Wycieczka szkolna dwunastolatków. Hashtag Ja.

W tym poście motywy głównego bohatera (mnie) zostaną całkowicie utajnione. Nie powiem, dlaczego pojechałem z siostrzeńcem na czterodniową wycieczkę szkolną. Powiem tylko, że pojechałem.

A więc. Uczestnicy wypadu zostali automatycznie podzieleni na dwie grupy – opiekunów i dwunastolatków. Mnie siłą rzeczy przydzielono do tych pierwszych, ale mentalnie czułem się bliższy drugim. Przy dorosłym stoliku, przy którym jadłem wszystkie posiłki, gadało się o dorosłych rzeczach, które ni chuja mnie nie dotyczą. Kiedy więc nauczycielki porównywały parametry kredytów, z utęsknieniem przysłuchiwałem się, jak dzieciaki zaraz obok analizują ultowanie Shyvany z League of Legends. Od problemów z budowaniem prawdziwych domów, zdecydowanie wolałem słuchać o wznoszeniu fikcyjnych w Minecrafcie (te drugie przynajmniej mogą latać). Miałem też grube blokady mentalne przed przejściem z paniami uczycielkami na ‚ty’. One opieprzały mnie przy stoliku, że nie jem surówki, a ja odczuwałem notoryczną chęć, aby podkopać w oczach dzieciaków ich i tak wątły autorytet. Krótko mówiąc, bycie opiekunem na wycieczce nie jest moim naturalnym środowiskiem żerowania…

Obecność hałastry dwunastolatków w moim bezpośrednim otoczeniu była też swojego rodzaju wygodną maską. Albo drzwiami, przez które uwalniały się niektóre składowe mojej osobowości. Albo maską w kształcie drzwi… W końcu mogłem pograć na wszystkich kretyńskich maszynkach przy czorsztyńskim deptaku. Potraktowałem sprawianie siostrzeńcowi przyjemności jako alibi i z całej pary nadupczałem gumową pałą w łebki susłów wyskakujących z dziury.

Byliśmy w Pieninach, więc nie spodziewałem się, że zobaczę coś, czego bym jeszcze wcześniej nie widział. A tu zaskoczenie… Po pierwsze dowiedziałem się, że tereny w po jednej ze stron zbiornika jeszcze na początku dwudziestego wieku należały do Królestwa Węgier (co mnie akurat chwilowo obchodzi). W niedzickim zamku byłem chyba z pięć razy, ale tym razem zawartość jednej sali powaliła mnie na łopatki… Nie było w niej nic oprócz wiszącego na średniowiecznej ścianie zdjęcia Jana Pawła II. Był tam? Otóż nie. Zdjęcie przedstawia Karola Wojtyłę, jak patrzy na zamek w Niedzicy z okna samolotu!!! I to tyle. Z Niedzicą miał tyle wspólnego, że nad nimi przeleciał. To już wyższy poziom kultu jednostki. Obawiam się, że niedługo wzdłuż wszystkich tras, którymi pielgrzymował JP II zostaną co kilometr postawione kapliczki (z jego podobizną w środku oczywiście).

 WP_000116

Pomimo, że z dziećmi dogadywałem się raczej dobrze, nie do końca potrafię nadążyć za ich sposobem myślenia. Małe popaprańce autentycznie mówią: „LOL!”, kiedy coś je śmieszy. Czasem zdarza im się też całkowicie poważnie użyć w prawdziwym życiu hashtagów (na przykład podczas gry w bilard: „Zarąbisty strzał. Hashtag Ja.”) Oni, jak się okazało, też nie do końca rozumieli mój świat. Miałem się o tym przekonać podczas rozmowy z jednym małym skubańcem. Zaszedł mnie od tyłu, kiedy akurat pisałem tekst na bloga…

– Pisze pan książki? – pyta

– Nie, bloga.

– Vloga? Jak na youtubie?

– Nie, bloga. To taki vlog, którego się pisze.

– No i co pan z tego ma? LOL.

Tutaj się zawahałem, bo po raz kolejny dotarło do mnie, że z pisania bloga nie mam absolutnie nic. Kasy na tym nie zarabiam i raczej nie zarobię. Wartość promocyjna. Jest. Ale no cóż. Znikoma… Najwyraźniej robię to tylko i wyłącznie dla przyjemności (co jest piękne, ideologiczne i cholernie nie swag.) Mały tymczasem kontynuował wywód…

– Jak by se pan założył kanał na Youtubie, to mógłby pan dostawać hajsy. Wie pan, te wszystkie łapki w górę i w ogóle. A to prawda, że pan jest kabareciarzem?

– Tak.

– I kiedy pan ma jakieś kabarety?

– W piątek gram stand-up.

– Stand-up? A co to jest?

– Wychodzę na scenę i mówię żarty.

– I to tyle? Trochę nudne.

Po czym poszedł. #Dzieci #wiedzą #lepiej.

Mimochodem zapraszam do przeczytania innego posta, który ma w tytule wycieczkę szkolną🙂

Komentarze

Komentarze

Jedna myśl na temat “Wycieczka szkolna dwunastolatków. Hashtag Ja.”

Możliwość komentowania jest wyłączona.