Nagranie Stand-up w Pracowni Pod Baranami (27.04.2016)

nagranie


PRZED WYSTĘPEM:


W stand-upie bez dobrych nagrań ani rusz. Na telewizję nie ma co liczyć, bo tam często w wyniku presji wypada się cokolwiek dziwnie. Znajomi z komórkami na widowni to też nie jest szczególnie dobre rozwiązanie. Dlatego organizujemy się sami. Ja nagrywam już po raz drugi. W zeszłym roku porwałem się z motyką na słońce. Sam wynająłem ekipę filmową, dźwiękowca oraz montażystkę. Nie polecam. W diabła forsy z jednego portfela. Kupa stresu. 

W tym roku podchodzę do tematu inaczej. Ja jestem głównym organizatorem, ale dobrałem sobie trzech kumpli do przedsięwzięcia. Razem ze mną przed kamerami pojawią się Łukasz Zaczek, Jarek Liana i Mieszko Minkiewicz. Rozkładają się nie tylko koszty, ale też stres.

Ponieważ nie jest to pierwsza tego typu impreza w moim wykonaniu, pozwolę sobie zamieścić kilka uwag. Jak nagrywać stand-up? Porady poniżej:

  1. Zadbaj o publiczność. Miej pewność, że widownia będzie pełna. Martwienie się biletami to dodatkowy stres. Ludzie przypadkowi na imprezach ze wstępem wolnym często się kręcą, wiercą i wychodzą w trakcie. My załatwiamy sprawę znajomymi.
  2. Co najmniej dwie kamery – plan ogólny i zbliżenie. Warto też upewnić się, czy kolory z obydwóch urządzeń będą takie same (albo przynajmniej bardzo zbliżone).
  3. Dźwięk z mikrofonu przy ustach osobno. Drugi mikrofon na widownię, który zgrywa ścieżkę śmiechu. Naprawdę, śmiech z puszki nie jest aż taką bzdurą, jak się wydaje. Publiczność oglądająca filmik na Youtubie odbiera wiele rzeczy podświadomie i sama śmieje się tym chętniej, im więcej słyszy śmiechów.
  4. Zadbaj o oświetlenie, ale nie daj się prześwietlić. Dostawienie zbyt dużej ilości lamp filmowych daje dużo ciepła. A występowanie w piekarniku kończy się czerwoną gębą i cieknącym potem…

Wydarzenie na facebooku.


PO WYSTĘPIE:


Poszło dobrze. Wszystkich odrobinę zestresowała ulewa, która sparaliżowała miasto i utrudniła bądź uniemożliwiła części widzów dotarcie na występ. Mimo wszystko, przybyło około pięćdziesięciu osób, czyli jak na salę w Pracowni Pod Baranami to całkiem sporo.

Czym właściwie jest Pracownia? To ta sala w Klubie Pod Baranami, która ma mniej fejmu niż Piwnica Pod Baranami. A swoją drogą to nie zdawałem sobie sprawę, jak bardzo odkręcony jest sam klub. Rozbroił mnie wypchany baran stojący na pianinie. Ale nie wiem, czy bardziej on, czy stali bywalcy, którzy dalej powołują się na znajomość ze Skrzyneckim.

Jak tylko będę miał materiały z tego nagrania, to naturalnie je tutaj opublikuję.

Komentarze

Komentarze