Pisanie i bazgranie – moje rzałosne zmagania z językiem polskim

Dysortografia

Nie mam pojęcia, czy o tym już kiedyś pisałem. Na pewno część z Was jednak zauważyła. Jestem szczęśliwym posiadaczem papierka na dysortografię i dysgrafię. Jak byłem mały bazgrałem tak paskudnie, że nauczyciele nie byli w stanie poznać, czy robię błędy. Właściwie to momentami mogli mieć wątpliwości, czy to co przed sobą widzą to pismo arabskie, cyrylica czy staro-sumeryjski zapis klinowy.

Mój charakter pisma zdecydowanie się poprawił. To paradoksalnie dzięki polibudzie. Na pierwszym semestrze studiów jeszcze mi zależało, a szanowna inżynier Górska odrzucała mój projekt zaliczeniowy z Pisma Technicznego tak długo, aż w końcu wykonałem go znośnie. To męczenie buły zaowocowało niespodziewanym efektem ubocznym. Zacząłem pisać czytelnie. Nie mylmy tego. Nie ładnie. Po prostu czytelnie. Wcześniej moje litery były jak babo-chłopy. Patrzysz na jedną z nich i nie wiesz, czy to facet, kobieta czy też jedna z pięćdziesięciu nowych płci oferowanych przez subkutlruę LGBTQ. Obecnie sytuacja z moimi literami przedstawia się o wiele prościej. Od razu rozpoznajesz, że baba. Niestety również od razu widzisz, że potwornie brzydka.

Błędy w dalszym ciągu mi się zdarzają. Przez ostatnich parę lat chlasnąłem masę dziwnych, karygodnych byków. Mrurzyłem oczy, wpłacałem pieniądze do kąta i wchodziłem do wierzy. Dlaczego tak się dzieje? Bo pamięć płata mi figle. Do nieusuwalnych folderów na dysku twardym mojego mózgu trafiają tak bezcenne informacje jak objawy rzeżączki, liczba osób wymordowanych przez Pol Pota oracz liczba penisów, które posiada kangur (Dwa. Sprawdźcie to.) A jednocześnie z mojej głowy nieustannie wycieka pisownia słów (i kilka innych rzeczy, w tym znaki drogowe).

Wiecie, czym jest dysortografia? Zaburzeniem. I to tyle. Nikt, absolutnie nikt nie ma pojęcia, co powoduje tę mocno utrudniającą życie dysfunkcję. I z jednej strony to moja dysortografia mnie martwi. Bo chciałbym kiedyś dochrapać się miana pełnoprawnego pisarza. Jednocześnie zdarza mi się pracować jako copywriter (czyli wreszcie się rypnęło. Teksty reklam tworzą ludzie niepotrafiący pisać. Mit potwierdzony.) A z drugiej to mam teorię. Język polski często jest bardziej bezsensowny niż mecz quidditcha w realnym świecie. Mam wrażenie, że większość zasad naszej mowy powstała jedynie po to, żeby profesor Miodek miał o czym kłapać dziobem w telewizji. A dysortografia to właściwie pomijanie zawiłości języka polskiego i zapisywanie słów fonetycznie. Z pewnego punktu widzenia jest ona rodzajem zdrowego rozsądku (z domieszką podejścia „mam wyjebane”). Mózgi ludzi z tą przypadłością najwyraźniej stwierdzają, że nie mają czasu na głupoty.

A teraz ścigajcie się, kto znajdzie w tym tekście więcej błędów.

Komentarze

Komentarze

Jedna myśl na temat “Pisanie i bazgranie – moje rzałosne zmagania z językiem polskim”

  1. Jeżeli chodzi o charakter pisma, to moje również należy do ciężkich do rozczytania. Większość osób ma z tym problem – jestem w szoku, że nauczyciele w szkołach potrafili mnie rozczytać.
    Gratuluję, że mimo swoich dysfunkcji zdarza Ci się pracować jako Copywriter 😉

Możliwość komentowania jest wyłączona.