Odezwa do kabareciarzy młodych i średniego wieku

Właśnie odkryłem, że tęsknię. Tęsknię za kabaretem przeglądowym. Za kabaretem, który dzieje się na scenie i jest stworzony pod kątem sceny. Za kombinowaniem, za kreatywnością i wolnością. Za tym, że kabarety na festiwalach naprawdę próbują zaskoczyć widza. Tęsknię za tym, że siedzisz na widowni i nie wiesz, z której strony coś Cię jebnie… Czy następny numer będzie pantomimą, nad którą bynajmniej niepantomimiczni wykonawcy pracowali przez ostatnie pół roku? Czy wejdą od tyłu i zaczną skakać pomiędzy rzędami? A może po prostu zagrają dobry numer, bardzo dobry numer, który nie jest potwornie śmieszny i na pewno nie wypadnie dobrze w telewizji, ale cholernie zapada w pamięć… 

To właśnie umiera. Kabaret kojarzy się jednoznacznie – z kilkoma grupami z telewizji. Ze względu na przesyt ludzie zaczynają go nienawidzić. A to cholernie niesprawiedliwe. Bo kabaret w TVP 2 i ten na przeglądach to zupełnie co innego – dwa odmienne gatunki. W telewizji nie ma klimatu, nie ma drobnych mrugnięć oka, nie ma kontaktu z widownią. Źle wypadną w niej też wyjęte z kontekstu skecze pasujące do całości programu. Problem ten miała wspomniana przeze mnie niedawno Dasza von Yock. Borykał się z nimi też kabaret Limo, który dawno temu w Dwójce zagrał fragment programu „Miasteczko”. Na telewizyjnej scenie najlepiej prezentują się skecze statyczne, proste – oparte na nieszczególnie skomplikowanej wymianie zdań dwóch gadających głów (mogą to być skecze bardzo dobre, ale nie można zaprzeczyć, że mało urozmaicone…)

Dochodzi do szczególnego paradoksu. Kabaret fajnie wypada na przeglądach. Jest pomysłowy, zaskakujący, robi świetne wrażenie na widzach, ale jego numery w ogóle nie dają przetłumaczyć się na język telewizji. Nawet jeśli ktoś uprosi reżyserkę, żeby młoda ekipa, która święci triumfy na festiwalach, pojawiła się w ramówce, to jest upychana gdzieś pomiędzy przerwę na zmianę świateł i półgodzinne nagrywanie materiału do zapowiedzi. Mało znany kabaret cóż… jest mało znany. Potrzebuje więcej czasu, żeby wywołać te same reakcje co opatrzone gęby. A dostaje tego czasu mniej i kończy z opinią kiepskiego.

Oczywiście telewizyjnie decydenci mają prawo a nawet obowiązek puszczać, co im się żywnie podoba. W końcu to ich program. Znaczy jeszcze ich. Bo według wszelkiego prawdopodobieństwa Kurski niedługo wypierdoli z telewizji wszystkich za wyjątkiem Pietrzaka. Ale do czego dążę…

Mało znani kabareciarze, jeszcze nie wszystko stracone. Kabaret miota się w konwulsjach i zdycha, ale jeszcze da się go uratować. Bardzo lubię stand-up. Impro mnie od jakiegoś czasu nudzi, ale żywię do niego swoisty szacunek. Jednocześnie uważam, że to kabaret jest najciekawszą formą komediową. Bierzcie przykład ze stand-uperów! Zakładajcie sceny! Zapraszajcie ziomali! Rozkręcajcie imprezy oparte na małych gębach! Że tak pompatycznie walnę na koniec – jest jeszcze nadzieja!

Komentarze

Komentarze

6 myśli na temat “Odezwa do kabareciarzy młodych i średniego wieku”

  1. Tak sobie przy okazji czytania Twego artykułu przypomniałam. Prawie wszystkie niedzielne wieczory połowy roku 2000 łamane na 2011 spędziłam w Tygmoncie (Warszawa) na cyklicznych wieczorach „Scena kabaretowa świeżo malowane”. Wtedy występowały tam mało albo średnio znane kabarety, np. Ani Mru Mru, a czasem była gwiazda wieczoru jak Chalama. Na spotkaniu z Chalamą wygrałam po raz pierwszy coś w losowaniu – 2 kg parówek i stałam tak na tejże scenie owinięta nimi. Zatem mogę powiedzieć, że stałam na scenie kabaretowej, i że w związku z tym marzenie mego dzieciństwa, które spędziłam na oglądaniu telewizyjnej Lipińskiej, komedii z Definesem (nie będę sprawdziałam w goglu jak się go pisze) oraz niestety Benny Hillu, i tego już nie rozumiem. Na kabarety niedzielne w Tygmoncie zawsze bardzo czekałam, takie piękne chwile i nawet zabawne tam przeżyłam 😉 Tu znalazłam archiwalny link, czyli to naprawdę się działo: http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/1,34861,464645.html

    1. Z de Funesem rozumiem, ale szkoda, że nie sprawdziłaś jak się pisze Halama, bo w pierwszej chwili pomyślałem, że miałaś spotkanie z Chlamydią

  2. Jest już kilka takich małych cyklicznych imprez, gdzie prezentują się młodzi. Co prawda pod względem ilościowym do scen stand upowych jeszcze trochę brakuje, ale ja kibicuję każdej inicjatywie. Inaczeje mają swój Trójząb Kabaretowy, Czołówka Piekła i Wyjście Ewakuacyjne Rojbra, a i teraz Trzecia Strona Medalu próbuje rozkręcić trochę Kraków. Wpadnij 10 grudnia do Klubu Arka, będzie szansa na zobaczenie kabaretu przeglądowego 🙂 wystąpią właśnie inaczeje, czołówka i antoni gorgoń grucha, czyli Ci co robią na przeglądach największą rozpierduchę 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.