Kabaret na festyn

Jarmark_w_BalcieFestyn jest bardzo mocno zakorzeniony w naszej kulturze. To dawny jarmark – targ doroczny. Na tę imprezę często przyjeżdżali kupcy z dalekich stron. Sprzedawali co kto tam miał – od metalowych spinek po konie. Zjeżdżali się też ludzie szukający nowych wierzchowców, nowych ubrań, nowych narzędzi (a w czasach wcześniejszych pewnie też niewolników). Do jarmarku ciągnęli też naturalnie złodzieje oraz kuglarze (chociaż te dwie profesje często wykonywali ci sami ludzie).

Pojawiały się teatry obwoźne. Pojawiali się bardowie. Pojawiali się błaźni, którzy stojąc na beczce żonglowali cebulą. W niektórych częściach Europy przy jarmarkach, festynach i odpustach pojawiały się też tak zwane freak show. Pokazy wynaturzeńców, ludzi z dodatkowymi kończynami, powykręcanych odmiennych. Jeśli mi się dobrze wydaje, ta konkretna forma rozrywki nigdy nie stała się u nas szczególnie popularna.

Dzisiaj funkcja festynu diametralnie się zmieniła. Kiedyś to targ był jego centrum, a rozrywka dodatkiem. Aktualnie oś wydarzeń stanowi scena, na której pojawiają się zespoły lokalne oraz profesjonalne (a niekiedy i lokalne i profesjonalne). Na festynach występują kabarety, zespoły muzyczne, żonglerzy, animatorzy (na szczęście nikt z nich już nie musi stać na beczce i zbierać pieniędzy do kapelusza). Rolę freak show przejęli żule, którzy na festyn pędzą pierwsi…

Rola handlu podczas festynów zeszła na plan dalszy i też stanowi swojego rodzaju rozrywkę. Sprzedaje się wszystko, o czym śpiewała Maryla Rodowicz. Może nie ma już kogucików na druciku w bezpośrednim tego słowa znaczeniu. Znajdziemy za to całą masę świecących pistoletów, jo-jo, żelki, slushy oraz ciupagi najwyraźniej wywodzące się z każdego regionu Polski z Mazowszem włącznie.

Ludzie najwyraźniej potrzebują festynów. Ludzie lubią festyny. A ostatnio coraz coraz częściej zamiast nich organizuje się pikniki rodzinne lub imprezy plenerowe. Nazwa stała się symbolem rozrywki niższego sortu. A myślę, że ludziom po prostu jest potrzebna wata cukrowa z różowym barwnikiem spożywczym, zespół disco-polo oraz łupiący proste żarty kabaret. Mamy prawo tego nie lubić. Mamy prawo to zjawisko krytykować…

Znaczy Wy macie, bo ja nie do końca. Z przyjemnością oznajmiam, że jestem następcą dawnych błaznów i kuglarzy. Ja jako komik preferuje puby i teatry, ale w razie czego z przyjemnością pojawiam się również na festynach. Zapraszam do przeczytania mojej Oferty.

Komentarze

Komentarze