Suchar – dowcip specjalnej troski

strasburger

Dobry dowcip jest jak Batman. Skrada się za Twoimi plecami, odwraca uwagę dyskretną bombką z dymem, przemyka w cieniu i wreszcie BAM!!! atakuje w najmniej oczekiwany sposób. Padasz oszołomiony stopniem misterności.

Suchar z kolei jest jak Quzimodo. Też niby sprawnie popitala po dachach, też potrafi zlać się z nocą, ale z reguły z daleka widać jego pokraczną postać łażącą po gzymsie… Quasimodo tuż przed ujawnieniem się robi dużo huku, spada zamiast skoczyć, potyka się o własną krzywą nogę, giba na garbie… Też padasz, ale łapiąc się za twarz i myśląc: „Osz kurwa, ale to brzydkie!”

(Pewnie tutaj ktoś pomyśli, albo nawet powie, że niewiele jest dobrych dowcipów. Z drugiej strony Batman jest tylko jeden, więc porównanie trafne.*)

Jak można się domyślić po przeczytaniu poprzednich akapitów, nie jestem fanem sucharów. Znaczy wiadomo, jeśli ktoś pisze teksty humorystyczne dowolnego rodzaju, to w nich od czasu do czasu musi mu się trafić żart tak słaby, że aż boli (ten fragment napisałem oczywiście tylko dlatego, że wiem, że mi się ciężkie fuck-outy zdarzają). Ryzyko zawodowe, dopuszczalny błąd, i tak dalej. Natomiast wymyślanie sucharów celowo, to już zabawa o tyle ciekawa, co i dziwna. Poinformowanie odbiorcy, że żart będzie kiepski daje przyzwolenie na bycie słabym i byle jakim, kastruje ambicję, wystawia Cię do zupełnie innego pojedynku (na cepy a nie na rapiery…)

[Innymi słowy, może Ci nie wychodzić, ale powinieneś się przynajmniej starać.]

I to jest ciekawostka. Zastanawiam się, czy na świecie istnieje jakakolwiek inna dziedzina, w której można stać się tak bardzo złym, że aż dobrym (bo określenie „dobry suchar”, będące oczywistym oksymoronem, krąży). Chyba nie istnieje. Kolejny dowód na to, że tworzenie humoru to zajęcie naprawdę wyjątkowe…

Rodzi się pytanie: „Kiedy pojawiły się suchary?” Obawiam się, że tuż po tym, jak pierwszej mówiącemu małpoludowi udało się wybełkotać dobry dowcip, drugi od razu spróbował powtórzyć sztuczkę i mu nie wyszło. Z jego grubych, orangutanich warg wydobył się twór nieśmieszny, nieskładny, żartopodobny.

U początkujących kabaretów bardzo mocno widać pewną tendencję. Często dosyć szybko zauważają, jak dużo żartów opartych jest na grach słownych. Podświadomie, albo nawet świadomie, zakładają, że każda dwuznaczność słowna będzie grepsem. I stąd właśnie biorą się w skeczach takie perełki jak: „- Jaki to samochód? – Ford Coupe. – Kupę? Dziękuję, już robiłem.” (Nie pamiętam z kogo to cytat i nie chcę pamiętać, bo chyba ich lubię). Na szczęście znaczna część kabareciarzy szybko orientuje się, że nie wszystko co ma dwa znaczenia, jest śmieszne.

To jednak nie są prawdziwe początki sucharów. Tak naprawdę pojawiły się one dopiero w momencie, w którym ktoś uznał wymyślanie dowcipów z założenia tandetnych za świetny pomysł. Wydaje mi się, że nastąpiło to zaraz po olbrzymiej fali kawałów o Chucku Norrisie. One już stanowiły mieszankę świadomej żenady i kontrolowanego kretynizmu. W parę lat później ludzie zaczęli mówić ‚suchar’ na żart obrzydliwie niedorobiony. Jeszcze później pojawiła się moda, aby tego rodzaju dowcipy świadomie tworzyć.

Przypuszczam, że koncepcja suchara, jak wszystko, przyszła do nas z zachodu. W Stanach jednak określenie na potwornie kiepski greps nie ma nic wspólnego z brakiem wilgoci czy łamaniem sobie zębów. Na słabe dowcipy mówi się tam ‚Dad jokes’. No wiecie, te kawały, którymi zaczynają rzucać wąsaci ojcowie (i wujkowie) przy wódce. Ojcostwo odrobinę kojarzy się ze starością, a w każdym razie z wiekiem średnim. Takim powyżej czterdziestki. W kulturze japońskiej na suchar mówi się ‚Oyaji gyagu’ – żart starego człowieka. Z przyczyn dosyć oczywistych nie byłem w stanie zrozumieć żadnego z nich, ale wiarygodne źródła podają, że znaczna część opiera się na dosyć przewidywalnych grach słownych. I faktycznie, coś w tym jest. Statystycznie, im starszy człowiek (zwłaszcza mężczyzna), tym większa ma chęć, żeby pieprznąć bylejakim żartem. U mnie też coraz częściej pojawia się owa chęć, więc chyba się starzeję…

Zapraszam do przeczytania tekstu o ulicznym komiku.

* Adnotacja tylko dla ekstremalnych fanów komiksu. Tak wiem, że Batmanów było przynajmniej pięciu. Zdaję sobie sprawę, że czarny płaszcz nosili przez jakiś czas Azrael i Nightwing. Wiem o Batmanie z przyszłości oraz o tym, że Thomas Wayne piastował tę funkcję w jednej z rzeczywistości alternatywnych (w innej Batmanem był nawet Superman). Wiecie, jak jest, uproszczenie dla ignorantów. 

Komentarze

Komentarze

Jedna myśl na temat “Suchar – dowcip specjalnej troski”

Możliwość komentowania jest wyłączona.