Parodia Coacha

Generalnie, gdzie pieprzniesz kamieniem, tam jakiś coach dostanie nim w łeb i z bólu wygłosi motywacyjną sentencję. Skąd oni się biorą? Zauważyłem, że aktualnie wiele osób, którym absolutnie nic w życiu nie wyszło, próbuje zostać coachami. Historia z reguły jest dokładnie taka sama. Idą na roczny kurs, a później gorączkowo próbują złapać jakichkolwiek klientów. Szybko jednak orientują się, że:

Po pierwsze primo: Do kołczy przychodzą sami dziwni ludzie.

Po drugie primo: Do mało znanych kołczy przychodzą jeszcze dziwniejsi ludzie.

Początkujący uzdrowiciel dusz pomaga więc kilku grubym babom schudnąć, brzydalom nabrać śmiałości do kobiet oraz niemowom śpiewać (nie znając się na dietetyce, podrywie ani wokalu…) Coach więc przyjmuje do wiadomości, że nie nadaje się do coachingu i idzie do pracy, dajmy na to, w piekarni, coachować bochenki chleba, żeby były mniej glutenowe.

Ogólnie nie rozumiem zjawiska. Już kiedyś pisałem, że jak ktoś jest zmotywowany, to znaczy, że chce. Jeśli nie jest zmotywowany, to w dużym skrócie oznacza, że nie chce (całość tutaj). I tutaj żaden coachan nie pomoże. Chcieć to móc. Bez pracy nie ma kołaczy i tak dalej. Naprawdę, żaden chłopina po rocznym kursie nie otworzy Ci drogi do sukcesu w biznesie (bo zna się na pierdoleniu głupot, a nie na ekonomii, finansach i przepisach…)

Zjawiska nie rozumiem, rocznego kursu nie skończyłem, ale i tak od czasu do czasu wcielam się w coacha i nawijam o moim własnym osobistym sekrecie milionera.

Pod spodem monolog, one man show, parodia, skecz, numer, wic, facecja czy jak to tam jeszcze nazwać:

Komentarze

Komentarze