Roast Woytazza – Czyli wulgarne kpiny z wulgarnej choroby

roast woytazza

Roast Woytazza to ciekawostka – kpiny z chorego gościa, które jednak mają charakter charytatwny. Główny bohater wydarzenia cierpi na tourette’a. Niby się na to nie umiera, ale żyć się też właściwie nie da. Przynajmniej nie normalnie. I tutaj właśnie wchodzi wątek charytatywny. Po pierwsze impreza promuje świadomość dotyczącą zaburzenia. Po drugie w jej trakcie trwała zbiórka na leczenie dziewczyny z wadą serca.

I oczywiście zacząłem pisać tego posta, aby roast zrecenzować. Muszę go jednak przynajmniej odrobinę zroastować. Noż k*wa dźwięk. Nic nie słychać. I głośność ścieżki to tylko połowa problemu. W roaście biorą udział profesjonalni komicy. I bardzo mocno mnie zastanawia, jak to się stało, że tak wielu z nich mówi poza mikrofonem. Przypuszczam, że przyczyną mogą być przyzwyczajenia. Trzymając pałkę przy ustach łatwiej ją kontrolować. W wypadku mikrofonu na statywie już trzeba dostosować siebie do niego. Krótko mówiąc, ze względu na ścieżkę dźwiękową, oglądanie roastu woytazza wymaga sporych pokładów cierpliwości.

KIM U DIABŁA JEST WOYTAZZ?

Tourettykiem. To ci ludzie, którzy przeklinają w losowych momentach. Znaczy w teorii. Po sieci krąży sporo filmików, w których osoby dotknięte zespołem bluzgają kompulsywnie podczas śpiewania klasycznych piosenek popowych.

Okazuje się jednak, że choroba w tym wariancie występuje dosyć rzadko. Większość tourettyków cierpi na różne tiki, ale nie przeklina (koprolalia dotyczy tylko 5-10% ludzi dotkniętych przypadłością).

Jestem strasznym człowiekiem, ale muszę powiedzieć, że trochę się zawiodłem. Klikając filmik liczyłem, że komicy będą jechać po jednym z tych tourettyków – tych, którzy nie potrafią zamówić bigmacka i frytek bez mimowolnego wtrącenia czterech kurw. A tutaj koleś na krześle, którego czasami spazm trzepnie. I tyle. Podobno jego najbardziej problematycznym tikiem jest krzyczenie „Aaaaa!!!”. Nawet tym się jednak nie pochwalił. Wnioskuję więc, że jego tourette jest dosyć mocno opanowany.

Woytazz ciężko pracuje nad karierą w mediach. Publikuje głównie na Youtubie, ale moim zdaniem bardziej pasuje do niego słowo „dziennikarz” niż „youtuber”. Zajmuje się przede wszystkim przeprowadzaniem wywiadów. Trzeba też przyznać, że ze swojego tourette’a zrobił bardzo fajne wrotki do kariery. Sam parę razy podkreślił, że wykorzystuje zaburzenie. Że bez niego nie byłby znany nawet, w tym minimalnym stopniu, w którym jest teraz. Bez choroby ciężko by mu było też namówić bardzo popularnych komików, żeby charytatywnie wystąpili na jego roaście.

woytazz tourette

Roast Woytazza czy roast Touretta?

Właściwie powinienem to powiedzieć na starcie. Nie lubię roastów. W jednym w życiu wziąłem udział, a drugi poprowadziłem, ale tak ogólnie to nie lubię. Częściowo dlatego, że w przypadku tych imprez złośliwość wydaje mi się taka jakaś na siłę. Lubię drobne uszczypliwości, ale jedenastu chłopa szczypiących się po dupach przez półtorej godziny to zbyt wiele. No i jeszcze pewna taka monotonność. Podczas normalnych występów komicy korzystają z wielu środków – odegrań, nawiązań do publiczności, ruchu, głosów. W trakcie roastu w większości wypadków stoją jak kołki przy ambonce. Tutaj wybił się właściwie tylko Michał Leja, który zrobił dwa bardzo fajne żarty o Tourettie z użyciem odegrań.

No i nie ukrywajmy też, że sam Woytazz nie jest nadmiernie popularny. Przypuszczam, że ma swoją rozpoznawalność w Opolu. Prawdopodobnie jest też jednym z najsłynniejsych tourettyków w Polsce. Roastujący go komicy jednak go nie znali. I to pewnie dlatego roast Woytazza momentami zamieniał się w roast samej choroby. Moim zdaniem byłoby zabawniej, gdyby zamiast ludzi ten zespół roastawały inne zaburzenia neurologiczne – asperger, prozopagnozja i afazja. Tak jak w cyklu skeczy ColledgeHumor – w których media społecznościowe jadą po innych portalach, a narkotyki po narkotykach.