Loesje – kreatywny komunizm

loesje_winda

Na warsztaty Loesje nawet nie tyle przyszedłem, co przylazłem. Miałem wybitnie ciężki tydzień, więc z trudem zwlokłem się na sobotnie spotkanie w Cafe Szafe na godzinę dwunastą. Wstyd się przyznać, przyczłapałem w ciemno. Wiedziałem, że pisanie. Wiedziałem, że za darmo. Ale co dokładnie? Na miejscu koncepcja dosyć mocno mnie zaskoczyła.

Co to jest Loesje? Jest to organizacja, która za cel bierze sobie promowanie tolerancji, wolności słowa oraz zachowań kreatywnych. Ma przede wszystkim inspirować i budzić do myślenia. Loesje jest też osobą. Przynajmniej w teorii. Za tym imieniem kryje się fikcyjna holenderska dziewczyna, która zapieprza po miastach całego świata i rozkleja na płotach swoje przemyślenia….

A tak dokładniej to, o co chodzi? Organizacja ma filie już w trzydziestu krajach. Zajmuje się wytwarzaniem w procesie podobnym do burzy mózgów ciekawych, poruszających i/lub zabawnych hasełek. Następnie owe frazy są rozmieszczane w przestrzeni publicznej jako wlepki, plakaty i murale (taki wandalizm z misją). Większość z nich jest podpisywana imieniem nieistniejącej dziewczyny – Loesje (to po niderlandzku chyba Łucja). Niekiedy trafiają się też teksty wymyślone przez innych członków rodziny Loesje (brata, matkę, ciotkę, wuja – te postacie odpowiedzialne są za wlepki z treściami niepasującymi do charakteru dziewczyny. Na przykład teksty brata zalatują młodzieńczą bezczelnością.) Więcej na oficjalne stronie organizacji.

loesje_autobus

Dlaczego ja w ogóle o tym piszę? Otóż zaraz po tym, jak załapałem, czym lub kim jest Loesje, mój wzrok padł na jedno z jej haseł. Tak się składa, że było humorystyczne i co więcej (moim zdaniem) dobre: „Język polski jest przyjazny. Merda ogonkami.” Siadło, zapadło, zamarzło. Pierwsze wrażenie zadecydowało o tym, że uznałem Lusię za zjawisko humorystyczne. Jak się miałem przekonać, niektóre jej pisemne wypowiedzi są najwyżej sprytne albo przemyślne, a nie zabawne. I tak postanowiłem o niej napisać tekst do kategorii O Komedii.

Przebieg warsztatów. Było to bardziej spotkanie pisarskie albo zabawa z pisaniem, a nie warsztaty. Dlaczego? Bo podczas warsztatów uczestnik powinien być wprowadzany w podstawy jakiejś umiejętności. Tego zabrakło. Czy mi to przeszkadza? Nie do końca, bo ja przyszedłem się pobawić. Przypuszczam jednak, że niektórych może wprowadzać w błąd.

Całość spotkania to właściwie pisemna odmiana burzy mózgów. Na początek krótka rozgrzewka. Pisanie tekstu w oparciu o wyselekcjonowane grupowo skojarzenia. Fajne, proste, lubię. Później etap wybierania tematów do pisania cytatów Loesje. Za temat w teorii można uznać wszystko, byleby nie było zbyt szczegółowe, zbyt ogólne ani negatywnie nacechowane („Co jest gorsze -Żyd czy Cygan” zdecydowanie odpada.) Moderatorki moim zdaniem trochę motały się podczas selekcjonowania tematów. Twierdziły, że musi być wiadomo o co chodzi w danym pomyśle. Powinien on być jednocześnie zwięzły i szeroki. Ostatecznie odpuściłem dociekanie i uznałem, że do odpowiedniego wyboru tematów potrzebna jest intuicja nabyta podczas dużej ilości spotkań Loesje. Poza tym sesja była prowadzona bardzo sprawnie, więc powyższy mankament nie stanowi dla mnie jakiegoś dużego problemu.

Po wybraniu dwunastu tematów (paru normalnych: „Komunikacja w komunikacji miejskiej”, „Związki na odległość” oraz kilku absurdalnych „Zwierzęta na kozetce”) przeszliśmy do generowania pomysłów. Na kartce z każdym topikiem uczestnicy zapisywali kojarzące się z nim myśli, zdania oraz zalążki cytatów z Loesje.

Po około czterdziestu minutach przeszliśmy do selekcji. Każda z dziesięciu biorących udział osób złapała za pisak. Zakreślaliśmy te hasełka, które podobają nam się najbardziej (każdy mazak miał inny kolor). Pomysły, które otrzymały powyżej pięciu głosów/zakreśleń zostały zagarnięte przez Loesję i będą ponownie obrabiane podczas sesji redakcyjnej (wyższy level:), a być może nawet trafią na wlepki (szpan…)

Dlaczego Loesje jest ciekawe? Już dawno temu kolega zwrócił mi uwagę na fakt, że memy to żarty, które tworzy zbiorowa świadomość. Loesje bardzo przypomina memy. Tyle tylko, że świadomość generująca wypowiedzi holenderskiej dziewczyny jest nadzorowana przez zabawy kreatywne. Nad jednym tekstem (o długości kilku słów!) podczas kilku etapów pracuje ponad dziesięć osób. Inspirują się nawzajem, bawią, piszą wspólnie na wyjątkowo ciekawych warunkach. Proces produkcyjny nowych wlepek jest naprawdę wyjątkowy. Nie spodziewałem się czegoś takiego idąc na spotkanie.

Dlaczego Loesje jest fajne, ale nie dla mnie? Bo założeniem spotkania jest to, że zrzekasz się prawa do własnych pomysłów. Nawet jeśli Ty na nie wpadłeś, ich autorem oficjalnie jest grupa. Moderatorki zastrzegły, że tekstów zarezerwowanych przez Loesje (pięć lub więcej głosów) nie wolno zachowywać ani w żaden sposób publikować. I stąd komunizm w tytule. Wolę, kiedy pod moim pomysłem, znajduje się moje nazwisko. Wiele osób pewnie nie będzie miało podobnych zastrzeżeń.

Myślałem przez chwilę, czy nie olać zasad. Zastanawiałem się, czy nie opublikować tutaj jednego z wysoce punktowanych tekstów chociażby po to, żeby sprawdzić, jak organizacja zwalcza takie procedery… Ostatecznie jednak wymiękam i decyduję się wrzucić tekścik z warsztatów, który odpadł, ale moim zdaniem ma w sobie pewien potencjał…

loesje

Dlaczego powyższy post Cię wkurza? Bo ja zachowuję się w nim jak krytyk kulinarny. Jeden z tych dupków, którzy przychodzą do restauracji i żrą czyjeś pieczołowicie przygotowane jedzenia, tylko po to, żeby się do niego przypieprzyć. Spokojnie. Nie wejdzie mi to w nawyk i nie będę regularnie jeździł po czyichś warsztatach. W międzyczasie zapraszam do przeczytania tekstu o Sucharach.

Komentarze

Komentarze

Jedna myśl na temat “Loesje – kreatywny komunizm”

Możliwość komentowania jest wyłączona.