Twitter – idealne narzędzie dla komika

twitter

Ostatnio ponownie wyszło ze mnie cebulactwo. Uznałem mianowicie, że Facebook mnie oszukuje. Jest dla mnie (stanowię tak wielki wyjątek) niezwykle istotnym narzędziem promocyjnym. A tymczasem przez ostatni rok kilkakrotnie zmniejszył zasięg postów z fanpage’y. W ramach zimnej wojny prowadzonej z Google drastycznie ograniczył też docieralność filmów z Youtube’a. Generalnie Twoi odbiorcy prędzej zobaczą jednorożca w centrum Zabrza niż wpis zawierający link z YT. Uznałem, że Facebook robi mnie w przysłowiowego chuja. Bo swoimi akcjami zagania mnie w kierunku płacenia za promowanie postów. I tutaj właśnie tkwi cebulactwo. Bo Facebook ma prawo żądać pieniędzy, za co tylko chce i kiedy chce. A ja mam prawo nie chcieć mu tych pieniędzy płacić. I dlatego właśnie po ostatniej, lipcowej modyfikacji, zacząłem zwracać się w kierunku innych mediów społecznościowych.

Jakby, nie szukałem zbyt daleko. Twitter. Kiedyś nie lubiłem go ze względu na wymuszoną zwięzłość wpisów (oraz częstotliwość z jaką trzeba publikować ze względu na dosyć naturalny algorytm). Kiedyś też potraktowałem go jako wsparcie dla bloga i narypałem całkiem sporo followersów metodą sub za sub (i naprawdę myślałem, że tak trzeba). Teraz lekko zaniepokojony ostatnimi matactwami Facebooka znowu wkroczyłem na Twittera. Jak ja mogłem wcześniej nie zauważyć trendów? Twitter – stąd pochodzą hashtagi i tutaj mają sens. Możesz autentycznie pisać pod hashtagi i autentycznie docierać w ten sposób do nowych ludzi. Tutaj ludzie autentycznie repostują żarty dotyczące interesujących ich tematów.

Mało tego, niektóre tagi to po prostu sugestie żartów – swoiste zadania na kreatywność. Kiedyś robiłem bardzo dużo ćwiczeń na kreatywność. zbierałem je po sieci i książkach, wykonywałem i chowałem do szuflady. Duża marnacja. Po co? Można przecież pisać twitty. W ciągu ostatnich kliku tygodni pojawiły się takie hashtagi jak:

#DearFutureSpouse

#AshDziennik

oraz oczywiście:

#WywiadyWyborczej

Większość stricte humorystycznych trendów jest po angielsku, natomiast myślę, że sytuacja ta będzie się zmieniać. To po pierwsze. Po drugie żartować można także na tematy bynajmniej nie humorystyczne. Całkiem sporo retwittów zdobyłem celując w hashtag #ZLOTWKRAKOWIE:

Zwięzłość, o której wspomniałem. Spotkałem się z opiniami, że ograniczenie w postaci 140 znaków pozwala stać się lepszym pisarzem. Myślę, że również lepszym komikiem. Bo generalnie w komedii zazwyczaj chodzi o to, żeby zawrzeć jak największą myśl w jak najmniejszej ilości słów.

Jest jeszcze jeden aspekt Twittera. Przeczytałem już kilka poradników dotyczących obchodzenia nowego algorytmu Facebooka (bo pomimo że robi się coraz mniej opłacalny, to w dalszym ciągu jest potęgą i niestety rezygnować się z niego nie powinno). Portal Word Stream twierdzi, że bardzo dobrej jakości treści w dalszym ciągu mają szansę zdobyć organiczny ruch na FB (a ja wierzę we wszystko, co przeczytam w internecie). Jakość treści można przetestować między innymi za pomocą Twittera. Piszemy więc greps na TTe i jeśli zażre, wrzucamy go na fanpage.

Komentarze

Komentarze