Open Mic w Rejsie, Stand up w Słupsku i Łazach

borkowski i zalewski stand up

Zacznę trochę z czapy i bez związku, ale potrzebuję podzielić się pewnym zdarzeniem. Otóż jestem motłochem, należę do garstki ludzi sprzeciwiających się władzy PISu. Byłem ostatnio na manifestacji Wolne Sądy w Krakowie. Zaskoczył mnie pluralizm spotkania, bo na proteście pojawili się przedstawiciele wszystkich frakcji opozycyjnych. A z pluralizmu, jak wiadomo, bardzo łatwo wynikają nieporozumienia. Jeden z przemawiających stwierdził, że opozycja nie ma jeszcze przywódcy. Jego zdaniem posiada natomiast opiekuna duchowego. Bez kozery zaczął tego opiekuna przyzywać:

Już. Podzieliłem się, a teraz mogę spokojnie przejść do konkretów. W połowie lipca trafiła mi się trasa na głębokiej północy. Głównym jej elementem był Festiwal Ludzik. Wcześniej – dziewiętnastego miałem zakontraktowane dwa grania w Słupsku i Łazach. Stwierdziłem, że po drodze zatrzymam się w Warszawie, żeby przetestować parę nowych żartów. Tak się składa, że panowie Borkowski i Zalewski organizują przez wakacje open mici i jeden odbywał się akurat osiemnastego.

Scena spoko, między innymi, dlatego że Rejs znajduje się nad Wisłą. Ładnie. Taki raczej pół-plener. Żeby pogadać przyjechało sporo ludzi z całej Polski. Zdecydowanie najbardziej rozwalił mnie Mieszko Minkiewicz ze swoim fragmentem o modlitwie podczas wigilii.

Spałem w hostelu na Pradze i to właśnie zdarzenie w tej dzielnicy zapewniło mi więcej rozrywki niż cały stand-up:

Następnego dnia już czeka na mnie Słupsk. Miasto zaskoczyło mnie pod wieloma względami. Sporo prymitywistycznych murali. W centrum zadziwiająco ładne budynki. Jednym z nich jest baszta czarownic – wieża, w której osadzano kobiety podejrzane o czary. Słyszałem, że na terenie współczesnej Polski istniała inkwizycja, ale jeszcze nigdy nie stanąłem z nią twarzą w twarz.

baszta czarownic słupsk

Pozwiedzałem, a później na występ. Odbywał się na deptaku przed knajpą Kafeina. Warunki bardzo ciekawe. Niewielka scena stoi na ulicy. Przed nią organizatorzy ustawili kilka kanap i krzeseł z lokalu. Summa summarum wyglądało jakby ktoś wyniósł swój duży pokój na miasto…

Zdjęcie powyżej tego może nie oddaje, ale jednak moich żartów słuchało trochę ludzi. Pod koniec występu śmiechy dochodziły do mnie z ogródków oddalonych o dobre dwieście metrów.

Ze Słupska przejechałem do Łaz. Tutaj, w ośrodku Fala 1, drugi rok z rzędu, odbywa się wakacyjny cykl komediowy. Knajpa w kształcie półokrągłej wiaty. Widzowie to wczasowicze z ośrodka. Śmiało więc mogę powiedzieć, że przyszli na mnie ludzie z całej Polski. Najbardziej jednak cieszy mnie, że pojawił się kumpel po fachu – Szymon Łątkowski (komicy też czasami odpoczywają w ośrodkach wczasowych Fala 1).

Komentarze

Komentarze