Co kabareciarz słyszy o kabareciarzach?

1.

Chłopak zapada się głęboko w klubowy fotel. Z głośników leci chillout, więc gość się chilluje. Jednocześnie trawi to, co właśnie usłyszał. Z niedowierzaniem drapie się po kopule czapki z daszkiem. To widocznie nie przynosi pożądanych efektów, więc zdejmuje czapkę i drapie się po nagiej już teraz głowie. Gość pracuje jako DJ gdzieś niedaleko. Zaczęliśmy gadać, bo nasze branże są do siebie podobne. Przynajmniej pozornie… Przed chwilą mu powiedziałem, że Kabaret Moralnego Niepokoju ma kilkanaście do dwudziestu występów miesięcznie. I że jego członkowie zarabiają na tym procederze naprawdę duże pieniądze (podałem szacunkowe kwoty, tutaj nimi jednak szastał nie będę…). DJ  jest w sporym szoku. Milczy i się czochra. Zaczynam się zastanawiać, czy aby nie dostał jakiejś swędzącej formy wylewu. W końcu się odzywa.

– I oni zawsze z tymi garnkami?

Teraz ja nie dowierzam. Ten tekst nie dochodzi do świadomości od razu. Nie przejmujcie się, za chwilę (prawdopodobnie) załapiecie.

2.

Impreza. Gadam z coachem. Jest znajomym znajomego i brzydko mówiąc się do mnie przyssał. Normalnie nie mam nic przeciwko poznawaniu nowych ludzi, a nawet bym powiedział, że lubię… Ale tutaj. Słowo coach w tym wypadku oczywiście nie oznacza, że facet trenuje młodzieżową drużynę koszykówki czy hokeja na trwie. Spotkałem się z tym określeniem dziesiątki razy i właściwie nie wiem, co ono u diabła znaczy. Na dodatek gość jest z tych coachowatych coachowów. Obawiam się, że za chwilę zacznie mi udzielać porad usprawniających proces picia mętnego drinka z plastikowego kubeczka.

– Ja też często występuję – mówi – prowadzę szkolenia. A z kabaretów to uwielbiam Limo. Oni mają te takie swoje bitwy, że wymyślają pytania. Czasami w wystąpienia wplatam sobie żarty z ich skeczów w to, co mówię. Jestem pewien, że ty też to robisz.

I z jego tonu rzeczywiście wynika, że jest pewien. Przekrzywiam głowę, zaciskam rękę, próbuję wysunąć ukryte w rękawie ostrze. Przed oczami przelatują mi sceny z ‚Assasins Creed’. Na szczęście nie mam ukrytego ostrza. Zwyczajnie wkurwiona wyobraźnie mnie ponosi. Odchodzę pod jakimś tam pretekstem.

3.

Poniższa sytuacja nie jest stuprocentowo prawdziwa. Stanowi blend podobnych do siebie przypadków, które powtarzają się tak często, że aż mi się stopiły w jedno wewnątrz głowy. Stoi przede mną jakaś hipotetyczna laska. Usta jej się jednocześnie wydymają i wykrzywiają w pogardzie. Peroruje zawzięcie…

Bo ja to was nie lubię. Nie lubię was, tych kabaretów. Co w tym jest śmiesznego? Nic tylko się przebieracie w te sukienki i moherowe berety. Moglibyście już przestać, bo tylko żenujecie ludzi, a nie rozśmieszacie. No chyba, że czasami ludzie tak się załamią, że robią What the Fuck i z tego się śmieją, a tak to nie widziałam nigdy żadnego kabaretu, który by mnie rozśmieszył. Ja to bym ich, to znaczy was, wzięła wszystkich i wystrzelała.

– A na jakim kabarecie ostatnio byłaś?

Co? Nigdy na żadnym nie byłam. W telewizji oglądam.

Jeśli rozpoznajesz u siebie symptomy powyższego zachowania, to uprzejmie proszę, wypierdalaj na występ (taki na żywo).

Zapraszam też do przeczytania wpisu o pierwszym kwietnia.

P.S: A tak naprawdę to bardzo lubię swoją pracę, a narzekam tylko po to, żeby wprowadzić dramatyzm do postów.

Komentarze

Komentarze

Jedna myśl na temat “Co kabareciarz słyszy o kabareciarzach?”

Możliwość komentowania jest wyłączona.