Jak być bardziej inteligentny?…Ughh… W oczach innych.

medium_3759501963

Dłuższy czas temu machnąłem posta „Jak zwiększyć swoją inteligencję pozorną?”. Próbowałem w nim znaleźć odpowiedź na pytanie, czy człowiek może stać się bardziej inteligentny w oczach innych. A tak naprawdę to nie próbowałem, bo tekst z założenia miał być humorystyczny. Żadne zawarte w nim zdanie nie kwalifikowało się jako poważne (to drugie wyszło). Dzisiaj spróbuję podejść do tego samego tematu minimalnie (ale tylko minimalnie) bardziej serio.

Tutaj mam dwa komunikaty na tak zwany start:

1. Dla ludzi mądrych: Ten tekst powstał dla zabawy.

2. Dla ludzi głupich: Wszystko, co napisałem pod spodem, to prawda. Działa w stu procentach. Brać i korzystać.

Po pierwsze, każdy kto posiada anormalnie dobrą pamięć, cieszy się opinią osoby inteligentnej. A pamięć przecież można ćwiczyć. Tutaj pewnie spotkam się z okazjonalnymi protestami… Przypuszczam tak, bo już kilka razy zdarzyło mi się, że taki czy inny znajomy wyskakiwał z teorią mówiącą, iż pamięć to rzecz dana na całe życie i że rozwinięcie jej nie jest możliwe. Pewna koleżanka powiedziała nawet, że stara się nie zapamiętywać zbyt dużo na raz, aby pamięci przez przypadek nie nadwyrężyć. Na szczęście ja w podstawówce siłą i przemocą zostałem zapisany do Studium Doskonalenia Zdolności Poznawczych (to były takie czasy, że siła i przemoc były potrzebne nawet, abym ruszył się z pokoju). Studium to były zajęcia dodatkowe, na których lokalna pani przedszkolanka (po dodatkowych kursach oczywiście) prezentowała młodzieży ćwiczenia rozwijające kreatywność, umiejętność dedukcji, wyobraźnię przestrzenną oraz przede wszystkim pamięć. Ostatecznie bardzo zajęcia polubiłem, ale muszę przyznać, że w pewnym stopniu były oszustwem. Wyżej wymienione ćwiczenia moim zdaniem działają. Oszustwo kryło się gdzie indziej. Otóż lwia część zajęć była układana z myślą o pokazie dla rodziców, który odbywał się na koniec roku. Przez jedną trzecia każdego spotkania klepaliśmy Haki. Jest to mnemotechnika ułatwiająca zapamiętywanie ciągów słów. Aby ją opanować, musisz łopatologicznie wbić sobie do głowy symbole graficzne uosabiające kolejne cyfry i liczby (ja znałem obrazy od jeden do czterdziestu). Następnie słysząc słowo łączysz je z danym hakiem (dajmy na to, że jako dziesiąte padło słowo „kiosk”. Hak numer dziesięć to rycerz. Teraz musisz w głowie zbudować sobie obraz obejmujący kiosk i rycerza.) Metoda rzeczywiście działa, bo kiedyś, gdy jeszcze dużo ćwiczyłem, byłem w stanie zapamiętać czterdzieści słów po jednym usłyszeniu, a następnie powtórzyć je , nawet od tyłu lub na wyrywki (część osób pyta mnie, czy nie łatwiej zapamiętać same słowa niż jakieś obrazy. Nie, nie łatwiej. Wszystkim, którzy chcą spróbować, życzę powodzenia.) Właśnie na tym polegał pokaz na koniec roku. Matki przychodziły i widziały, że ich dzieci są w stanie z lotu zapamiętać anormalnie długi ciąg niezwiązanych ze sobą słów (które oczywiście same podawały). Znaczna część tych pań były to proste kobiety spod Jędrzejowa, więc nie do końca mogły wiedzieć, że ta umiejętność pamięciowa bezpośrednio nie przekłada się na zapamiętywanie czegokolwiek oprócz losowych wyrazów. Mimo wszystko tę sztuczkę, bo haki to moim zdaniem nic innego, jak sztuczka właśnie, można zaadoptować do robienia w towarzystwie wrażenia osoby inteligentnej. Można je tak podrasować, aby w mig zapamiętywać numer telefonu na przejeżdżającej taksówce albo listę zakupów. Dajmy na to, że wychodzisz w trakcie domówki, aby uzupełnić prowiant i znajomi chcą od ciebie kilka różnych typów piwa, trzy gatunki fajek, paluszki, paczkę parówek, worek chipsów, wódkę, wykałaczki, korniszony oraz 2kc. Jak to zapamiętasz, po jednym usłyszeniu, wzrasta szansa na szacunek. Aczkolwiek ilość ćwiczeń, jaką trzeba włożyć w taki pamięciowy trik, sprawia, że przedsięwzięcie nie do końca jest warte zachodu (a poza tym znajomi na domówce mogą nie pamiętać nawet, co robili, nie mówiąc już o tym, co ty zapamiętałeś….)

Niestety to był najdłuższy akapit w całym tekście, bo na kolejnych zagadnieniach znam się jakby mniej…

Po drugie, nadzwyczajne umiejętności obliczeniowe. Po raz pierwszy przeczytałem o tym zjawisku w takiej książce, której nazwy przypomnieć sobie za cholerę nie mogę… (co trochę niezbyt dobrze o mnie świadczy, zwłaszcza w kontekście poprzedniego paragrafu, w którym podaję się za niebylejakiego eksperta od pamięci). Otóż japońskie dzieci dalej liczą za pomocą abacusa, czyli starego, dobrego liczydła. Pamiętam, że u mnie po domu jeszcze walał się ten sprzęt, ale ponieważ obok niego walał się również kalkulator, to abacus służył mi głównie do grzechotania koralikami i tłuczenia siostry po głowie. Natomiast małe japońskie gnoje spędzają nad acacusem duże ilości czasu i uczą się nawet wykonywać działania za jego pomocą, ale bez niego… Po długich (naprawdę długich) godzinach ćwiczeń przyswajają sobie umiejętność wizualizowania liczydła. Następnie wykonują na tym wyimaginowanym sprzęcie obliczenia, niekiedy przy okazji machając rękami, tak jak na tym filmiku poniżej (pokazującym pojedynek pomiędzy dwójką dzieci, z których jedno używa kalkulatora, a drugie widmowego abacusa…)

Oczywiście małe kitajce uczą się przeprowadzania obliczeń na duchu liczydła od małego, więc jest im łatwiej. Jestem jednak pewien, że jeśli kupisz sobie taki sprzęt i będziesz grzechotał na nim godzinę dziennie, to z czasem zyskasz umiejętności obliczeniowe kwalifikujące się jako wybitne. Jak parę razy przemnożysz w pamięci 27 przez 452, na pewno zyskasz opinię osoby inteligentnej, ale też dziwnej, bo prowadząc obliczenia prawdopodobnie będziesz machał rękami.

Po trzecie, zauważ, że twórcy filmowi, kiedy chcą przedstawić postać jako bystrą, pokazują w formie niespodzianki, że potrafi ona mówić językiem obcym. Widzieliśmy to w Bravehurt’cie, kiedy Willim Walles przestał ukrywać, że rozumie, co królowa mówi po francusku do swojej dwórki. Widzieliśmy też w Drużynie A, gdy Murdock niespodziewanie zaczął nawijać w suahili. Krótko mówiąc, jeśli chcesz wyjść na inteligentnego, ucz się języków, ale potajemnie. Kuj francuski i niemiecki, a najlepiej też mandaryński… Następnie czekaj na okazję. W końcu tak się zdarzy, że będziesz szedł ze znajomymi przez miasto i podejdzie do was para starych Niemców, aby zapytać o drogę. Kiedy zaczniesz płynnie gdakać po germańsku, ochom i achom nie będzie końca.

Naturalnie pojawia się pytanie, jak się uczyć tych języków. Oczywiście tutaj też można zaproponować techniki i metodologie. Jeden z mnemoniców, z których czasem korzystam ucząc się węgierskiego, polega na powiązaniu za pomocą obrazów znaczenia słowa z jego brzmieniem (dajmy na to, że chcemy zapamiętać angielskie słowo ‚moon’. Wyobrażamy sobie naturalnie księżyc, a następnie dodajemy do niego wyraz, który kojarzy się nam z brzmieniem słowa. W tym wypadku niech to będzie mundur. Wyobrażamy sobie więc uśmiechnięty księżyc w wojskowej czapce i bang… Szansa na zapamiętanie słowa drastycznie wzrasta. To już w odróżnieniu od Haków, nie jest sztuczka, ale realna i przydatna technika.) Możesz też skorzystać z porady Benny’ego Lewisa, zanurzyć swój umysł w języku i próbować się w nim porozumiewać od pierwszego dnia  (Benny Lewis to facet, który twierdzi, że potrafi nauczyć się języka w trzy miesiace). Ale najważniejsze jest niestety to, że musisz chcieć… Musisz czuć autentyczną radochę z wkuwania słów i przekraczania kolejnych gramatycznych granic (i z tego korzystam najczęściej podczas swojej madziarskiej edukacji.)

Po czwarte, naucz się zajebiście inteligentnie przemawiać. Historia, że Cyceron ćwiczył na plaży przemawiając do fal i chmur jest powszechnie znana. Ten klasyczny, rzymski retor wkładał sobie też w gębę nadmorskie kamienie, aby ćwiczyć dykcję. Powyższe fakty nie oznaczają jednak tylko tego, że zachowywał się jak świr i prawdopodobnie miał strasznie zniszczone zęby…. Nauczył się też rewelacyjnie przemawiać. Na trening retoryczny składają się nie tylko ćwiczenia oddechowe i impostacyjne. Bardzo ważnym elementem tej sztuki są figury. Te zagrywki, odpowiedniki środków poetyckich, pomagały wielkim retorom pokonać przeciwników siłą argumentów Już sporo razy zdarzyło mi się, że ktoś palnął w towarzystwie zdanie, które zostało uznane za inteligentne, a było klasyczną figurą retoryczną.

Poprzez ćwiczenie układania figur retorycznych możesz więc sprawić, że będziesz brzmiał dużo bardziej inteligentnie. Znaczy w teorii… Bo w praktyce może się okazać, że to co wyjdzie z twoich ust będzie się kwalifikowało jako jeden wielki bełkot, pełen zeugm, parafraz i anafor. Jakby ktoś pytał, co to zeugma, to niech zacznie tę edukację i sprawdzi sobie na Wikipedii.

No cóż, skoro humor można trenować, to umiejętność przemawiania (takiego, aby wyjść na cwaniaka) chyba też. Bo poczucie humoru da się ćwiczyć. Jeszcze nie w stu procentach wiem jak, ale jestem pewien, że się da. Na razie jako połowiczny dowód mogę podać jedynie własne doświadczenie. Od lat już obserwuję jak rozwija się humor mój oraz moich kolegów z kabaretu PUK, grupy AD HOC oraz różnych stand-upów. Taka dygresja połowicznie bez sensu i całkowicie bez celu…

Na koniec słowo na temat tytułu tekstu. Kiedy wpiszesz w Google pytanie: „jak stać się bardziej inteligentnym?”, jako jedna z propozycji wyświetla się właśnie: „jak byc bardziej inteligentny”. Aby fraza pojawiała się jako propozycja, naprawdę dużo ludzi musi właśnie jej szukać. Czyli mit obalony, jednak są ludzie, którzy uważają, że mają zbyt mało rozumu i co bardziej zaskakujące, najwyraźniej część z nich kwalifikuje się jako skończeni debile (zawsze myślałem, że tępaki mają siebie za niezwykle lotnych).

Zapraszam do przeczytania posta o dziwnych i potyrpanych bogach.

Komentarze

Komentarze

3 myśli na temat “Jak być bardziej inteligentny?…Ughh… W oczach innych.”

  1. Jest taka fajna (choć nie jakaś rewelacyjna) brytyjska czarna komedia „Keeping mum”. Był w niej taki lightmotive, że pewien pastor (Rowan Atkinson) był strasznym sztywniakiem bez poczucia humoru. Stara gosposia, którą wynajął zaczęła go uczyć humoru i rozwinął je w sobie na tyle, że podczas przemówień religijnych wplatał żarty, którymi robawiał całą widownię. Też taka dygresja.

    1. Dygresja jak najbardziej dobra i słuszna. Z przyjemnością zmierzę się z obejrzeniem serialu i potencjalnie będę miał z niego temat na całego posta (wątki rozwijania poczucia humoru pojawiają się u mnie generalnie dosyć często…)

Możliwość komentowania jest wyłączona.