Stary połamaniec radzi, jakich sportów nie uprawiać

frog

Mistrzostwa Olimpijskie w Rio trwają w najlepsze. Podobno, wierzę panu Facebookowi na słowo, bo ich nie oglądam. Nigdy nie zrozumiałem nawet fascynacji sportem. Nawet dyscypliny zespołowe mnie nie ruszają. A one przecież w naszym kraju wywołują emocje graniczące z absurdem. W życiu nie widziałem, żeby ktoś skakał z radości jak dostanie pracę lub podwyżkę. Ale radosne rzucanie się po kanapie, kiedy jakiś obcy facet znajdujący się siedem tysięcy kilometrów stąd wkopie piłkę w siatkę innego obcego faceta, jest jakby normą. Inne sporty olimpijskie pomijam. Na rzut kulką na sznurku (mylnie nazywaną młotem) można patrzeć z zainteresowaniem tylko po ciężkim zjaraniu. W ogóle ze sportem mam niewiele wspólnego. Nie angażuję się, nudzę się, rzadko uprawiam. Jestem trzydziestokilkuletnim niedołęgą powoli zmieniającym się w statusiałego ramola. Nigdy tak naprawdę żaden sport mnie nie wciągnął. A jednak jak się zastanowię, to okazuje się, że całkiem dużo dyscyplin w życiu uprawiałem. Zdecydowaną większość z nich porzuciłem. Teraz wytłumaczę, szczegółowo i z osobna, dlaczego nie należy się nimi zajmować.

Narciarstwo

W teorii to jeżdżę na nartach od dzieciństwa. W teorii. Moi rodzice cierpią na ciężką manię na punkcie tego sportu. Dlatego właśnie uznali, że przekażą owo schorzenie swoim dzieciom. Już w wieku sześciu lat przypinano mi do stóp boazerię. Bezskutecznie, bo zawsze się darłem, aby mi ją odpięto. Moja historia z narciarstwem jest trochę dziwna. Byłem prawdopodobnie jedynym nastlatkiem na świecie, który miał pretensję, że rodzice co zimę wywożą go w Alpy… Dlaczego nie uprawiać? Nudno i zimno. Jak już mam się nudzić, to wolę w cieple.

Karate

Masz czternaście lat i Twoim idolem jest Arnie Lee. Idziesz na karate, żeby zostać ninją. Zamiast normalnie trenować Cię na ninję, każą Ci biegać dookoła sali na bosaka i dużo razy uderzać w powietrze. Kategorycznie zabraniają Ci też wykonywać kopnięcia z półobrotu bez którego żaden ninja nie może przecież funkcjonować (że niby mało praktyczne). Nie idźcie. Chodziłem cztery lata i zdecydowanie nie jestem ninją. Nie warto.

A więcej o karate mówię tutaj:

Żeglarstwo

Mam patent żeglarza. Znaczy miałem, bo zgubiłem (czy czyni mnie to zagubionym żeglarzem? Chyba niekoniecznie.) Łódką potrafię sterować równie sprawnie co samochodem i orbitalnym wahadłowcem. Czyli generalnie to wcale. Jak zrobiłem patent? Na obozie żeglarskim. Niby był jakiś egzamin, ale wygląda na to, że papier dawali każdemu, kto wypłynął z portu i nie zatopił łódki. W sumie żeglowanie jest fajne. Siedzisz, pijesz, patrzysz na jezioro. Nawet jak nie pijesz, to buja, więc możesz sobie wmówić, że jesteś pijany. Dlaczego go więc nie polecam? Cały rejs można przetrwać używając mięśni mniej niż podczas leżenia w domu na kanapie. To nie jest sport.

Turystyka Górska

Zlazłem całe Beskidy i całe Karkonosze, wlazłem nawet na Rysy (ale nie tradycyjnie i wbrew modzie Polskiej, w solidnych traperach a nie japonkach). Uwielbiam zmęczenie na szlaku i nagrodę w postaci zapierającego dech w piersiach widoku. Ale od kilku lat rzadko chodzę po górach. Dlaczego? Bo Bieszczadzkie Anioły mnie wkurwiają. W każdym schronisku i na każdym szlaku znajdziemy niespełnionego barda, który próbuje wyrywać laski na piosenki SDM. Najwyraźniej kongregacja górskich bardów zabrania pisać nowych kawałków, bo jebańce zmieniają repertuar średnio raz na dwa pokolenia…

Joga

Był taki czas, że postanowiłem być fit i ogólnie odnaleźć spokój ducha. Nie wiem, jakim cudem, ale ja dorosły, umiarkowanie rozsądny facet zacząłem chodzić na jogę. Są to zdecydowanie najbardziej zabawne zajęcia sportowe, w jakich uczestniczyłem. Przynajmniej oglądane z zewnątrz. Zazwyczaj wygląda to tak: Na przodzie stoi smukła i zwinna, pomimo swojej pięćdziesiątki, instruktorka. Stoi to dużo powiedziane, bo jest posplatana jak naprawdę misterna odmiana warkocza. Noga na nodze, ręka na ręce, wszystko nienaturalnie ale ciekawie i jakby z gracją wygięte. Za nią stoi zastęp próbujących ją naśladować adeptów. Też by chcieli być spleceni jak misterny warkocz, ale zazwyczaj są poskręcani jak jelita podczas sraczki. Z całym szacunkiem, ale nie mam ochoty wyglądać jak jelita przy sraczce. Nie chodzę.

Także ten, obczaiłem dużo sportów i jak na razie żaden nie okazał się być mi przeznaczony. To chyba już przesądzone. Utyję jeszcze bardziej i szczęśliwy padnę z otłuszczenia przed pięćdziesiątką.

Komentarze

Komentarze

Jedna myśl na temat “Stary połamaniec radzi, jakich sportów nie uprawiać”

  1. Identyczne podejście mam. Najgorsza piłka nożna, 22 chłopa lata za nadmuchanym flakiem. Jedynie kiedyś szalałem jak Adaś skakał, bo był fenomenem na skale światową.

Możliwość komentowania jest wyłączona.