Festiwal Ludzik 2017

ludzik 2017 widownia

Na Ludziku byłem po raz drugi. W tym roku odrobinę zmieniła się formuła wydarzenia – w 2015 roku festiwal był o wiele bardziej okazały. Więcej uczestników, więcej nagród, ogólnie więcej wszystkiego. W 2017 pod tą samą nazwą odbyła się impreza o wiele bardziej kameralna. Ograniczenie liczby występujących jest moim zdaniem ruchem na plus. Dwa lata temu pojawiło się piętnastu komików grających po piętnaście minut – to naprawdę zbyt dużo. Tym razem w konkursie wzięło udział sześć osób.

Za pozytywną zmianę uważam też zwiększenie różnorodności. Podczas dwóch pierwszych edycji wyraźnie dominował stand-up. I nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam stand-up. Gdybym go nie lubił, zwyczajnie bym go nie robił. Jednocześnie uważam, że co za dużo, to nie zdrowo. Nie chciałbym, żeby stand-up  całkowicie przejął polską scenę komediową. Są przecież też inne pokrewne formy – monologi w postaci, prop comedy, slam poetry, pantomima, iluzja, kolesie śpiewający zabawne piosenki…

A teraz po kolei przedstawię każdego z uczestników konkursu. Oczywiście nie będę oceniał samych występów, bo to byłoby mocno słabe (nie można jednocześnie być komikiem i krytykiem, a przynajmniej nie na tym samym przeglądzie…)

Wystąpiłem jako pierwszy. Było spoko.

Po mnie na scenę weszła Paulina Potocka. Alternatywna forma, zdecydowanie slow comedy. Paulina często podkreśla, że jest mentalną córką Andrzeja Poniedzielskiego. Coś w tym jest. Konkretnie pewna nieśpieszność w serwowaniu tekstu.

Występu nie oglądałem, ale słyszałem, że reakcje miała dobre.

Jako trzeci zagrał Arkadiusz „Pan” Pawłowski. Czego ten człowiek w życiu nie robi? Nagrywa filmiki na Youtuba, śpiewa, pisze do gazet i walczy podczas gal wrestlingu (Tego wrestlingu! Poważnie). Jest też jednak improwizatorem. I podczas Ludzika zdecydował się właśnie na solowy set improwizacji.

arkadiusz pan pawłowski
Arek Pawłowski na scenie. Jego cień wygląda trochę, jakby chciał mu na***dolić.

Krótka przerwa i już na scenę wkroczył Przemek Lieske – kolejny dowód na to, że festiwal był różnorodny. Przemek to Pan Li – iluzjonista, który parę lat temu pojawił się w Mam Talent. Ostatnio dosyć często mam kontakt z magikami. I muszę powiedzieć, że ten mocno się wyróżnia. Nigdy wcześniej nie wiedziałem iluzjonisty, który by tak dobrze odgrywał postać.

I drugi po przerwie wbija na scenę Damian Kubik. Znaczy konkretnie to Antoni Gorgoń-Grucha. Damian zazwyczaj występuje jako swoje alter ego – wściekły polityk w dziwnej czapie, który chce zmienić wszystko… Kolejne urozmaicenie w formule, bo energetyczne przemówienia Gorgonia zdecydowanie nie kwalifikują się jako stand-up.

I wreszcie część konkursową zamknął Krzysztof Jahns. Jest to zdecydowanie najlepiej ubrany komik w kraju. Dba o ciuchy równie mocno, jak ja mam je w dupie. Podczas występu Jahns zaskoczył mnie swoimi przemyśleniami o słowie „kurwa”. Wydawałoby się, że w tym temacie już nic nie da się wyrzeźbić, a tu okazuje się, że jednak… Jest też autorem najbardziej poetyckiego żartu o kupie, jaki kiedykolwiek słyszałem…

Komentarze

Komentarze