Realizacja tv na festiwalu Ludzik (tym razem prawdziwa)

ludzik tv

Festiwal Ludzik od początku swojego istnienia posiadał jedną podstawową zaletę – podczas imprezy miała miejsce realizacja hmmm telewizyjna. I tutaj od razu można zadać pytanie, skąd wzięła się w powyższym zdaniu onomatopeja „hmmm…” Z bardzo prostej przyczyny się wzięła. Organizatorzy zatrudniali naprawdę profesjonalną ekipę – operatorów, oświetleniowców, dźwiękowców. Na jednej z edycji mieli nawet kamerę śmigającą nad widownią na specjalnym wysięgniku. Te realizacje na wysoki połysk nie trafiały jednak do telewizji. W większości wypadków nagrania lądowały na youtubowym kanale Ludzik TV.

Stocznia Filmowców organizowała imprezę według odwróconego modelu.  Najpierw kręciła, a później próbowała sprzedać efekty telewizjom – zarówno ogólnopolskim, jak i kablowym. Nie jest to zadanie łatwe i generalnie nie ma się co dziwić, że nie przynosiło zawrotnych rezultatów. Pierwszego Ludzika podobno kupiła jedna kablówka na południu kraju. Drugi rzekomo niedawno trafił do ramówki TVP Rozrywka. Brałem udział w tej edycji i w sumie to muszę sprawdzić, czy mnie puścili czy też wycieli. Jest szansa, że to drugie, bo wtedy grałem dosyć wulgarny materiał.

Czwarty Ludzik to ostatecznie wielki przełom dla organizatorów imprezy. Podczas finału odbywało się nagranie realizowane przez TVP. Byłem, pokazałem ryja, sprzedałem do telewizji łącznie osiemnaście minut materiału. Jest szansa, że pójdą w niemal niezmienionej wersji. Po pierwsze teraz gram o wiele łagodniej. Po drugie, każdy tekst został dodatkowo i kompleksowo „przeczyszczony” na dziesiątą stronę…

Tutaj paradoksalnie muszę dać wielkiego propsa organizatorom. Już wielokrotnie miałem okazję występować w telewizji. Z reguły jako członek kabaretu PUK. Zdarzało się, że kazali nam wycinać żarty w dniu występu (bo redaktorowi nie chciało się wcześniej czytać tekstów mało znanej grupy). Tym razem dostałem wytyczne z ogromnym wyprzedzeniem.

Tutaj mówię o własnej sytuacji. Bo kilka nacechowanych religijnie monologów zostało zatwierdzonych przed nagraniem, ale raczej nie trafi na antenę (tak wywnioskowałem z rozmów zakulisowych). Prawdopodobnie wyleci tekst Jacka Ziobro z radiową listą najbardziej popularnych grzechów (tutaj akurat nieszczególnie żałuję). Pod skalpel montażysty może też pójść monolog zjaranej zakonnicy w wykonaniu Jarka Pająka (i tutaj mi już żal. Lubię Jarka, jest ziomem i nie podoba mi się, jak go wycinają).

 

No i na koniec całkowicie zbędna ciekawostka. TVP podczas realizacji korzystało z wozów transmisyjnych znienawidzonego TVN-u (sami podobno nie mają tak zaawansowaną technologią). Ot i cała prawda na temat podziału mediów na dobrą i złą telewizję.