Stand-uper z ulicy

michaelcolyar-1

Bardzo mi przykro, ale ten post jest częściowo motywacyjny. Bleee.

Michael Colyar to stand-uper mocno nietypowy i na dobrą sprawę w Polsce nieznany. Pewnie nigdy bym o nim nie usłyszał, gdyby nie lektura książki Step by Step to Stand-up Comedy. W tym poradniku autor – Greg Dean podaje Colyara jako przykład wytrwałości w dążeniu do celu (czyli do komediowej sławy). Ja jako zaletę dorzuciłbym mu swojego rodzaju kreatywność…

Ale o co chodzi? O to, że Colyar pewnego dnia postanowił sobie, że zostanie komikiem. I wybrał ciekawą drogę, aby to osiągnąć… Zamiast wycierać się jak inni po licznych w Stanach open-mikach, wyszedł w miasto. Konkretnie przeniósł się z rodzinnego Chicago do ciepłego L.A. i tam stanął na ulicy, a bardziej konkretnie na plaży, aby opowiadać żarty w plenerze…

Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie. Stand-up gra się w knajpach, gdzie i tak dużo się dzieje. Ludzie czasami gadają bez związku z twoim występem, łażą, w skrajnych okolicznościach za akompaniament monologów służy grzechotanie barowego młynka do kawy. Ja parę razy zagrałem stand-up na takim czy innym festynie. Masakra, hardcore, poziom trudności dziesięć, ale na imprezach plenerowych przynajmniej zazwyczaj jest scena. Podwyższenie, które jasno pokazuje, że występujesz. Ulica to jeszcze wyższy level. Tym bardziej plaża. Latają ci mewy, ludzie ganiają za piłką. Stoisz jak idiota i czekasz, aż zbiorą się chętni. Później musisz się przejść z kapeluszem, żeby nie gadać na marne. A Colyar grał pięć godzinnych przedstawień dziennie!!! Na kawałku piasku nad morzem.

Moi znajomi, którzy mają doświadczenie w teatrach ulicznych (właściwie w jednym:), tłumaczyli mi kiedyś, że w przedstawieniach plenerowych wszystko musi być większe. Gest szerszy, kostium bardziej krzykliwy. Inaczej nikt nie zwróci uwagi na wysiłki artystów. No racja. A stand-uper nie ma zmieniających się kostiumów, nie tańczy, nie biega na szczudłach, nie pluje ogniem (stałe elementy teatrów ulicznych).

Colyar musiał być niewiarygodnie dobry, aby w tych warunkach utrzymać energię i koncentrację. Zarówno swoją, jak i widowni. Na pewno pomogły mu w tym wcześniejsze doświadczenia. Bo przez kilka lat grał w chicagowskim teatrze ulicznym. Pewnie dlatego było mu łatwiej. Pewnie też stąd wziął mu się pomysł, by swoją karierę zacząć od plaży.

Przyszedł czas na kilka pytań. Sam je sobie zadam i sam odpowiem.

1. Dlaczego to jest post motywacyjny?

Bo życie Colyara pokazuje, że narzekanie na brak występów jest bzdurą. Zawsze można olać wszystko, spuścić z tonu i wyjść na ulicę.

2. Dlaczego Colyar wykazał się kreatywnością?

Bo wybrał odmienną drogę niż wszyscy inni. Znalazł niszę. Co ostatecznie mu się opłaciło. Dzisiaj już gra w filmach i na dużych imprezach. W dalszym ciągu jest jednak swoistą legendą Venice Beach (plaża na której grał przez dziewięć lat) .

3. Dlaczego napisałem ten tekst?

Tutaj trochę wstyd mi się przyznać. Czytając Step By Step To Stand-up Comedy zrozumiałem, że pan Michael nie tylko grał na ulicy, ale też na niej żył. Stwierdziłem: „O kurwa! Bezdomny stand-uper. Genialny temat na posta.” Ostatecznie jednak okazało się, że warunki mieszkaniowe miał względnie normalne… Mimo wszystko postanowiłem, że nie będę zachowywał się jak telewizyjne talent show i że poświęcę mu parę słów pomimo braku dojmującej tragedii w jego życiu.

Korzystałem z następujących źródeł:

www.examiner.com

articles.latimes.com

oraz oczywiście Step By Step To Stand-up Comedy.

Zdjęcie podpieprzyłem z www.burkemanagementfirm.com. To chyba agencja Colyara, więc nie powinni się obrazić, bo wzmianka w poście na drugim końcu świata to ostatecznie jakaśtam promocja…

Zapraszam do przeczytania mojego tekstu o trenowaniu poczucia humoru.

Komentarze

Komentarze

Jedna myśl na temat “Stand-uper z ulicy”

Możliwość komentowania jest wyłączona.