Psychologia i humor – popularne teorie z komentarzem laika-praktyka

Przypomnij sobie dowcip, fragment skeczu, humorystyczną sytuację, cokolwiek, co Cię ostatnio rozśmieszyło. Załóżmy, że Twoje rozbawienie wywołał jakiś nieistniejący i hipotetyczny dowcip o kaczce. Zastanów się, dlaczego wywołał u Ciebie śmiech. I odpowiedź: „bo był śmieszny” nie kwalifikuje się jako prawidłowa. Dlaczego niepowodzenia życiowe jakiegoś fikcyjnego ptaka domowego powodują skurcze Twojej przepony? I tym bardziej: Co one mają u diabła wspólnego z chwilowym wzrostem Twojego poczucia szczęśliwości?

Humor i śmiech to problematyczne zagadnienia. Śmiejemy się wszyscy, a sam śmiech wydaje się pełnić istotną rolę w naszym życiu. Rozładowuje napięcia, potrafi zniwelować stres. Ale dlaczego? Jakim cudem lekko idiotyczny skecz o chińskiej zupie ma moc tymczasowego polepszenia naszego życia? I ponownie odpowiedź: „bo jest śmieszny” się nie liczy…

Od lat psychologowie, filozofowie i innego rodzaju mądre głowy próbują rozgryźć te dwa powiązane zjawiska. Pracują w swoich laboratoriach, piszą elaboraty, a na efekty ich pracy zacierając ręce i niekiedy nawet lekko się śliniąc, czekają specjaliści od reklamy, manipulacji, sprzedaży. Bo wiadomo, że humor jest narzędziem mogącym sprawnie zachęcić klientów do zakupu skrajnie niepotrzebnych im produktów. Niestety drodzy zaślinieni specjaliści, nie zbijecie łatwych kokosów wypuszczając zabawne reklamy proszków do prania. Na razie nikt nie wie, dlaczego u diabła się śmiejemy…

Od lat napotykam w różnych źródłach na trzy obiegowe teorie naukowe próbujące wyjaśnić działanie humoru.

Pierwsza to teoria wyższości. Mówi, że znajdujemy niektóre rzeczy jako śmieszne, gdyż na chwilę sprawiają, że czujemy się lepsi. Hipoteza ma wielu ojców i zwolenników, ale za najsławniejszego uchodzi Henri Bergson.

No cóż, moim zdaniem, nie jest to reguła uniwersalna. Jeśli akurat kogoś intensywnie wyśmiewamy, faktycznie czujemy nad nim przewagę. Zwracam jednak uwagę na fakt, że nie w każdym żarcie ktoś traci, wychodzi na głupka, albo jest poniżany. Istnieją dziesiątki grepsów absurdalnych pozbawionych tak zwanej ofiary. W produkowaniu ich specjalizuje się między innymi Marek Grabie. Cały poniższy monolog jest no cóż, dosyć mocno odjechany. Zwracam uwagę w szczególności na żart zaczynający się od 6:50 – (długa pauza), Kiedy w marcu bocian klekoce… Brak obiektu, brak ataku, nikt nie traci, nie mamy wobec kogo czuć się wyższymi. Bardzo mi przykro panie Bergson, ale pana teoria ssie.

Druga propozycja naukowców to teoria niezgodności, mówiąca ni mniej ni więcej, że aby powstał humor, coś musi się nie zgadzać. Puenta musi pozostawać w kontraście do wprowadzenia, kontekstu bądź po prostu do świata. Tutaj w dużym skrócie się zgadzam. Właściwie w każdym żarcie możemy się dopatrzeć takiej czy innej niezgodności (w numerze powyżej jest ona aż nadto oczywista). Problem tkwi w tym, że niekiedy nie wystarczy wprowadzenie kontrastu, aby uzyskać efekt humorystyczny (patrz komedia „Gliniarz w przedszkolu”). Trzeba dodać jeszcze kilka innych, dosyć mocno ulotnych elementów… Do piewców teorii niezgodności należą Artur Shopenhauer i Herbert Spencer.

Teoria rozładowania napięcia. Mówi nam, że aby wywołać śmiech (konkretnie jego odmianę powiązaną z komizmem) trzeba stworzyć napięcie, a następnie je uwolnić. No nie do końca. Określenie napięcie nie wydaje mi się tutaj stuprocentowo trafne. Wiele żartów opiera się na pokierowaniu myśli słuchaczy w jedną stronę i niespodziewanym ataku z innej strony. Coś tam faktycznie się rozładowuje, ale raczej nie jest to napięcie w klasycznym tego słowa znaczeniu. Może ono faktycznie rosnąć w niektórych czarnych żartach… Teoria za to wydaje się dobrze opisywać pewien greps kabaretu Limo (patrz skecz poniżej, konkretnie od momentu 3:01 – Mucha, Cichopek. Poseł znajduje się w niebezpieczeństwie, ale ostatecznie okazuje się, że dres nie planuje go bić.)

Za teorią rozładowania napięcia opowiadał się między innymi sławny zboczuch – Zygmunt Freud. Ponoć twierdził nawet, że napięcie, które rozładowuje się w puencie żartu, ma naturę seksualną. Im więcej o nim czytam, tym mocniej przypuszczam, że nie był psychiatrą, ale psycholem.

Powyższe trzy teorie to już trochę podstarzałe rupiecie. Niektóre są w obiegu nawet kilkaset lat, coś o wyższości przebąkiwał ponoć nawet Arystoteles. Na szczęście badania dalej trwają. Profesor Peter McGraw to współczesny i dosyć wiarygodny badacz humoru. Przedstawił własną hipotezę – teorię łagodnych naruszeń. Na swój sposób łączy ona wszystkie trzy poprzednie koncepcje. Mówi mianowicie, że aby uzyskać komizm trzeba wprowadzić odstępstwo od normy, ale takie, które nie stwarza realnego zagrożenia. Teoria wydaje mi się bardzo bliska prawdy, ale moim zdaniem ma szansę rozjechać się na niektórych przypadkach czarnego humoru. Pana McGraw uważam za wiarygodnego badacza humoru między innymi dlatego, że w przeciwieństwie do Freudów i Schopenhauerów, potrafi sprawnie posługiwać się obiektem swoich badań. Jego przemowy są lekkie i zabawne. Poniżej wystąpienie profesora z konferencji TEDxBoulder.

Pisząc tekst zżynałem informacje z następujących źródeł:
www.msu.edu
semiomiks.blogspot.com
wiadomosci.onet.pl

Na koniec mam dwa komunikaty. Po pierwsze zachęcam do przeczytania jednego z moich licznych tekstów o stand-upie. Po drugie, jeśli jesteś dziwny i interesuje Cię tak mało przydatne i niszowe zagadnienie jak teoria humoru, to wjedź z powrotem na górę strony i subskrybuj. Gwarantuję, że napiszę jeszcze dużo postów usiłujących rozłożyć komizm na czynniki pierwsze.

Komentarze

Komentarze

Jedna myśl na temat “Psychologia i humor – popularne teorie z komentarzem laika-praktyka”

Możliwość komentowania jest wyłączona.