Stand up na festynie w Ganie

Nie, nie byłem w Afryce. Gana to wieś leżąca pod Wieluniem. Niewielka miejscowość – jedna z tych, że jak pytasz o adres, to organizator podaje Ci kod pocztowy. Tak się składa, że zostałem zaproszony do Gany, aby zagrać stand up na festynie organizowanym przez Ochotniczą Straż Pożarną.

Tylko cztery godziny jazdy i już byłem w Wieluniu. A tutaj spotkałem się z Marcinem Zbigniewem Wojciechem, który właśnie wracał z grania na garden party w Nadarzynie (ach te przygody polskich komików). Dalej pojechaliśmy już we dwóch. Gana, spoko klimat bardzo, powiedziałbym, lokalny. Dobrze, że na festynie był namiot, bo musielibyśmy odhaczyć kolejny występ w strugach deszczu.

Muszę też przyznać, że grania plenerowe są lepsze od knajpianych z promocyjnego punktu widzenia. Jest co później pchać w social media – zawsze znajdzie się okazja do ciekawego zdjęcia (motory, tresowane kury albo stroje strażaków, jak w tym przypadku).

Komentarze

Komentarze