Kraj, W Którym Ludzie Są Zbyt Mili

tbilisi abanotubani

Uwielbiam ciekawostki, a tak się składa, że w Gruzji właściwie wszystko wydaje się być ciekawostką. Kraj jest pełen absurdów. Wie o tym każdy człowiek zainteresowany podróżami. Wiedziałem i ja… Miesiąc temu w końcu odwiedziłem Gruzję i potwierdzam – jest grubo. Wygląda to trochę tak, jakby mieszkańcy postanowili sobie, że każdy element ich życia codziennego będzie dziwny, nietypowy i w pozytywny sposób pieprznięty.

1. Język kartwelski

Gruzini nie mówią po gruzińsku. Własny język nazywają kartwelskim. Każde słowo wręcz roi się tutaj od dźwięków, które nam mogą przypominać rzężenie silnika lub cykanie świerszcza. Na ulicy usłyszymy więc dźwięczne „tss” i dobywające się z głębi gardła „h” . Nie ma za to „f” – Afryka po gruzińsku brzmi „Aprika”. Wymowa to tam jeszcze nic. Gruzini w większości wypadków znają cyrylicę i pismo łacińskie, ale na co dzień posługują się własnym alfabetem. Laicy i ludzie nie miłujący ciekawostek mogą pomyśleć, że jest to pismo arabskie. Nic bardziej mylnego. Zupełnie inny system – same kółka, żadnych robaczków. Jedna z teorii powstania alfabetu mówi, że w późnej starożytności opracował go mnich Mesrop Mashots.  Przypisuje mu się też stworzenie alfabetu ormiańskiego. Spoko typ. Siedział w górach i wymyślał alfabety. Też tak robiłem, jak byłem mały.

marszrutki w gruzji
No i zgaduj teraz, gdzie dojedziesz.

2. Noclegi są tanie do granic rozsądku

Może to fuks, a może fakt, że pojechaliśmy poza sezonem (czerwiec). Wrażenie jednak pozostaje. Spaliśmy za rekordowo niskie stawki. Średnia cena za pokój wynosiła sześćdziesiąt złotych (i wiem, o co chcecie zapytać. Nie, nie za osobę w pokoju. ZA POKÓJ). W Batumi samodzielną kawalerkę wynajęliśmy za osiemdziesiąt złotych od doby. Na salach wspólnych już można spać za złotych dwanaście. Oczywiście w wyszukiwaniu rekordowo tanich noclegów pomaga Booking.com. Jeśli skorzystacie z linku poniżej, dostaniecie 50 złotych na swoje podróże. Ja też dostanę pięćdziesiąt na swoje, więc generalnie wszyscy powinniśmy być zadowoleni 🙂

Booking od Biskupa

3. Ludzie w Gruzji są zbyt mili

Gruzini są nad wyraz uczynni, a z gościnności uczynili niemalże religię. Wyciągasz mapę na ulicy i z pod ziemi wyrasta pięciu ludzi pałający chęcią poprowadzenia Cię na miejsce, a w niektórych wypadkach również zaproszenia do swojego domu. W polskim, smutnym umyśle aż czasami rodzi się myśl: „ludzie, o co wam k***wa chodzi?” Gruzini cierpią też na odwrotność ksenofobii. Uwielbiają innych ludzi (aczkolwiek z sympatią do Rosjan bywa u nich bardzo różnie…) Tak się składa, że mamy w Tbilisi znajomych i podczas wycieczki trafiliśmy na polsko-gruzińską imprezę. Oczywiście przewodził jej tamada – biesiadnik, którego głównym zadaniem jest wznoszenie długich i zawiłych toastów.

Po wielu takich toastach stoję na ulicy z nowym kolegą – chyba z Ziko. Jestem mocno wcięty, ciemne kamienice Tbilis mi się rozmywają, gość łapie mnie za ramiona i mówi (po angielsku):

  • A wy to musicie wracać do Polski? 
  • No niby nie, ale obydwoje mamy tam pracę.
  • Możecie tutaj też mieć pracę. Twoja dziewczyna dobrze tańczy. Mogłaby uczyć tańca. Ty jesteś duży i głośny. Możesz zostać tamadą.
  • A tamada coś zarabia?
  • Nie, ale ma dużo szacunku.

4. Bycie piratem drogowym jest ok, a nawet trochę cool

W poprzednim akapicie napisałem, że ludzie są bardzo mili. Zgadza się. Tak długo, jak nie wsiądą za kółko. Gruzińscy kierowcy uważają, że klakson jest po to, żeby trąbić, więc trąbią non stop. Mało który kierowca zatrzymuje się na pasach. Z kolei mało który pieszy przejmuje się pasami. Ludzie po prostu przechodzą gdzie bądź.

5. Wszystko w Gruzji ma dużo smaku

Jedzenie jest tłuste i mocno doprawione. Niektóre potrawy są intensywnie słone, inne pikantne, jeszcze inne kwaśne. Na każdym kroku natrafimy też na aromat kolendry. Pierwszego dnia doznajesz niewiarygodnej i niekończącej się eksplozji na kubkach smakowych. Siódmego dnia już się rozglądasz, kręcisz nosem i myślisz, że z przyjemnością zjadłbyś lekko mdłe spaghetti z sosem pomidorowym. Gruzińskie wino jest legendarne, ale smak mają nawet zwykłe napoje (tak zwane softy). Lemoniady Zedazeni i Kazbegi są tak intensywne, że człowiek zaczyna podejrzewać, iż producent faktycznie dodał do nich owoce. Bardzo smakowały mi lemoniada gruszkowa i winogronowa. Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie spróbował smaków bardziej oryginalnych. Skosztowałem lemoniady estragonowej i waniliowej. Ciężko mi stwierdzić, która była gorsza. Wypiłem też jedną z owocu, którego nazwy nie potrafię podać. Była okej.

lemoniada zedazeni
Lemoniada Zedazeni w towarzystwie piwka Kazbegi.

6. Gruzini tańczą swoje tańce narodowe

Zdarzyło Wam się widzieć Polaków, którzy łupią oberka na dyskotece? No właśnie. A Gruzini kultywują swoje tradycyjne tańce. I trochę mnie to nie dziwi. Acharuli i mtiuluri wydają się być jakby młodzieżowe. Ogromna dynamika, dużo stawania na rękach, niemalże wyczynowe figury. Tańczy każdy i wszędzie. Raz na taneczną bibę natknęliśmy się nawet w lesie…

 

Komentarze

Komentarze