Nowa satyra polityczna – czy pisiory zabiorą nam pracę?

Prezes

Coraz częściej słyszę, że obecne władze odbiorą komikom robotę. Myślę, że wręcz przeciwnie 🙂 PIS fika na scenie politycznej ekstremalne fikołki, a faux paus jego przedstawicieli są tak oryginalne, że wręcz wyglądają jakby były wymyślane na zlecenie. Każdy największy absurd da się jednak jeszcze bardziej wyolbrzymić. I to właśnie zrobią komicy… Chodzą też słuchy, że nawet posunięcia PRL wypadają rozsądnie na tle tego, co wyprawia Jarosław i jego wesołe entourge prawicowych wynaturzeńców. Prawda jest jednak taka, że PISowi daleko do osiągnięć PZPR. Jeszcze nie mamy tutaj kartek na papierosy, za które niepalący mogą kupić cukierki (tak było – true storry według moich rodziców). Kaczyński i Orban lubią się i mają ku sobie, ale jeszcze nie zdążyli jawnie polecieć w ślinę jak kiedyś Gierek z Breżniewem

W czasach komunizmu satyra polityczna była ekstremalnie popularna. Także po upadku ustroju siłą rozpędu królowała na scenach i ekranach. Pamiętam z dzieciństwa Polskie Zoo. Lubiłem je. Rymowane historyjki ze zwierzętami w rolach głównych. Czego tu nie lubić? Odświeżony dzisiaj program wydaje się mocno dziwny… Wiąże się jednak z nim kilka ciekawostek. Głównym autorem tego mocno jadącego po polityce show był Marcin Wolski – aktualnie piewca dominującej opcji. Z obecnej perspektywy niezwykle interesujący wydaje się też fakt, że w programie bracia Kaczyńscy zostali przedstawieni jako zwierzęta mocno przypominające Lemingi.

Warto też wspomnieć, że Wolski posiada wiele talentów. Kiedyś pisał całkiem dobrą fantastykę (poważnie – Agent Dołu, polecam), a obecnie wraz z Antonim Krauze pracuje nad scenariuszem do filmu o Smoleńsku. Coś mi podpowiada, że podczas tej drugiej fuchy mocno korzysta z wcześniejszych doświadczeń literackich…

Ale wracając do wątku głównego. Mniej więcej osiem lat temu publiczność przestała się jarać satyrą polityczną. Owszem, powstawały humorystyczne rysunki, później też memy. Nabijanie się z polityków ze sceny należało jednak do rzadkości. Bo z czego się tutaj śmiać? Głosowałem na Komorowskiego i na Tuska, ale ze świadomością, że obydwaj to miękkie pipy bez wyrazu. Byli po prostu wygodnymi opcjami. Natomiast Kaczyńskiego nie lubię jak jasna cholera, ale muszę przyznać, że ma jaja większe od głowy (swojej i swojego brata). Jest małym, ale niezwykle twardym gościem. Posiada też wyjątkowy zmysł taktyczny i odwagę do korzystania z brudnych zagrań. Żeby satyra polityczna była interesująca dla ludzi, władza musi być mocna i lekko niebezpieczna. Dopiero wtedy oglądanie żartów o politykach daje widzowi pewną dozę adrenaliny. Jaro zagwarantował sobie i nam powrót tej formy rozrywki na szeroką skalę. Ludzie będę chcieli oglądać, więc kabareciarze będą robić. Już właściwie robią…

Zazwyczaj nie przepadam za twórczością Kabaretu Pod Wyrwigroszem. Staram się jednak patrzeć na każdy numer z osobna. Poniższa piosenka jest bardzo spoko. Ma w sobie coś z poetyki Poparzonych Kawą Trzy, a Maurycy naprawdę daje w niej czadu.

Myślę również, że to najlepszy moment, aby któryś stand-uper zaklepał sobie niszę komika politycznego. W Stanach to działa całkiem dobrze. Zawodowym wykpiwaniem polityki zajmuje się między innymi Bill Maher. Pytanie tylko, czy polski stand-uper parający się polityką powinien dalej nazywać się stand-uperem czy już satyrykiem… 🙂

Komentarze

Komentarze