Relaksacyjna katorga w długi weekend

Pociąg do Zakopanego

Obchodzę międzynarodowe święto robotnicze marznąc na drewnianej ławce. Góry pewnie gdzieś tam są, ale okrywa je ścielący się gęsto śnieżny całun mgły, ze względu na który chuja widać. Chciałbym się przynajmniej ogrzać, albo zeżreć ciepły posiłek, ale niestety w schronisku panuje tłok jak na przejściu grecko-macedońskim w lipcu 2015. O miejsce do siedzenia w środku trwają niemalże regularne walki. Na zewnątrz udało mi się znaleźć kawałek zimnej, drewnianej ławki starczający na połowę mojej dupy. Właśnie tą połową stykam się z zadkiem siedzącego obok dosyć grubego jegomościa. Ma chłop cierpliwość. Czekał półtorej godziny na bigos. Dostał zimny. Zimny bigos we mgle. Brzmi jak tytuł modernistycznego wiersza.

Ja odpuściłem czekanie. Wdupczam wczorajszą kanapkę z przedwczorajszego chleba. O świeżym pieczywie mogę tylko pomarzyć. Sklepikarze dzielnie świętują postkomunistyczne święto robotnicze. Trochę bez sensu, bo przecież to burżuje.

W schroniskowej kolejce udało mi się wystać tylko piwo z tak zwanej pipy. Kategoria specjalna – turystyczna. Chamska stadionówa w chamskim, plastikowym kuflu. Piwo przy którym Harnaś i Żywiec okazują się być Mnichami, Kozelami i innymi działami sztuki piwowarstwa czeskiego.

Kończę wdupczać kanapkę. Ku własnemu zdziwieniu resztę piwa odruchowo strząsam z kufla na trawę. Trzy razy. Smakuje jak siki, więc chyba tak się powinno. Przy okazji rozbolało mnie połowa dupy zwisająca poza ławkę, więc wstaję i wracam na kwaterę. Wycieczka górska, psia jego mać. Przeciskanie się przez tłum w dół zbocza. Tłok jak na Krupówkach… A to zdecydowanie nie są Krupówki. Długi weekend w Zakopanem kosztuje mniej więcej tyle co wczasy w Egipcie rodziny wielodzietnej. I to w tym Egipcie sprzed wojny.

Cisnę w dół jak wściekły. A zaraz, jestem wściekły. To by się zgadzało. Jestem wściekły, bo zostało mi jeszcze kilka dni świętowania. Muszę uczcić w podobny sposób jeszcze rocznicę uchwalenia pierwszej, polskiej flagi oraz enigmatyczne święto flagi.

Docieram na kwaterę. Pensjonat. Siadam na łóżku. Z półek patrzą na mnie misie i kucyki pony. Na ścianie wiszą w rządku: dyplom z powiatowego konkursu matematycznego, Maryjka z promieniującym sercem i plakat Maroon 5. Zdecydowanie wynajęto mi pokój nastolatki. Długi weekend. Dla pensjonatu pierwszy zarobek od lutego. Trzeba upychać turystów, gdzie się da. Zastanawiają mnie losy dziewczyny, której pokój właśnie okupuję. Co zrobili z nią rodzice? Ułożyli obok babci na zapiecku, czy kazali na pięć dni wypierdalać do lasu?

Tak mógłby wyglądać mój weekend majowy. Dlatego właśnie go chromolę i nigdzie nie jadę. Życzę miłego „wypoczynku”.

Komentarze

Komentarze