ludzi obruszonych moim eks-kelnerskim podejściem, zachęcam do przeczytania poprzedniego tekstu, w którym jadę po klientach restauracji.

Komentarze

Komentarze

Jedna myśl na temat “Pampersy z niespodzianką z punktu widzenia byłego pracownika gastronomii”

Możliwość komentowania jest wyłączona.