Kabaret PUK na Fun Festiwal w Katowicach

Występy kabaretowe (i stand-upowe) w galeriach robią się powoli modne. Przypuszczam, że w ciągu najbliższego roku przyjdzie bum – w każdym centrum handlowym będziemy mieli festyny pod dachem. No ja się cieszę, bo jestem starym chałturnikiem i dla mnie festyn równa się pieniądze.

Na Fun Festiwal kabaret PUK zagrał swój sprawdzony program plenerowy (pomimo że zadaszenie było). Nie ukrywamy, że na tego typu okazje dobieramy tak zwane skecze pod nogę. Prostsze, poruszające tematy, które dotyczyć mogą właściwie każdego. No i oczywiście czyste. Bez wulgarów, bez nacechowania politycznego w którąkolwiek ze stron. Czarny humor zostawiamy. Mamy go zwyczajnie zbyt dużo i myślę, że nie jesteśmy w stanie poskładać programu bez czarnego humoru. W każdym razie nawet nie próbujemy.

 

Staram się pisać coś o każdym występie. I przyznam szczerze, że z wieloma festynami i imprezami w galeriach miewam problem. Bo na tego typu eventach skupienie widowni często jest bardzo niskie. A jak skupienie jest niskie, to my musimy bardziej się napracować nad każdym śmiechem. Na Fun Festiwal kabaret ma ułatwione zadanie. Przed sceną organizatorzy ustawili całkiem zgrabną, piętrową widownię (a siedzenie na dupie znacznie poprawia koncentrację). I to jest właściwy sposób postępowania. Ułatwia to zadanie komikom i pragnącej oglądać widowni. A właściwie w tym wypadku dwóm widowniom. Bo jedna mogła oglądać występ, a druga zaglądać za kulisy przez szybę sklepu Euro RTV AGD. Poważnie, mieliśmy zza sceny widok na telewizory i mikrofalówki. A klienci mieli widok na nas. No ale przynajmniej jest o czym pisać.

Komentarze

Komentarze