Youtuberzy – piąta noga komedii

Czas dłuższy temu napisałem tekst, w którym wyraziłem swoje zdanie na temat kilku zjawisk komediowych istniejących na polskiej scenie. Wspomniałem tam więc o impro, stand-upie (pchającym się do impro), kabarecie (pchającym się do impro i stand-upu) oraz aktorach komediowych (wpychających swoje zadzierzgnięte w górę przez nadmiar ćwiczeń impostacyjnych nosy we wszystkie trzy powyższe nurty). O każdym z tych scenicznych trendów wystosowałem dwie opinie: wredną i w miarę obiektywną.

Sam nie wiem dlaczego, ale wtedy, ten rok z okładem temu, w ogóle nie patrzyłem poważnie na komediowych Youtuberów. Być może zaważyło to, że serwis przez ten czas mocno się rozwinął, a nawet rozbuchał. Być może częściowo chodziło też o fakt, że w tamtym momencie zetknąłem się jedynie z ortodoksyjnie gównianymi próbami prowadzenia humorystycznych kanałów w serwisie Youtube.

Przez kilkanaście miesięcy moje spojrzenie na YT dosyć mocno się zmieniło. Komediowe filmiki tworzone z myślą o sieci stały się niezwykle popularne, wręcz trudne do przeoczenia. Wprawdzie niewielu polskich e-komediantów mnie porwało, ale muszę przyznać, że miewają strzały… Abstrachuje bazują na powtarzaniu tej samej konwencji oraz kontrowersyjnej nazwie, którą najwyraźniej wymyślili jeszcze w gimnazjum. Większość ich materiału to papa na lepiku, ale parę razy tak mocno mnie zaskoczyli, że niekiedy jestem w stanie przebrnąć przez spore ilości tej papy, żeby sprawdzić, czy nie trafił się w niej jakiś smakowity kawałek czy pomysł (tutaj wspomnę, że ich bliski kolega prowadzący kanał Z Dupy, powinien zmienić nazwę na Do Dupy [i niestety przypuszczam, że przede mną to zdanie wygłosił niejeden gimnazjalista.]) Pierwszy filmik wrzucony na YT przez Lisę (z kanału Lisie Piekło) wciągnął mnie i rozbawił samą czystą, lekko pijaną energią autorki. Sporo razy zdarzyło mi się też zaśmiać podczas oglądania AdBustera, pomimo że jego kanał nie jest stricte komediowy, a jedynie rozrywkowy (kanał Lisy też zresztą nie koncentruje się przede wszystkim na humorze).

Popularności klipów, w których ktośtam (na przykład Gonciarz) bawi się w koptyjskiego papieża i odpowiada na niestworzone pytania, zrozumieć nie potrafię.

Oczywiście pisząc tego posta nie sposób pominąć S.A. Wardęgi. Ten pan długo starał się o o mojego suba i ostatecznie się wystarał (oczywiście filmikiem Mutant Spider Dog). Gratuluję panie Wardęga!

Początkowo miałem pisać według schematu z posta wymienionego na początku tekstu – osobno wrednie, osobno w miarę konstruktywnie i przyjaźnie. Plan jednak poszedł już się paść na łąkę. Trudno wymieszałem wszystko, porzuciłem konwencję, brnę dalej w temat na tak zwaną pałę.

Dlaczego w ogóle zestawiam komediowych Youtuberów ze scenicznymi zjawiskami? Dlatego, że magnaci serwisu zaczynającego się absurdalnie na „Y” mają wiele wspólnego z adeptami impro, stand-upu i kabaretu. Przede wszystkim znaczna część z nich to samouki. Ludzie, którzy nie doszli do swojego kawałka sukcesu dzięki szkołom i oficjalnym papierom, ale pasji i konsekwencji. Youtuberzy to de facto tacy kabareciarze, którzy decydują się na tworzenie cyklicznych programów satyrycznych własnym sumptem [tutaj skomentuję sam siebie. Zaczynałem od kabaretu i jestem przez niego bardzo mocno spaczony. Dla mnie większość zjawisk komediowych to po prostu odłamy kabaretu.]

Moje uczucia wobec komediowych Youtuberów znad Wisły są mocno mieszane. Ale za to zagranica… Jak zwykle, od jakiegoś czasu, wszystko, co mnie mocniej porusza i inspiruje, przychodzi z zachodu i to dosyć odległego, bo tego za Oceanem Atlantyckim. Youtube ze Stanów rządzi i wymiata. Internetowa komedia z Ameryki to nie żadne skecze przy barze nagrywane starą komórką. Chłopaki (i dziewczyny) niejednokrotnie posiadają własne studia, sztab ludzi oraz, co najważniejsze, warsztat i niesamowite pomysły.

Zaczęło się chyba od Epic Rap Battles of History. Nie lubię określenia inteligentny humor, a nawet ostatnio udowadniałem, że to zjawisko nie istnieje… Jeśli by jednak istniało, to właśnie panowie z ERB by je reprezentowali. Opracowali prosty, ale genialny schemat. W każdym z ich filmików dwie lub więcej postacie z historii, kina, kreskówek lub literatury walczą ze sobą na rymy. Aby zrozumieć zawarty tutaj humor trzeba posiadać znaczne ilości informacji o tych bohaterach, politykach, królach i sportowcach. Jeśli nawet nie jest to humor dla ludzi inteligentnych, to na pewno dla tych posiadających znaczne ilości wiedzy. Z twórczości ERB najbardziej chyba spodobała mi się bitwa pomiędzy Mahatmą Ghandim i Martinem Lutherem Kingiem, w której zamiast głównych twórców, występują Key i Peele – mocno rozpoznawalny w Stanach duet komediowy.

Po ERB bardzo płynnie złapałem zajawkę na Rhetta i Linka. Dwóch przyjaciół, dwóch całkowicie różnych, ale jednocześnie bardzo podobnych facetów, założyło swój kanał bodajże rok po powstaniu Youtube. Oczywiście najpierw obejrzałem względnie nowe filmy chłopaków, ale z przyjemnością cofnąłem się do ich początków i prześledziłem ewolucję . Rewelacyjny postęp, ale też niewiarygodna konsekwencja. Rhett i Link przeszli od piosenek śpiewanych na tle niebieskiej ściany do pełnoprawnych humorystycznych teledysków. Co ciekawe, wiele z ich filmików to reklamy, ale reklamy kompletnie unikalne… Ale co w nich jest tak wyjątkowego, wyjaśnię w poście, którego opublikuję wkrótce.

Dwa powyższe kanały produkują głównie humorystyczne klipy muzyczne. W amerykańskiej części Youtuba można też jednak znaleźć sporo skeczy. Dosłownie tony i hektolitry komediowych scenek wyprodukował Collegehumor. Jest to dosyć popularna w Ameryce witryna internetowa, która założyła swoją własną… No kuźwa wytwórnie. Widać, że mają plan filmowy, montażystów, aktorów, reżyserów. A to wszystko jest tworzone pod sieć. W pierwszej kolejności filmiki wędrują na stronę (na której znajdują się też artykuły i rysunki), a dopiero z miesięcznym opóźnieniem trafiają na kanał YT. Collegehumor wypuszcza zawrotne ilości filmików. Bardzo różnią się one pomiędzy sobą, zarówno co do poziomu, jak i podejścia koncepcyjnego. Niekiedy są niszowe, a niekiedy proste i lekko obleśnie. Część jest skrajnie przewidywalna, a część z kolei odjechana do bólu. Mimo wszystko CH udało się wytworzyć własny klimat, w który na dodatek mnie wciągnęli.

Jedna, związana z Youtubem, rzecz mnie bardzo cieszy. Władek Sikora, który umówmy się, cośtam wie, o rozśmieszaniu ludzi, kiedyś napisał, że tworząc skecze nie należy przginać z humorem niszowym (czyli takim, który zrozumieją na przykład wyłącznie zagorzali fani piłki nożnej albo jednego, konkretnego pisarza). W komedii youtubowej ta zasada nie obowiązuje. Bo nie gramy skeczu dla mieszanej widowni ani leniwego odbiorcy telewizyjnego. Możemy w żartach odnosić się do rzadkich tytułów gier, mało znanych seriali czy nawet filatelistyki. I tak znajdą się odbiorcy, którzy zrozumieją nasze żarty, docenią i co więcej, podadzą innym, podobnym świrom.

Ponieważ jakiś czas temu sam intronizowałem się na stanowisko eksperta od spraw komedii, pierdolnę sobie teraz proroctwo. Już niedługo, szacuję, że tak gdzieś za pięć lat, żaden kabaret, żaden stand-uper i żadna grupa impro nie będzie mogła w Polsce funkcjonować nie mając własnego kanału na Youtubie. I nie mam tutaj na myśli kanału z nagraniami ze sceny. Chodzi mi o kanał, którego jedynym zadaniem będzie promowanie się na Youtubie, a zawierający bo ja wiem… wkrętki, podcasty i skecze studyjne.

Zapraszam do przeczytania tekstu o stand-upie Marka Twaina.

Komentarze

Komentarze

3 myśli na temat “Youtuberzy – piąta noga komedii”

  1. Ścieżka właściwa tylko nie zapomnij postawić drogowskazów by inni trafili
    Wszystko co nie zakazane powinno być obowiązkowe
    Powodzenia !

Możliwość komentowania jest wyłączona.