Gdzie w największych miastach Polski można obejrzeć stand-up? – Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto

Stand-up w Polsce to w dalszym ciągu mały gnój, dziecko które ledwie odrosło od ziemi i o którym niezbyt wiele osób słyszało… Ciągle jest to i pewnie jeszcze długo będzie nowa dziedzina sztuki/rozrywki w naszym kraju (mam wrażenie, że powyższe zdanie napisałem w różnych tekstach na tym blogu już przynajmniej z dziesięć razy). Mimo wszystko na mapie naszego ukochanego państwa można znaleźć miejsca, w których imprezy stand-upowe odbywają się regularnie i co ważniejsze cyklicznie. Miejsc tych niestety jest równie dużo, co punktów zakaźnych wirusa ebola na terenie U.S.A.

Formalnie największymi miastami Polski są Warszawa, Kraków, Łódź i Wrocław (tuż za nimi plasują się Poznań i Gdańsk). Na potrzeby tego posta postanowiłem jednak stworzyć własną listę największych polskich metropolii. Warszawę i Kraków łaskawie zostawiam na pierwszych pozycjach. Podobno Gdańsk, Gdynia i Sopot tak naprawdę funkcjonują jako jeden twór, dlatego traktuję je jako Trójmiasto – swoistego transformersa, który dzięki swojej skondensowanej masie niespodziewanie przeskakuje Poznań. Łódź pomijam dyskretnym milczeniem.

Warszawa

Jak to zazwyczaj bywa, to właśnie w Warszawie dzieje się najwięcej. Miasto to statystycznie jest najbardziej nielubiane przez Polaków (czy jeszcze ktoś, gdzieś na świecie czuje tak dużą niechęć do własnej stolicy?), a jednocześnie najwięcej ludzi jest skłonnych właśnie tam się przeprowadzić… Zauważalnym miejscem na mapie Wa-wy jest Klub Komediowy. W Stanach lokale tego typu funkcjonują na porządku dziennym, a u nas jest jeden. Klub Komediowy to sprytny miks pubu i teatru. Występy nacechowane humorystycznie można tutaj obejrzeć codziennie (albo niemal – instytucja nie posiada strony, więc ciężko zweryfikować ten fakt na sto procent). Na charakterystycznej, półokrągłej scenie zobaczymy impro (zdecydowanie najwięcej), stand-up (w różnych odmianach, często dosyć ciekawych) oraz niekiedy mniej lub bardziej klasyczny kabaret (że skecze). Ekipa zarządzająca komedią stojącą w Klubie zdążyła zaklepać sobie bardzo marketingową i bardzo seową (czyli marketingową, ale pod Google’a) nazwę Stand-up Polska. Urządzają także imprezy w innych punktach stolicy (głównie pubach). Na przykład w Resorcie i Broadway Cafe. Druga stołeczna grupa – Bękarty Stand-upu dosyć regularnie zaprasza komików z całego kraju do Centrum Zarządzania Światem. Jest też oczywiście cykliczna impreza (zwie się Stand-up Hybrydy) prowadzona przez Katarzynę Piasecką w Teatrze Palladium. Raz w miesiącu pojawia się na niej dwóch młodych i obiecujących (zdaniem organizatorki:) stand-uperów.

Kraków

Moje miasto (znaczy przez zasiedzenie, bo rodowicie jestem ze Świętokrzyskiego), więc informacje prezentowane na jego temat w największym stopniu pochodzą z pierwszej ręki. A więc, przede wszystkim – Artefact Cafe. Ciekawe miejsce tuż poza centrum krakowskiego Kazimierza. Właściciel twierdzi, że w lokalu odbywa się 365 eventów rocznie. Chyba nie kłamie, bo w Artefakcie faktycznie cały czas coś się dzieje. A to spotkania podróżników, a to planszówki, a to znowu imprezy ukierunkowane na komedię. W piątki w klubie naprzemiennie odbywają się imprezy typu stand-up bądź występy grup impro. Tymi wydarzeniami zarządza Comedy Lab, czyli ekipa, która mocno wyróżnia się wśród polskich hmm… zrzeszeń stand-uperów (jako jedyni nie mają w nazwie słowa stand-up). Wiele z imprez to ich open miki. Bardzo często przyjeżdżają też jednak komicy z innych części kraju (ponieważ stand-up to nowy nurt w Polsce, stand-uperzy działają mocno na zasadach coachsurfingowych. Ja ciebie zaproszę, ty mnie zaprosisz i w ten sposób obydwaj sobie pojeździmy.) Po drugiej stronie miasta w zakazanym getcie Miasteczka Studenckiego AGH, gdzie nawet policja się nie zapuszcza, bo nie ma wstępu bez zezwolenia rektora, odbywa się druga cykliczna impreza. Studio Kabaretu to środowe spotkania z komedią. Mają miejsce w klubie Gwarek, a wstęp, dzięki uprzejmości finansowej Akademii Górniczo Hutniczej, jest wolny. Na scenie pokazują się młode kabarety, formacje impro (dosyć często na deskach gości tam So Close i grupa AD HOC) oraz oczywiście stand-uperzy. Na szczególną uwagę zasługuje Pojedynek na Stand-up. Ta impreza odbywa się raz w miesiącu, a podczas niego sześciu komików walczy o nagrodę finansową za oręż biorąc tylko i wyłącznie nowe teksty. Mimochodem wspomnę też o Otwieraczu. Jest to organizowany przeze mnie open mike. Nie będę się o nim rozpisywał, bo impreza jest młodziutka – odbyła się dopiero raz.

Wrocław

Podświadomie odrobinę jednak dziwi mnie fakt, że ekipa najprężniej reprezentująca to poniemieckie miasto nazywa się Wrocław Stand-up a nie Breslau Aufstehen. Wro-up to grupa pełna oryginałów a nawet dziwolągów, co moim zdaniem dobrze oddaje atmosferę ich rodzimej metropolii. Komicy z Dolnego Śląska często sięgają po oryginalne formy promocji – wrzucają mocno pokręcone filmiki na YT, a na biletach ich imprez kiedyś można było zobaczyć lekko niepokojące dowcipy (na każdym inny oczywiście). Osobiście jestem też niemalże fanem tekstów marketingowych, za pomocą których Wrocław Stand-up promuje organizowane przez siebie występy. Mają one charakter psychodeliczno-pijacki, przypominają strumienie świadomości, a generuje je niejaki Zalew (Bartek Zalewski). Wro-up większość swoich imprez organizuje nie gdzie indziej, ale w Starym Klasztorze. Jak przystało na miasto zachodnie, Wrocław wyróżnia się też obecnością na swoich terenach stand-upu w języku angielskim. To właśnie tutaj urzęduje Jim Williams – prawdziwie amerykański stand-uper na naszych ziemiach. Organizuje on angielskojęzyczne otwarte mikrofony w Niebo Cafe oraz imprezy biletowane w Pure Sky Club.

Trójmiasto

Elżbietańska 6 na Ostro to chyba najbardziej renomowana impreza stand-upowa w kraju. A to dlatego, że organizują ją właściwie jedyni stand-uperzy w Polsce, którzy są naprawdę rozpoznawalni, czyli car polskiego stand-upu – Kacper Ruciński oraz czarny papież komedii stojącej – Abelard Giza. Zapraszają młodych, mniej znanych ludzi z całego kraju, dla których pojawienie się na imprezie niejednokrotnie stanowi sporą podnietę. Zdarza się bowiem, że ktoś wpadnie w oko Rucińskiemu i/lub Abelardowi, co może zaowocować dużą promocją i wypłynięciem na szersze (ale nie aż tak znowu szerokie) wody estrady. Oprócz występów gościnnych na Elżbietańskiej odbywają się też oczywiście open mike’i. Swoje imprezy na terenie 3m organizują także młodsi stand-uperzy. Niejaki Adam Bendler, człowiek pytajnik, człowiek z patrzącą czapką, człowiek słynący też z tego, że nagrywa parodie rapowych teledysków, w miarę często zaprasza kolegów z Polski do sopockiego klubu Underground. Z kolei Kuba Krzymiński, Paweł Chałupka i Tomasz Kołecki (lansujący się na tym, że jest najmłodszym komikiem w Polsce – ciekawa i dosyć ulotna specjalizacja) organizują cykliczny otwarty mikrofon w lokalu Cooltura Chmielna 101.

No to przewaliłem za Was wielką kupę gruzu… Musielibyście przetrząsać sieć, a tak już nie musicie. Posta będę raz na jakiś czas aktualizował. Jeśli ktoś ma informacje o imprezach stand-upowych w wyżej wymienionych miastach, może mi dać znać.

Zapraszam do przeczytania tekstu o Charliem Hebdo.

Komentarze

Komentarze

4 myśli na temat “Gdzie w największych miastach Polski można obejrzeć stand-up? – Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto”

  1. W Białymstoku, czyli mieście, które może walczyć o miejsce w 10. największych miast (z pozycją 10 tylko i wyłącznie) albo innymi słowy jedyne miasto na Podlasiu co mniej-więcej 2 tygodnie pojawiają się komicy ze Stand-up Polska, co tydzień są spotkania stand-upowe, gdzie tubylcza ekipa testuje materiał, robi sobie roasty itp., ogólnie to ekipa i publiczność ostatnio wzrasta. Miejsce to konkretnie Hary Motorcycle Pub. Nie wiem, czy warte odnotowania, bo ani duże miasto, ani regularność nie powala, ale jest tu takie coś.

  2. Z tego co pamiętam Białystok może też chyba walczyć o tytuł największego miasta w Polsce, które posiada trolejbusy:) Post miał się skupiać na dużych miastach, ale ta informacja zawarta w komentarzu w niczym mu nie ujmuje. A nawet dodaje pewnej wartości.

  3. Z tego, co napisałeś to niewiele wiesz o tym, co się naprawdę dzieje w polskim stand-upie, ale to nie jest dziwne, bo sam w nim nie funkcjonujes w zasadzie. Boli Cię, co widać niestety bardzo mocno, że stand-up polska ma taką, a nie inną nazwę, nie wiesz co się dzieje w warszawie i jak wiele jest imprez, nie czaisz, że Zalew już nie mieszka we wrocławiu, boli cię dupa, że ludzie się jarają, że występują na elżbietańskiej bo jakoś ciebie tam nigdy nie widziałem. Ale to olejesz, bo jesteś przekonany o swojej zajebistości. Natomiast nie olewaj tej rady: zanim się za coś zabierzesz, zrób lepsze rozeznanie, bo każdy kto czai temat widzi, że opowiadasz o nim, jakbyś podglądał od sąsiada przez dziurę w płocie.

    1. Słuchaj, nawet jeśli mnie dupa boli, to przynajmniej mam odwagę się pod tym bólem dupy podpisać:) Ciebie najwyraźniej boli anonimowo.

Możliwość komentowania jest wyłączona.