Dlaczego godzina w Serbii trwa 365 dni?

clock

Mieszkańcy byłej Jugosławii swobodnie komunikują się między sobą. I to pomimo że formalnie posługują się różnymi językami.* Za komunizmu w Chorwacji uczono chorwacko-serbskiego. W Serbii, Bośni i Czarnogórze już serbsko-chorwackiego. Obecnie każde z państw ma własny język narodowy, który różni się od pozostałych… No cóż, nazwą. I szczegółami, których raczej nie zauważysz bez kilku lat studiów językowych. Informacje te posiadłem niezależnie z dwóch źródeł. Pierwszym jest Wikipedia. Drugim Duszan – facet pracujący w belgradzkim hostelu. Duszanowi ufam o wiele bardziej. Z Wikipedią nie piłem.

Zadziwia też podobieństwo do języka polskiego. Z Serbem o dobrej dykcji jestem łatwiej się dogadać niż z bełkoczącym Ślązakiem. Jeśli obydwie strony są chętne, da się podyskutować naprawdę o wszystkim.

Niektóre słowa wydają się podejrzane, ale po chwili zastanowienia można w nich dostrzec pokrętną sensowaność. „Odmorište” w pierwszym momencie kojarzy się z umieralnią. Okazuje się jednak być „miejscem odpoczynku”. Jak ktoś się zmorzył, to przecież musi się odmorzyć. Logiczne. Od lat intensywnie eksploatujemy słowa czeskie… A tymczasem serbsko-chorwacki (czy jak go tam zwać) posiada nie mniej wyrazów, które brzmią jak lingwistyczne parodie. Na przykład w Serbii „frendica” to „kumpel”. Podczas tegorocznego wypadu na Bałkany musiałem sobie kupić tabletki na żołądek. Prawie padłem ze śmiechu, kiedy z ulotki dowiedziałem się, że mam je połknąć „po obroku”. Wizja nałożenia sobie na talerz sieczki z siana była kusząca… Mimo wszystko zjadłem normalny posiłek (bo to właśnie znaczy „‚obrok”) i po nim zażyłem piguły.

W języku serbsko-chorwackim występują też duże ilości false friendów. Są to językowe mendy, słowa które brzmią tak znajomo, że jesteśmy niemal stuprocentowo pewni ich znaczenia. Te gnoje robią nas jednak w brzmieniowego wała i wypuszczają w znaczeniowe pole. Mam apel do wszystkich ojców siedmiolatek – na chorwackiej riwierze uważajcie, jak przedstawiacie swoje pociechy. „To je moja cura oznacza „To jest moja dziewczyna”. Do niektórych klubów można wejść od „21 godin” i wcale nie chodzi o to, że po dwudziestej pierwszej. Godzina (konkretnie godina) z całkiem niezrozumiałych dla mnie względów na Bałkanach trwa trzysta sześćdziesiąt pięć dni. Szczytem dla mnie jest jednak „prawo”. Pytasz Serba o drogę, a ten drze się do ciebie „prawo, prawo!” i jednocześnie gestem każe iść do prosto.

Muszę kiedyś spić jakiegoś językoznawcę, żeby dowiedzieć się w jaki sposób godzina stała się rokiem.

To jest drugi post mniej więcej zdający sprawozdanie z moich tegorocznych wakacji. Zapraszam do przeczytania pierwszego.

* Macedoński i słoweński to zupełnie co innego. One dosyć zauważalnie różnią się od pozostałych języków byłej Jugosławii.

Komentarze

Komentarze