Różne paskudztwa, które żrą i piją bogaci [SKECZ Z YOUTUBE’A]

Mam wrażenie, że od nadmiaru monet w portfelu może się grubo poprzewracać w głowie. Lubię ciekawe i oryginalne jedzenie, aczkolwiek wdupcanie szarańczy wydaje mi się skończonym debilizmem. Jeszcze gorsze zdanie mam na temat picia koniaku. Moim skromnym zdaniem ten alkohol z francuskiej prowincji Cognac smakuje jak spirytus techniczny. Zaufajcie mi, piłem i to i to. Mało tego uważam, że spirol do czyszczenia łożysk ma w sobie więcej głębi i wytrawnego aromatu. Nie mówiąc już o tym, że mniej kosztuje. Podobne zdanie mam na temat Glenfidich, surströmming oraz grubych bab. Wyrażam je w swoim skeczu z Youtube’a:

W ramach uzupełnienia zamieszczam listę top ten największych paskudztw, jakie żrą bogaci ludzie, tylko dlatego, że te paskudztwa są drogie:

10. Wątróbka – umówmy się, a zresztą nie umawiajmy się, wróćmy do podręcznika biologii dla klas 4-7. Wątroba służy głównie do filtrowania syfu z krwi. Jak wszyscy doskonale wiemy, syf w niej zostaje. Czyli później jesz smażony syf z cebulką. Wierzcie lub nie, ale w wielu knajpach ten syf słono kosztuje.

9. Mortadela z Włoch – czym się różni od polskiej mortadeli? Tym, że jest Włoch. A i ceną. Polska mortadela – 3,99 zł za kilogram. Włoska – 114 zł za kilogram. Poza tym smak ten sam – czyli generalnie brak.

8. Czernina – czarna polewka. Zupa, którą serwowano niechcianemu absztyfikantowi córki, aby się odpieprzył. A ludzie to zamawiają za gruby pieniądz. Skoro serwowano na odpierdol się, to chyba jasny znak, że jest niedobre, nie?

7. Ślimak – ja pierdolę, to pełza po chodniku i wygląda jak gówno w skorupie. Mało tego, w Polsce jest tego nadmiar (żre się normalne winniczki), a w restauracji i tak zapłacimy krocie. Niestety jadłem. Na szczęście za darmo (praca w knajpie miewała swoje zalety). Smakuje jak guma spod ławki smażona w głębokim tłuszczu.

6. Kawior – w jakiej biedzie musieli żyć ludzie, którzy stwierdzili: „Nie jedzmy ryby. Zjedzmy jajo ryby, ale zanim pan ryba się na nie spuści.”? Genialny, aczkolwiek trochę obrzydliwy pomysł.

5. Robaki w cieście, robaki smażone, robaki bez ciasta – w czym by nie były, z całym szacunkiem są to robaki. Tego się nie je. Koniec kropka. Co jakiś czas pojawia się wiadomość, że w takim czy innym mieście kraju otwarto lokal z robakami w cieście. Parę miesięcy później idzie w świat informacja, że knajpa padła. Ciekawe dlaczego?

4. Stuletnie jajo – tak naprawdę nie jest stuletnie, ale kilkumiesięczne. I tak hardcore. Wszyscy wiemy, że zostawione na kilka dni jajko na twardo zacznie śmierdzieć. Zostawione na kilka miesięcy tym bardziej. Przygotowuje się je zostawiając w odpowiedniej zalewie, dzięki działaniu której wewnątrz zachodzi proces gaszenia wapna. Mniam!

3. Glina Wahn – jest to rodzaj gliny z Iranu, przez wielu dziwnych ludzi uważanej za jadalną. Glinę wydobywa się z ziemi, wyciąga z niej robaki i korzenie, a następnie gotuje przez trzy godziny z pietruszką i czosnkiem. Oczywiście żartuję, nikt na świecie nie żre gliny. Mam jednak wrażenie, że jakby podlansować odpowiednie trendy, to by to przeszło.

2. Surströmming – naprawdę Szwedzi robią ze śledziem to, co my z kiszoną kapustą. Z całym szacunkiem dla tradycji, ale jest to po prostu stary, nadgniły śledź.

  1. Kawa Kopi Luvak – wiem, że to się pije, a nie je, ale jest rekordowo obrzydliwe. Żeby Kopi Luvak było Kopi Luvak ziarna kawy muszą zostać zeżarte przez cywetę (luvak), a następnie przez tą cywetę wysrane. Dla mnie wszystko, co przebyło cały układ pokarmowy i wyszło drugim końcem, jest gównem. Także smacznego parzonego gówna, kawosze!

Komentarze

Komentarze