Biskup, Gorgoń-Grucha i Jachimek – Stand up na Beanaliach

jachimek stand up

Część z Was pewnie zapyta, czym u diabła są Beanalia? Hmm, to takie jakby powitalne juwenalia dla studentów pierwszego roku (beanów). W Krakowie od lat w ramach tej imprezy odbywa się kabareton. Tak się składa, że w tym roku miałem przyjemność zagrać podczas beanaliów  stand up. Oprócz mnie na scenie pojawili się Antoni Gorgoń-Grucha i gwiazda wieczoru – Tomasz Jachimek.

Beanalia – kabareton wędrowny

Impreza podejrzanie często przemieszczała się w czasie i przestrzeni. Pierwotnie miała się odbyć 8 października w Klubie Piast. Na dwa dni przed została przeniesiona na 29 października. Tutaj przypomnę, że była ona skierowana do studentów pierwszego roku. Gorszy terminy dla tej grupy to chyba tylko 24 grudnia i 31 lipca. Stwierdziłem jednak, że nie moja brocha…. Z kolei na pięć dni przed tym drugim, już właściwym terminem, zmienił się lokal. Kabareton przeniesiono do Klubu Żaczek. Niby niedaleko, ale jednak zmiana. Mam solidne wątpliwości czy informacja dotarła do wszystkich zainteresowanych imprezą.

I powiem tak… Ja wiem, kto mnie na tę imprezę zatrudniał, ale w sumie ciężko mi zrozumieć, kto ją organizował. W tworzenie wydarzenia była zaangażowana PAKA, Żaczek oraz prawdopodobnie samorząd Ujotu. W każdym razie, jeśli jesteś człowiekiem odpowiedzialnym za wszystkie zmiany wokół beanaliów i czytasz ten tekst, to mam do Ciebie komunikat: CZŁOWIEKU, NIE RÓB TAK WIĘCEJ.

Jachimek Stand up – mini-rezencja

Z Gorgoniem-Gruchą zdarza mi się spotykać w miarę często. Występu Tomka Jachimka natomiast nie widziałem od lat.  Z przyjemnością więc sprawdziłem, o czym teraz gada.

Na początku Tomek mówił o najprostszych patentach, jakie mogą przyjść komikowi do głowy. Później prezentował rozwinięcia tych pomysłów. Na tym etapie było spoko, ale nic mi dupy z wrażenia nie urywało. Na szczęście później zrobiło się naprawdę bardzo, bardzo dobrze. Monolog o lwie leżącym w zoo to intelektualne szczyty. Bardzo spodobała mi się też historia gościa zwierzającego się w pociągu oraz przemyślenia o kontrolach na lotniskach. Te ostatnie odrobinę przypominały mi jeden ze skeczy Keya i Peela (poniżej), ale tylko odrobinę. Rozwinięcia myśli zupełnie inne. A ostatnio odkryłem, że w lubię oglądać różne numery, które wyrosły z tego samego spostrzeżenia.

Komentarze

Komentarze