Bratwurst i żarty – Polski stand-up po angielsku w Niemczech

Każdy, kto mnie obserwuje w dowolnym medium społecznościowym, wie, że pojechałem na open mici do Berlina (troszkę jakby tym tematem spamowałem). Wszystkim pozostałym wyjaśnię, że nie, nie grałem tam po polsku ani tym bardziej po niemiecku. W stolicy RFN bardzo rozwinięta jest scena angielskojęzyczna. Tygodniowo odbywa się kilkanaście open miców! Ja i Kamil Gryczka wybraliśmy się z planem odwiedzenia czterech z nich.

Cel wycieczki? U mnie chodziło przede wszystkim o sprawdzenie, czy moje żarty działają poza granicami Polski. Po angielsku występuję już całkiem długo – chyba ze dwa lata. Żarty opieram przede wszystkim na różnicach pomiędzy Polakami i mieszkającymi u nas cudzoziemcami. I w związku z powyższym miałem obawy, że część materiału nie zadziała na ludziach bez naszego kontekstu kulturowego. Nie jest źle. Po małych zmianach ponad połowa żartów żarła całkiem znośnie.

Cosmic Comedy Berlin

Po nieprzespanej z powodu lotu nocy i sporych perturbacjach z noclegiem, najedzeni bratwurstem w bułce trafiamy do Baru 1820 w berlińskim centrum. Od razu uderza nas wielokulturowość miejsca. Obydwaj mieszkamy w Krakowie i zdawałoby się, że z multi-kulti jesteśmy za pan brat. A tymczasem ja czuję się jak chłopak z wioski, który po raz pierwszy w życiu pojechał do Radomia. Imprezę prowadzi Sikh (przypis dla laików – to rodzaj hindusa), na barze Kanadyjka, przy barze zagaduje nas Gruzin, open majka całkowicie rozwala dziewczyna z Libanu. I apropos rozwalania… Gospodarz eventu- Dharmander Singh to jeden z najlepszych konferansjerów, jakich w życiu widziałem. Niewiarygodnie czaruje widownięc i jednocześnie dba o komfort i bezpieczeństwo sceniczne występujących. Dhar podczas prowadzenia kilka razy wspomniał, że chce stworzyć najbardziej pozytywnego open  świata. Jest blisko. Jest naprawdę cholernie blisko.

We Are Not Gemüsed

Open mic z długą tradycją i klimatem lekkiego What The Fuck. Z jakiegoś powodu każda edycja nawiązuje tytułem do warzyw (Gemüse). Jednocześnie podczas samego występu temat roślinny nie pojawia się wcale lub bardzo rzadko. Trochę brakuje kosmicznego uroku Dhara i jest tak jakoś artystycznie. Prowadzi dwoje komików – Paul Salamone i Caroline Clifford. Wszystko ogólnie spoko, dobry poziom, ale bardzo mnie zdziwiło, że podczas kolejnych występów gospodarze siedzieli z tyłu sceny i robili znudzone miny (troszkę nieprofesjonalnie). Pewnie ze względu na atmosferę WTF pojawia się więcej setów eksperymentalnych. Nowozelandczyk prezentuje spektakularny antyhumor, Brytyjczyk tarza się po ziemi powtarzając w kółko „Gemüüüüse” (co z jakiegoś powodu jest bardzo śmieszne). Pojawia się też niemiecka dziewczyna, która gra monolog jako wąsaty, bardzo nudny naukowiec. Howard Noughts to zdecydowanie slow comedy, nawet bardzo slow comedy. Polecam oglądanie w pakietach, bo tylko wtedy może bawić 🙂

Slingshot! Comedy Open Mic

Tutaj bardzo mocno zawiodłem się na niemieckich stereotypach. Nie ma aż tak wielkiego ordnung muss sein, jak by się wydawało. Slingshot! odbywa się przy ulicy Oranienburger Straße. Problem polega na tym, że w Berlinie znajdują się dwie ulice o tej nazwie. I ja oczywiście pojechałem na tą drugą (leży w dużym skrócie, u diabła w dupie). Nie dotarłem na miejsce, natomiast gospodarza imprezy Dana Sterna miałem okazję oglądać następnego dnia. Dobry był 🙂

Chuckleheads Comedy

Ten open mic uzmysłowił mi, jak bardzo rozrośnięty jest przemysł komediowy w Berlinie. Już na poprzednich eventach było bardzo mało ludzi początkujących (o debiutantach nawet nie wspominam). Tutaj występowali no cóż, profesjonaliści, półprofesjonaliści i ludzie z bardzo dużym doświadczeniem. Każdy miał dopracowany materiał, a ponad połowa komików zakończyła występ mówiąc: „to była próbka mojego materiału, godzinny program gram za parę dni. Zapraszam. Piętnaście euro.” W Berlinie odbywa się kilkanaście open miców tygodniowo. Do tego należy doliczyć tak zwane showcase show (trzech, czterech komików ze sprawdzonymi żartami) oraz solowe programy. Do tego impro i skecze. I pamiętajmy też, że mówię w tym momencie tylko o występach po angielsku. A w Berlinie odbywają się też imprezy po hiszpańsku, turecku i oczywiście niemiecku. Potęga!

No ale rozpisałem się o całym mieście, a pominąłem samego open mica. Prowadzący bardzo fajni. Nie aż tak energetycznie jak wymieniony w pierwszym akapicie Dhar, ale jednak fajni. Polecam Chuckleheads Comedy w stu procentach. Tak się złożyło, że tego dnia do Berlina w celach służbowych przyleciała moja koleżanka – Ala Rzepa. I to właśnie dzięki niej mam nagranie fragmentu, który pokazałem na tej imprezie. Dzięki!

Reasumując z Berlina wróciłem z dużą ilością pozytywnej energii. Bardzo mnie cieszy, że stand up, który tam zobaczyłem był w przeważającej części czysty. Symboliczne przekleństwa, bardzo mało tematów fekalnych, bardzo mało agresji i sporadyczne jedynie żarty o waleniu konia. Myślę, że jest to trend, który będzie stopniowo rósł w siłę też u nas. Poza tym sporo podpatrzyłem (zwłaszcza jeśli chodzi o promocję). Open mici w zagranicznych miastach to od niedawna mój ulubiony sposób podróżowania!

 

Komentarze

Komentarze