Syzyfowe Prace w Montowni

syzyfowe prace stand up

Od  kilku lat coraz bardziej popularne w środowisku stand-upowym stają się testowania żartów. O co chodzi? To taki open mic 2.0. Komicy zjeżdżają się z całej Polski, żeby powiedzieć parę nowych tekstów. Jadą za darmo lub w najlepszym wypadku za zwrot. Publiczność przychodzi dosyć tłoczno – sprawdza się zasada, że im więcej komików na scenie, tym ciekawiej. Wielu widzów przyciąga też jeden prosty fakt – testowania są raczej tanie.

Syzyfowe Prace to właśnie impreza oparta na testowaniu żartów. Te, na które pojechałem odbywały się w poznańskiej Montowni. Organizował Michał Kutek. Miał też prowadzić, ale w ostatnim momencie coś mu wpadło i summa summarum zamiast niego gospodarzem był Jacek Stramik. Widziałem gościa na żywo pierwszy raz w życiu. Do tej pory docierały do mnie bardzo mieszane opinie na jego temat. Słyszałem, że dobry, ale też, że bardzo mocno obraża publiczność.

Najwyraźniej coś się zmieniło. Stramik był hardcorowy, momentami niewiarygodnie hardcorowy. Ale jednocześnie był też dla widowni miły. I to jest właśnie sztuka.

Oprócz Stramika pojawiło się łącznie siedmiu komików. Niestety nie wszystkich dałem radę obejrzeć. Głównie ze względu na charakter sali. Musiałbym stać z tyłu zgięty nawet nie w pół ale na trzy części….

 

Co obejrzałem na Syzyfowych Pracach?

Obejrzałem wiele wstawek wymienionego już wyżej Stramika. Zobaczyłem też Maksa Padalaka, który występował w pierwszej części. Młody, bardzo młody, chyba siedemnaście lat. Zdjął Tomka Kołeckiego z zaszczytnej funkcji najmłodszego komika w Polsce. Miał bardzo fajny fragment o Żydach jako najwolniejszych stworzeniach na świecie. Zarąbiste. Znajdźcie gościa.

Tomasz Borkowski to z kolei jeden z najstarszych stand-uperów w kraju. Co najmniej czterdzieści. Możliwe, że ma nawet lat pięćdziesiąt.  Widziałem po raz drugi w życiu. Nie wiem, gdzie się całe życie chował i co robił, bo skubaniec jest dobry. Niewiarygodnie dobry.

Obejrzałem też kawałek występu Mieszka Minkiewicza. Mieszko, akurat tym razem postanowił bawić się w one-linery. Trudna sztuka. Wiem, bo próbowałem. Wiele z nich Mieszko wymyślał na kolanie tuż przed wejściem na scenę. No widziałem w życiu wiele lepszych występów Mieszka, ale szacun za odwagę 🙂

 

Komentarze

Komentarze