Poczucie humoru u dzieci – Część Pierwsza

dziecko

Czasami wydaje mi się, że kluczem do rozgryzienia poczucia humoru może być zrozumienie śmiechu dziecka. Ja sam wprawdzie jestem starym kawalerem z dziewczyną, ale moja siostra dostarczyła mi aż pięciu obiektów do obserwacji. Na dodatek moi siostrzeńcy reprezentują niemal wszystkie dziecięce grupy wiekowe – od niemowlaka (Ponad rok, ale dalej używa tego samego słowa na określenie psa, kota i żelazka. Technicznie więc ciągle jest niemowlakiem.) do nadmiernie bystrego nastolatka.

Naprawdę się staram, ale jestem tylko pilnym obserwatorem. Nie posiadam formalnych kwalifikacji:) Pod spodem nie znajdziecie naukowych dywagacji. Jedynie powiązane z tematem anegdoty.

1. Komizm zmiany u niemowląt. Najmłodszy obiekt moich prowizorycznych badań dalej jeździ w wózku. Wczesną wiosną, kiedy aura już wydawała się przyjazna, rodzina zabrała go na spacer…  Niestety optymistycznie nie wzięli małemu rękawiczek, a okazało się, że jest chłodno. Moja matka, a jego babka spróbowała upchnąć jedną rękę dzieciaka pod kocyk, a na drugą założyła dorosłą, skórzaną rękawiczkę… Mały jednak wydobył gołą dłoń spod przykrycia i zaczął porównywać obydwie kończyny. Jak się okazało, różnica pomiędzy małą różową rączką i dużą czarną łapą niewiarygodnie go rozbawiła. Rżał ze śmiechu jakby przed nim popisy dawał pełen skład Monty Pythona w szczytowych latach świetności. I to jest właśnie komizm zmiany, o którym przeczytałem bodajże w książce Stanisława Bystronia. Nas też śmieszą kontrasty, ale już te bardziej skomplikowane (mój ulubiony przykład to jednonogi facet ubiegający się o rolę Tarzana.) Ten przykład obrazuje, jak zmienia się nasze poczucie humoru w zależności od tego, co już w życiu zobaczyliśmy. Jest na swój sposób piękny i niezwykle czysty. Pozostałe niestety będą odrobinę bardziej przybrudzone.

2. Goły brzuch jako pierwotne złamanie tabu. Moje siostrzenice aktualnie liczą sobie w kolejności dziewięć i sześć lat. Raz zaśpiewałem przy nich wiekopomny utwór:

Lubię miodek, kocham miodek.

Ja jestem niedźwiadek.

Prawa łapka, lewa łapka,

a to jest mój zadek.

Nie przypuszczałem, że stanie się on niekwestionowanym hitem najbliższych trzech dni. Dziewczynki powtarzały piosenkę w kółko. Ostatecznie wersy kompletnie wymieszały im się w pamięci. Przekręcały właściwie wszystko, zawsze jednak pamiętały, aby użyć słowa „zadek”. Co więcej, sam fakt wymawiania tego zadziornego wyrazu sprawiał, że zaśmiewały się do rozpuku. Równie mocno rechotały, kiedy raz zobaczyły mnie bez koszulki. Bynajmniej nie chodziło o moją wątpliwej jakości muskulaturę. Kiedy zapytałem, o powód śmiechu, dowiedziałem się, że tak mocno rozbawił je sam widok gołego brzucha. Czyżby reakcja na narzucane tabu społeczne, które jeszcze nie zdążyły im się zakorzenić?

3. Pierdzenie to śmiech drugą stroną. Niedawno, a właściwie dopiero co, pisałem o wycieczce szkolnej. Pojechałem na nią z drugim co do wieku siostrzeńcem (dwanaście lat). Małe dziewczynki śpiewające w kółko o zadku są w jakiś sposób urocze. Nie bardzo mam też prawo się ich czepiać, bo w końcu to ja pierwszy uraczyłem je piosenką o tylnej części ciała. Humor preferowany przez piątoklasistów trochę mnie jednak brzydził. W autobusie chłopaki puszczali różne filmiki z Youtube’a (oni tym naprawdę żyją!). Niestety z największym aplauzem i najbardziej żywiołowym śmiechem spotkał się poniższy hicior:

Dlaczego pierdzenie tak mocno śmieszy dwunastolatków? Pewnie też jakieś tabu. Być może zmieszane z rodzącym się buntem. Wolę się nie zastanawiać, bo uwalnianie gazów biologicznych od dłuższego czasu nie jest moim ulubionym tematem (och, jakim ja jestem purystą i estetą!) Na obronę uczniów klasy piątej napiszę dwie rzeczy. Po pierwsze okres zainteresowania lotnymi fekaliami u większości ludzi szybko mija (niestety nie wszystkim). Spore nadzieje budzi też żart, który mój siostrzeniec rzucił w drodze. Po powrocie z jednego z postojów powiedział:

„Prawie pomyliłem przyczepę pełną bali drewna z autobusem dzieci. Ten sam poziom inteligencji.”

Greps oczywiście toporny, ale już da się w nim dostrzec spore przejawy kreatywności (Pytałem. Sam wymyślił:)

Nadmienię jeszcze, że poczucie humoru mojego najstarszego (piętnaście) siostrzeńca jest w pełni rozhulane i rozwinięte. Wymyśla porządne, dobre jakościowo żarty. Dosyć często odnoszą się do gier lub gwiazd Youtube’a, ale to nie jest wada…

W tytule tekstu napisałem, że to część pierwsza. Głównie po to, żeby w bliżej nieokreślonej przyszłości mieć motywację do napisania części drugiej. Pewnie będzie składała się z anegdot wyłuskanych od posiadających dzieci znajomych:)

photo credit: Oh Happy Day! via photopin (license)

Komentarze

Komentarze

4 myśli na temat “Poczucie humoru u dzieci – Część Pierwsza”

Możliwość komentowania jest wyłączona.