Czarne Żarty – Dlaczego bawi nas dziecko, które zaryło główką o beton?

Dlaczego bawi nas dziecko, które zaryło główką o beton? No właśnie nie wszystkich bawi. I nie zawsze. Czarny humor to dosyć podchwytliwe zagadnienie. Musi przerażać i jednocześnie prowadzić do specyficznego typu radości powiązanego ze śmiechem. Wywołanie tych dwóch efektów na raz jest dosyć trudne, bo niemalże się wykluczają…

Przede wszystkim jednak uściślijmy, czym jest czarny humor. Kiedyś przeprowadziłem sondę uliczną dotyczącą tego tematu (nie została opublikowana). Z wielkim zaskoczeniem odkryłem, że część ankietowanych nie miała bladego pojęcia, o co właściwie pytam. Niektórzy mylili czarny humor z humorem wulgarnym, fekalnym lub obraźliwym. Część jako „czarne” rozumiała żarty z religii (nie da się ukryć, że jakieśtam powiązanie istnieje). Kilkoro zaczepionych było przekonanych, że chodzi po prostu o humor inteligentny (co do dzisiaj mnie dziwi).

Czarny humor to każdy, który dotyczy śmierci, wypruwania flaków albo szeroko rozumianego znęcania się nad drugą osobą. To po prostu hardcore, który śmieszy.

Często spotykam się z teorią, że zamiłowanie do czarnego humoru wynika z braku empatii. Jest to przeświadczenie obiegowe popularne u osób, które nie gustują w żartach kończących się rozbryzganiem mózgu o ulicę. Nie znalazłem badań potwierdzających ani obalających to twierdzenie. Mogę tylko powiedzieć, że ja uwielbiam czarne żarty, a jednocześnie moja empatia hmmm… urodziła się bez rączek i z wodogłowiem. Taka trochę niedorobiona jest. Możliwe więc, że przeświadczenie jednak zawiera ziarno prawdy. Znalazłem za to badania mówiące, że osoby lubiące czarny humor często wykazują wyższą inteligencję i duża stabilność emocjonalną. I tutaj przypomnę, że wyższa inteligencja i podejrzany spokój to cechy psychopatów (przynajmniej tych filmowych).

Istnieje takie stare powiedzenie „Komedia to tragedia plus czas”. Okazuje się, że sprawdza się też równanie „Komedia to tragedia plus odległość”. Chętniej śmiejemy się z katastrof, które nas nie dotyczą. Peter McGraw – naukowiec, o którym już kiedyś pisałem – wykorzystał do badań nad czarnym humorem Huragan Sandy. Kiedy przerośnięta burza uderzyła w roku 2012, jakiś dowcipny psychopata założył jej konto na Twitterze.

McGraw podczas badania kazał oceniać ludziom śmieszność poszczególnych tweetów. Kiedy huragan był daleko od nich, oceniali wpisy jako bardziej śmieszne. Kiedy już pizgał za oknem psem sąsiada, jakoś tracili poczucie humoru…

Z drugiej strony czarne żarty mogą być sposobem na radzenie sobie z tragedią. Ale tu raczej chodzi o tragedię stałą, nieuniknioną i taką, z którą trzeba żyć. Nigdy nie słyszałem, żeby ofiara gwałtu nabierała dystansu do zdarzenia za pomocą humoru. Słyszałem za to o wielu ciężko chorych komikach, którzy drą łacha ze swojej choroby. W Polsce mamy Jacka Nocha. W Stanach funkcjonuje grupa złożona w całości z bardzo mocno niedomagających komików. Ekipa Comedians With Disabilities składa się ze ślepego, karła, gościa na wózku i kobiety, która się jąka. Jak widać nawet w świecie komedii możemy spotkać się z rażącymi przypadkami braku równouprawnienia…

Swoją drogą, to ciekawe, że posiadanie danej choroby daje Ci pełne prawo do nabijania się z niej. Ja na swój sposób mam nadzieję, że kiedyś dopadnie mnie rak (ale taki mały), żeby ludzie przestali się mnie czepiać, że z niego żartuję.

Jeśli chcesz dostawać mailing zaraźliwy jak czarna ospa, koniecznie zostaw mi swojego maila. Wkrótce więcej tekstów na temat komedii!

Komentarze

Komentarze