Impreza Firmowa w Mieście Cudów

hotel bardo

Bardo to niewiarygodnie wręcz specyficzne miasto. Przede wszystkim ma niespełna trzy tysiące mieszkańców, a jednak jest miastem. W zeszłym tygodniu paru osobom wspomniałem, że jadę do Barda i ponad połowa z nich zapytała, skąd biorę zlecenia na występy zagraniczne… A tymczasem miejscowość leży w Polsce. Południowy zachód, Sudety, dawne tereny niemieckie. Kiedy szedłem przez miasteczko, dwóch chłopców krzyknęło do mnie „Dzień Dobry” zza płotu. Do siebie już zwracali się płynną niemiecczyzną. Wydaje mi się, że nie stanowią oni odosobnionego przypadku…

Żeby tego było mało, Bardo przypomina miniaturkę Częstochowy. Bazylika, krzyże i kapliczki na każdym kroku. Atmosferę uzupełniają bardzo popularne tutaj prymitywistyczne świątki.

Bardzo lubię łączyć występy z turystyką i dlatego cieszę się, że trafiłem do Miasta Cudów. Grałem w Hotelu Bardo dla firmy Winklemann. Muszę powiedzieć, że hotel bardzo ładnie położony. Z okna widok na niewielkie pagórki Gór Bardzkich. W sumie i tak planowałem pojechać w Sudety jesienią, bo o tej porze roku ich liściaste lasy robią naprawdę godne wrażenie. Hotel Bardo polecam głównie ze względu na te widoki z okien. Warunki dobre. Na temat cen się nie wypowiadam, bo nie płaciłem za siebie :)

Występ bardzo fajny. Grałem u szczytu dwóch stołów bankietowych i momentami spacerowałem między nimi, zaczepiając poszczególnych gości. Widzowie byli otwarci i chcieli się bawić, a to w końcu jest najważniejsze.

Odpuściłem znaczną część bankietu i poszedłem wcześnie spać. Dzięki temu wcześnie też wstałem i przed wymeldowaniem poszedłem w Góry Bardzkie. Zgubiłem się, przemoczyłem buty i chodziłem trzy razy dłużej, niż to miałem w planach, ale warto było. Nigdy tu jeszcze nie byłem, a widoki, jak już wspomniałem powyżej, trafiają się całkiem niezłe.

góry bardzkie