Czy mój dziadek był lifehackerem?

Lifehacking

Trzecia w nocy. Zabłądziłem na Youtubie. Zacząłem bodajże od Historii bez Cenzury, ale klikając w kolejne filmiki zboczyłem w dziwne zakamarki… Oglądałem latające koty i mówiące pomarańcze, słuchałem babymetalu – japońskiej sieczki, w której role wokalistek pełnią lolitki. Już byłem pewien, że za chwilę wyświetli się przede mną legendarny komunikat: „TO JUŻ KONIEC INTERNETU. SPIEPRZAJ CHŁOPIE SPAĆ!”  Nic takiego jednak nie nastąpiło. Zamiast na kraniec sieci trafiłem na jakiegoś amerykańskiego Ruska, który zaczął mnie uczyć, jak żyć. Słuchałem, jak opowiada o swoim genialnym wynalazku zabezpieczającym wino przed wylaniem. Jeśli chcesz postawić ten szlachetny napój na podłodze, włóż butelkę do buta. Zdaniem Rosjanina na pewno się nie wyleje. I tutaj nasuwają mi się na myśl dwie rzeczy jednocześnie:

  1. Z moich doświadczeń wynika, że odmiany butów, które nie wywracają się po kopnięciu to sandał, klapek, papuć. Do nich butelki jednak nijak nie włożysz.
  2. Żeby nie przewrócić butelki, wystarczy nie być debilem.

Dowiaduję się, że Rosjanin zajmuje się dziedziną wiedzy nazywaną Lifehackingiem. Bezsprzecznie zahipnotyzowany poziomem jego głupoty oglądam kolejne filmiki. Uczy mnie, jak błyskawicznie zdjąć koszulkę. Hmmm, tak się składa, że w życiu rozważałem wiele różnych zajęć, ale ekspresowym striptizererem nigdy być nie planowałem. Z drugiej strony to jest Rosjanin, więc może jemu taka umiejętność się przydaje, jeśli spotka w lesie niedźwiedzia i poczuje nagłą chęć, żeby uprawiać z nim zapasy bez koszulki.

Nie mam nic przeciwko nowym zjawiskom, ale nie lubię, kiedy próbuje się ze mnie zrobić idiotę. Lifehacking to nie żaden innowacyjny trend. To zwyczajnie porady, tyle tylko, że głupie… Boom!

Do nas dotarł jedynie cień Lifehacków5 sposobów na, pięciu bękartów Adama Słodowego, którzy są przed kamerą równie naturalni, co wyrabiane przez nich krzesła ze sklejki. W angielskojęzycznym internecie jednak tego typu porad jest pełno. Dowiaduję się, że jeśli nie mam ładowarki do telefonu, mogę udać się do najbliższego hotelu. Następnie muszę powiedzieć na recepcji, że nocowałem tu parę dni temu i zostawiłem ten bezcenny przedmiot. Rzekomo tak duże ilości osób gubi kabelki do telefonów, że za ladą leżą ich pełne naręcza. Tutaj nasuwa się pytanie, czy jak pójdę do Tesco i podpierdolę arbuza, to też będę Lifehackerem?

Obserwuję, jak Rosjanin uczy otwierać konserwę bez otwieracza. Mój dziadek był w AK i gdyby tylko chciał, to rozprułby puszkę średniej wielkości bombą zrobioną z mąki tortowej i siarki z zapałek. On to dopiero był Lifehackerem. Kawałkiem drutu potrafił zrobić wszystko, łącznie z otworzeniem kłódki do piwnicy sąsiada.  U schyłku życia dziadek jeździł na rowerze mając siedemdziesiąt procent ślepoty w lewym oku i trzydzieści w prawym. Czyżby tak udało mu się przerobić aparat słuchowy, że działał jak echosonar? Nigdy się tego nie dowiemy. Jego umiejętności nie ograniczały się zresztą do majsterkowania. Ze względu na ciężką biedę w komunizmie nauczył się wędzić własne wędliny w stojącej na podwórku beczce po benzynie. Co więcej, kiedy już miał tę zagrychę, mógł do niej również własnoręcznie upędzić bimber.

Krótko mówiąc, mój dziadek mógłby założyć najlepszy kanał z Lifehackami w całym internecie. Szkoda tylko, że do końca życia nie potrafił włączyć komputera.

JEŚLI PODOBAŁ CI SIĘ TEKST, KLIKNIJ W BANER, PRZEJDŹ DO FANPAGE’A I (EWENTUALNIE) POLUB:

Komentarze

Komentarze