Prowadzenie Dnia AGH

Podczas Dni AGH pojawiłem się już po raz trzeci. Do tej pory wychodziłem na scenę jedynie z krótkimi fragmentami stand upu. W tym roku miałem unikalną okazję, aby imprezę poprowadzić. Muszę powiedzieć, że jest to jeden z najfajniejszych pikników, na jakich zdarzyło mi się grać. Ludzie słuchają, są przyjaźni i co więcej, nawet jak się upijają, to jakoś tak w kulturalnie.

Robota była tym bardziej przyjemna, że nie prowadziłem sam, ale w duecie. Ogarnialiśmy cały event z Marcinem Zbigniewem Wojciechem. Zawsze łatwiej, bo jak jednemu zaczyna na chwilę brakować pary, to drugi przejmie pałeczkę, albo wymyśli kolejny sposób na rozdawania koszulek Dnia AGH (to jest niesamowite, ale widzowie się niemalże tratują, żeby dostać jedną z nich). I przy okazji zamieszczam fragment stand upu, który Marcin ostatnio wrzucił na Facebooka.

Oprócz konferansjerki przygotowaliśmy kilka innych punktów programu. Zagraliśmy po krótkim secie stand upu. Marcin zaprezentował pół godzinne show swojego kabaretu 44-200. Około piętnastej dosyć mocno padało i właśnie wtedy weszliśmy na scenę, aby zrobić półgodzinny set impro. Tutaj pomogła nam koleżanka – Magda Kubicka.

Zapewniliśmy widzom dużo rozrywki, ale jest chyba w miarę oczywiste, że nie byliśmy jedynymi występującymi. Zagrali: Kuba Jaźwiecki Band, Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni prawdziwych Mężczyzn oraz zespół Inżynieria Środowiska. Zaskoczył mnie. Bo nie będę ukrywał, że nie spodziewałem się po chłopakach niczego szczególnie odkrywczego. A tymczasem okazało się, że grają muzykę bardzo ciekawego nurtu – taka poezja śpiewana z zacięciem inżynieryjnym. Niektóre teksty miażdżą. Na przykład: „Kiedy patrzę na nocne gwiazdy, wiem dokładnie, ile mają w sobie helu i wodoru.” (to jest parafraza, bo nie mogę znaleźć liryków).

Komentarze

Komentarze