Czy żarty kiedyś się skończą?

jester

Kiedyś policzyłem, ilu znam ludzi profesjonalnie zajmujących się komedią. Wyszło mi osiemdziesiąt siedem. Liczyłem tylko estradowców. Do tego należałoby dodać rysowników, felietonistów, dowcipnych blogerów oraz youtuberów. Już prawdopodobnie dochodzimy do setek. W Stanach zapewne żyją tysiące komików. Na całym świecie miliony? Plus wszyscy martwi komedianci. Aktorzy wodewillowi, kabareciarze z Zielonego Balonika i Czarnego Kota, sztukmistrze uliczni, dworscy błaźni, sowizdrzałowie, pisarze fraszek, autorzy antycznych komedii, wczesne małpoludy, które wstawały przy ognisku, aby swoimi opowieściami i wygłupami rozśmieszać inne małpoludy. Krótko mówiąc, nasuwa się obawa, że wszystko co może być śmieszne, już wymyślono dłuższy czas temu…

Czy jeszcze można wpaść na całkowicie nowy żart? Teraz już nie mam wątpliwości. W ciągu ostatniego roku wciągnąłem się w Youtube’a. Odkryłem Epic Rap Battles of History. Dowiedziałem się, że Weird Al Yankovich jednak żyje (plotki o jego śmierci obiegały internet już kilkakrotnie. W jedną z nich wierzyłem od roku 2005.) Później zacząłem oglądać Rhetta i Linka. Niedawno za ich sprawą trafiłem na Your Favorite Martian.

W ciągu minionych kilku miesięcy zostałem bardzo dużo razy zaskoczony. Podejściem, pomysłami, sposobem ich realizacji i wreszcie medium, na którym zostały oparte. Stwierdziłem więc, że skoro ja – człowiek, który od ośmiu lat siedzi po uszy w żartach, daję się zaskakiwać, to jednak humor musi być niewyczerpaną studnią. Tezę ową potwierdzają showy skeczowe – Key & Peele oraz Saturday Night Live. Ten ostatni program udowodnił mi, że nawet w tak styranym formacie jak parodia reklamy społecznej można znaleźć coś nowego.

 


Krótko mówiąc, w tym momencie uważam, że nawet jeśli kolejni komicy będą się rodzić przez tysiące lat, to i tak żarty się nie skończą. Będą do siebie zbliżone, owszem. Poruszą podobne tematy, tak. Odróżnią je jednak od siebie sposób podania żartu, gra aktorska, temperament występującego, wreszcie w przypadku animacji – kreska. Żeby się nie powtarzać, wystarczy zmieniać formę (czyli jeśli ktoś planuje całe życie trzymać się jednej, to ma pod górkę). Jest to niewiarygodnie proste, ale budujące odkrycie.

Kwestia z zupełnie innej beczki. Ja twierdzę, że oglądam produkcje innych komików, żeby się uczyć (i oczywiście dla przyjemności). Natomiast kilka razy zdarzyło mi się, że dalsi znajomi podejrzewali mnie o to, że staram się z zagranicznych kanałów youtubowych rżnąć żarty i pomysły. Nie staram się. Wręcz przeciwnie. Bardzo tego unikam. Rodzi się pytanie, ile samoczynnie zostaje mi w głowie? Ile zapamiętuję, po czasie zapominam, że zapamiętałem, a następnie wplatam do skeczy i monologów podświadomie? Być może powinienem zarzucić oglądanie produkcji komediowych i raczyć się wyłącznie dramatami w rodzaju Wichrowych Wzgórz, Mdłości i Miasta Ślepców?

Komentarze

Komentarze