Charlie Hebdo – humor mało inteligentny i brutalny, ale skuteczny

Nie jestem Charlie. Nie żebym był przeciwnikiem czasopisma, ale nie lubię przyłączać się do tandetnych akcji społecznych. Tak naprawdę nie ‚jestem Charlie” oraz nie ‚nie jestem Charlie’. Opcja trzecia – mam Charliego w dupie (Charlie jest w mojej dupie?). Mimo wszystko, Maurowie, którzy wysadzili redakcję gazety w powietrze, przyciągnęli do niej moją uwagę. Spróbuję sprawdzić o co u diabła z tym całym Charliem chodzi (chodziło?)

Na pierwszy rzut oka widać, że mamy tutaj do czynienia z humorem zdeklarowanym, wojującym. Grafiki Charliego posiadają wiele cech wspólnych z karykaturami prezentującymi zaplutego karła reakcji, które  to dzieła tak ochoczo serwował nam (a właściwie niektórym z Was, bo ja byłem mały) PRL. Jeszcze bardziej podobne są do humorystycznych rysunków z doskonale nam znanego polskiego tygodnika Nie. Ewidentnie piewszoplanowym celem gazety nie jest rozśmieszania, ale ośmieszanie. Zobaczymy w nim dziesiątki obrazów Mahometa, Papieża (właściwie kilku) oraz anonimowych, ale ortodoksyjnych Żydów. Wszystkie postacie są nacechowane jako złe za pomocą bardzo prostych środków – bomb wetkniętych w turbany, wulgaryzmów, wykrzywionych twarzy, a nawet wampirzych, czy w inny sposób potwornych zębów.

Jestem ateistą i to dosyć zagorzałym a niekiedy nawet bojującym (nieeemożliwe, na pewno jeszcze nie wspominałem na tym blogu) i uważam, że obecność na rynku takich gazet jak Charlie Hebdo i Nie jest jak najbardziej wskazana. Mimo wszystko w tym konkretnym momencie, w chwili pisania tego tekstu patrzę na czasopismo raczej z punktu widzenia hmmm… konesera humoru. Przegrzebałem sieć w poszukiwaniu rysunków artystów Charliego z angielskim tłumaczeniem lub przynajmniej objaśnieniem. To co znalazłem (i co udało mi się zrozumieć), kwalifikuje się jako rzucanie w reprezentantów największych światowych religii błotem, kamieniami albo nawet czystym, skondensowanym gównem. Odrobinę męczy powtarzalność i prymitywizm tych ataków…

srajtaśma

A niekiedy jedynie zaskakuje ich brutalna pomysłowość. Poniżej widzimy sławnego papieża-nazistę, który właśnie serwuje niewidocznym wiernym komunię z kondoma. Spodobał mi się też (ze względu na kreatywność) rysunek przedstawiający ateistę jako pacjenta w szpitalu. Wokół chorego gromadzą się pragnące go leczyć przybory medyczne, jednocześnie uosabiające kapłanów rozmaitych religii. I tak kardynał jest strzykawką, rabin gruszką a prawosławny pastor nocnikiem. Niestety nie mogę znaleźć wersji karykatury w wystarczająco dobrej jakości, aby ją zamieścić na blogu. Mimo wszystko humor fekalny i średnio subtelne lewe sierpowe zdecydowanie rządziły na łamach Charliego Hebdo.

benedykt1

Nie należy zapominać o jednej rzeczy. Nie jestem Charlie Hebdo, ale jeszcze bardziej nie jestem Francuzem. Mogę zaledwie przypuszczać, jak dużo treści i co za tym idzie humoru, zaginęło w tłumaczeniu. Mogę się też jedynie domyślać, jak dużo kontekstu mi brakuje…. Nie tylko ja mam ten problem. Rdzennie frankofońskie pismo z początkiem dnia ósmego stycznia stało się znane na całym świecie. Niestety świat nie jest w stanie pojąć wszystkich niuansów zawartych w karykaturach (oczywiście gazeta publikuje też artykuły, ale o nich wszyscy konsekwentnie zapominają). Dlatego też powstało kilka stron, które za cel biorą sobie tłumaczenie humoru (tak, dokładnie tłumaczą żarty) zawartego w rysunkach Charliego odbiorcy angielskojęzycznemu. Gazeta była między innymi potępiana na arenie międzynarodowej za atakowanie kultury LGBT… Jedna okładka pokazuje dwie obejmujące się kobiety. Nad nimi widnieje napis: „Chrońmy nasze dzieci. Nie dla demonstracji organizowanych przez stare lesby.” Przesłanie rzeczywiście wydaje się homofobiczne. Tyle tylko, że dwie kobiece postacie to karykatury zawziętych przeciwniczek związków pomiędzy ludźmi tej samej płci – Christine Boutin oraz Virginie Merle. Satyra mało odkrywcza, ale bynajmniej nie antygejowska. Takich przypadków można mnożyć na pęczki. W zrozumieniu części przekazów zawartych w rysunkach pomogła mi strona Understanding Charlie Hebdo.

lezby1

Nie wszyscy w Polsce zdają sobie też sprawę (lub nie pamiętają), jak długą wojnę Charlie prowadził z islamistami (a na boku także z innymi frakcjami ekstremistów religijnych). Już w 2007 roku redaktor naczelny został pozwany przez paryskich muzułmanów o obrażanie uczuć religijnych, a w 2011 redakcja gazety spłonęła podczas pierwszego ataku terrorystycznego (to w tym roku na łamach gazety po raz pierwszy pojawiła się karykatura proroka Mahometa). Charlie od wielu lat dzielnie rzucał gównem w islamskich porąbańców. Jego wybryki śmieszą mnie w podobny sposób, co monologi stand-uperki Sahry Silverman. Zwyczajnie łapię się za głowę i stwierdzam, że to niewiarygodne. Nie mieści mi się w głowie, że ktoś potrafi aż tak mocno przeginać… (a sam też przeginam dosyć często [a przynajmniej tak mi się wydaje/tak się staram]).

Na koniec dorzucę jeden z bardziej pomysłowych (z tych, na które trafiłem) ataków Charliego na wyznawców proroka. To, czy wolno ukazywać w jakiejkolwiek formie oblicze Mahometa, to kwestia mocno sporna. Jedni twierdzą, że to islamistyczny grzech ciężki, inni, że tego rodzaju zakaz nie pojawia się w Koranie. Rysownicy magazynu wypuścili całą serię rysunków zawzięcie udających, że wcale nie przedstawiają proroka. Na jednej z tych karykatur ma on zasłonięte paskiem oczy, na innej torbę na głowie, a na jeszcze innej jego święta rzekomo głowa jest końcówką fajki, a pod spodem widnieje podpis „to nie jest karykatura proroka”. Podobną pracę popełnił francuski rysownik spoza kręgu Hebdo – Plantu (z tego co załapałem, wszyscy karykaturzyści znad Sekwany mają jednoczłonowe ksywki). Pomimo, że jego dzieło powstało poza akcją artystów Charliego, podoba mi się najbardziej, więc zamieszczam. Napis widniejący wszędzie na rysunku mówi: „Nie będziesz żartował z Mahometa… Nie będziesz żartował z Mahometa…”

plantu

Wszystkie zamieszczone w tekście rysunki oczywiście ukradłem, ale wydaje mi się, że redakcja Chrliego Hebdo ma zbyt dużo na głowie, aby mnie pozywać do sądu.

Zapraszam do przeczytania tekstu o starym polstawoskim programie „Stand-up – Zabij mnie śmiechem.”

Komentarze

Komentarze

4 myśli na temat “Charlie Hebdo – humor mało inteligentny i brutalny, ale skuteczny”

  1. Wszystko ok, ale napisy na ostatnim rysunku mówią: „Nie mogę/nie wolno mi rysować Mahometa.” 😉

    1. Niestety jest to ryzyko, które podejmuje się automatycznie przy przekładaniu tekstu, który już był tłumaczony z innego języka. Dzięki:)

Możliwość komentowania jest wyłączona.