Fidget Spinner – A komu to potrzebne?

fidget toy

Na fidget spinnera natknąłem się po raz pierwszy podczas wycieczki do Berlina i pomyślałem sobie: „Ale głupi ci Niemcy. Zamiast siedzieć i nic nie robić, to siedzą i kręcą”. Tymczasem okazało się, że zabawka już od dłuższego czasu była u nas popularna, ale zwyczajnie umykała mojej uwadze. Jak już ją zauważyłem, gęstą falą zaczęły do mnie dopływać coraz bardziej pokrętne legendy… Ktoś w latach siedemdziesiątych twierdził, że spinner ma pomagać osobom z ADHD i autyzmem. Fronda i inne media prokościelne oczywiście wyskoczyły ze śmiałym twierdzeniem, że ten kręcący się kawałek plastiku jest narzędziem Szatana…

Gadżet stał się też hitem sieci. Ludzie zbierają spinnery, budują spinnery, modyfikują spinnery, wreszcie podpinają je pod sprężarkę i demolują mieszkania. A tak się składa, że robię na Youtuba serię, która ma się opierać właśnie na komentowaniu najnowszych trendów (i na umiarkowanym pojebaństwie).


Kupiłem dwa fidgety, żeby nakręcić powyższy filmik. Muszę powiedzieć, że zabawka jest ciekawa, ale umiarkowanie bezsensowna. Spinner bardzo długo kręci się w ręce i to właściwie tyle. Są ludzie, którzy robią z nim rozmaite sztuczki. Apropos słowa „rozmaite”. Użyłem go cokolwiek na wyrost. To nie jest yo-yo. Zakres trików należy do ograniczonych…

„Fidget” według słownika internetowego bab.la oznacza wiercipiętka. Tak, istnieje takie słowo i  myślę, że właśnie jego używano do określenia człowieka z ADHD, zanim schorzenie zostało opisane. Ku mojemu zaskoczeniu „spinner” to z kolei prządka. Od razu pojawia się ochota, aby przetłumaczyć nazwę zabawki i zacząć nazywać ją „wiercącą się prządką” albo „wiertkiem krętkiem”.

„Fidgeting” to z kolei w języku powszednim to takie trochę nerwowe bawienie się. Zazwyczaj kojarzone jest z rozładowywaniem stresu. I spinnery są marketingowane właśnie jako zabawki, które mają wznieść nerwicowe dłubanie na kolejny level. Sęk w tym, że w teorii należę do grupy docelowej gadżetu. Bo od tak zwanej maleńkości miętolę w lewej ręce poskładaną wielokrotnie karteczkę (która szybko robi się obleśna od potu). Wychodzi na to, że jestem zawziętym fidgeterem i że spinner powinien być gadżetem właśnie dla mnie. Tymczasem okazuje się, że to cudo z łożyskiem bynajmniej nie dorównuje pod względem walorów mojej starej, dobrej karteczce. Sęk w tym, że zazwyczaj ludzie dłubią w palcach konkretną rzeczą i do tej konkretnej rzeczy są przyzwyczajeni (przynajmniej ja tak mam).

Spinner to też wierzchołek góry lodowej. Bo istnieje wiele innych fidget toys. Jako przykłady można tutaj koraliki komboloi będące integralnym elementem kultury greckiej i cypryjskiej. Wyglądają jak różaniec i międli się je w palcach tak samo jak różaniec. Jedyna różnica polega na tym, że podczas zabawy komboloi nikt nie przyzywa Maryi.

Druga popularna zabawka to fidget cube. Mała kostka wiercipiętka, która aż jeży się od przycisków, kulek i joysticków, którymi można klikać, pocierać i międlić. Wydaje się bardziej sensowna niż spinner. Możliwe, że ją kupię, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie da rady zastąpić mi mojej starej, dobrej, obleśnej karteczki.

Po dotychczasowej treści tego wpisu można by sądzić, że jestem przeciwnikiem fidget spinnerów. Nic podobnego. Są głupawe, nie do końca mnie wciągnęły, ale jednocześnie uważam, że nie wszystko musi być mądre. Jak powiedział Krzysztof Gonciarz w jednym ze swoich filmików: „Każde pokolenie ma swoją pierdołowatą modę, która nie ma żadnego sensu. I to jest naprawdę fajne. Podoba mi się, jak bardzo bezsensowny jest fidget spinner…” Krótko mówiąc, mnie nie wciągnęło, ale jednocześnie nie będę innym psuł zabawy 🙂

A Wy jakie jeszcze znacie zabawki podobne do fidget spinnera? Podzielcie się w komentarzach.

Komentarze

Komentarze