Stare Wary – czyli o co właściwie chodzi z tymi Gwiezdnymi Wojnami?

TEN FILM MA SENS.NIE BĘDZIESZ SIĘ KŁÓCIĆ.

Gwiezdne Wojny ostatnio zaczęły przypominać budyń. Wszystko fajnie, ale ile tego można zjeść? Jeśli nigdy nie lubiłeś Star Warsów, już na pewno nimi rzygasz. Ba, nawet jeśli je uwielbiasz, prawdopodobnie po gardle zaczyna Ci jeździć charakterystyczna kulka oznaczająca zbliżającą się falę wymiotów. Szał na Star Wars wrócił z siłą przemysłowego kafara. Na dwa miesiące przed premierą Force Awakens rozpętała się medialna burza memów i domysłów dotyczących serii. Reżyser siódmej części J.J. Abramhs tradycyjnie zostawił więcej pytań niż odpowiedzi. Burza więc przycichła, ale właściwie trwa dalej…

Oczami osoby nieobeznanej Star Warsy wyglądają mniej więcej tak: Księżniczka z dziwnego powodu mieszkająca na statku kosmicznym a nie w zamku, chowa starą dyskietkę w zdalnie sterowanej pralce. Dzielny sprzęt AGD spada na pustynię i tam spotyka młodego farmera, który na tej pustyni uprawia wilgoć… Później pojawia się czarodziej machający świecącą pałką i razem zaczynają latać po galaktyce w bliżej nieokreślonym celu. W tle przewija się dużo pokracznych stworków zrobionych z lateksu, a głównym elementem soundtracku jest „ksz, ksz, pcium, pcium”.

Czym się tak zachwycać? Nad czym tak zawzięcie debatować? Otóż to, co widzimy na ekranie to jedynie wierzchołek góry lodowej. Pierwsze Gwiezdne Wojny wkroczyły na ekrany w 1977. Lucas rzekomo pisał scenariusz od 1973. I fabuła nie jest ani powalająca ani odkrywcza. Za to cały świat żyje, jest barwny, wypełniają go dziesiątki szczegółów. Niemal każdy ze stanowiących tło lateksowych stworków posiada własną historię i osobowość.

greedo-and-han-soloPoznajcie Greedo. To zielone nie wiadomo co pojawia się w Nowej Nadziei na trzy ujęcia i niemal natychmiast ginie. Gdyby sceny zawierające Greedo wyciąć, nie zauważyłby owego faktu nikt oprócz bandy fanatyków… A pomimo to na rynku była sprzedawana figurka przedstawiająca tego obcego o urodzie zmutowanego ogórka. I co ciekawe, ludzie ją kupowali. Tego typu postaci w Star Warsach są dziesiątki. Mało tego, wiele z nich posiada niewiarygodnie rozbudowane historie opisane w Universum Rozszerzonym. Oprócz filmów i zabawek na rynku pojawiły się także dziesiątki książek, gier i komiksów opisujących świat GW w najdrobniejszych szczegółach…

Wśród laików sensację wzbudzać może również fakt, że fani lubią Gwiezdne Wojny, ale nie wszystkie. Status kultowej ma druga trylogia, która wyszła jako pierwsza. Umiarkowanie znienawidzona jest za to pierwsza trylogia, która wyszła jako druga (czasami połowa kłótni o te filmy mija na ustaleniu, o który właściwie się kłócimy…) Dlaczego fani nie lubią pierwszej (według chronologii fabularnej) trylogii? Bo twierdzą, że Lucas potraktował ich jak idiotów. Mroczne Widmo, Atak Klonów i Zemsta Sithów przepełnione są motywami infantylnymi i po prostu głupimi. Fabuła przypomina stare majty – jest naciągnięta i pełna dziur. Ten stan rzeczy świetnie obrazuje krótki skecz Robot Chicken.

 


Hmmm, zastanówmy się. Ludzie jarający się kosmiczną magią i gotowi kupić figurkę zielonego kosmity z uszami, mają pretensję, że ktoś traktuje ich jak debili. Tak, to ma sens….

Komentarze

Komentarze