Czy Abelard Giza ma Kryzys? Czy tylko marudzi?

kryzys-giza

Serial Kryzys to pierwszy w Polsce przypadek zjawiska dobrze znanego w Stanach Zjednoczonych. Można powiedzieć, że na ekranie dostajemy swojego rodzaju masło maślane –  komik kręci serial komediowy o komiku. Zazwyczaj o sobie samym. Najbardziej popularne amerykańskie produkcje tego typu to Louie oraz Seinfeld (ta druga podobno stanowiła inspirację dla Przyjaciół, ale u nas jest o wiele mniej znana). Kryzys wyreżyserował nie kto inny jak Abelard Giza. W sumie wszystko na miejscu. Bo  gość należy do najbardziej rozpoznawalnych komików i przy okazji ma doświadczenie filmowe (Stworzył już kilka pełnometrażowych produkcji. Żadna z nich nie odniosła jednak większego sukcesu.)

Serial Kryzys – Giza nam się żali

Już po tytule możemy się domyślić, że głównym wątkiem przewodnim jest kryzys twórczy Abelarda Gizy. W otwierającej scenie pierwszego odcinka dowiadujemy się, że nowy program legendarnego komika jest do dupy…  No i bida. Bo sale wyprzedane. Tysiące osób czekają na nowe show wielkiego Abelarda, a on nie ma co grać…

Kwestia biadolenia nad brakiem programu dosyć mocno mnie rozbawiła. Bo to taki first world problem – czyli coś, co de facto żadnym problemem nie jest. Od razu przyszedł mi na myśl Tracy Jordan – postać z serialu 30s Rock. Znany, bogaty i przy okazji pieprznięty komik. W jednym odcinku chciał zbliżyć się do prostego człowieka i dorwał na korytarzu jakiegoś janitora. Zapytał gościa: „Co tam u Ciebie? Mnie się ostatnio nie chciał złożyć dach nad basenem. Też tak masz?”

Problem z tymi sprzedanymi salami to właśnie taki dach nad basenem. Większość ludzi chciałaby mieć takie kłopoty jak już zarobione pieniądze na kilka miesięcy do przodu…

Humor dla komików #meta

Pierwsza scena – Abelard dowiaduje się, że jego nowy program jest cieniutki. Koledzy wchodzą zabrać kurtki z garderoby i unikają wzroku Gizy. Kilka żartów opartych na pauzie, wygraniu i rewelacyjnej tyradzie Wojtka Termiszewskiego. Ogólnie bardzo fajnie oddany klimat komediowej szatni. Zaczynałem oglądać z negatywnym nastawieniem. Czytałem wcześniej złe rzeczy o serialu w tajnych grupach dla komików :) W ciągu dwóch minut jednak okazuje się, że Kryzys mnie kupił.

Prawdopodobnie dlatego, że część przedstawionych w nim problemów jednak jest mi bliska. Wiem, wiem, nie wyprzedaję sal, ani nie mam dachu nad basenem, ale jednak dotyczą mnie takie kwestie jak brak uwagi widowni podczas firmówki czy dziennikarz zadający niewiarygodnie głupie pytania.

Wiem też jednak, że dla przeciętnego zjadacza chleba są to kwestie z kosmosu… Zaangażowałem się w kilka facebookowych dyskusji o serialu. I okazuje się, że znajomi niemajacy nic wspólnego ze sceną, nie doceniają żartów o firmówkach i kradzieżach żartów. Parę razy spotkałem się nawet z opinią, że serial to może i to jest, ale nie do końca komediowy…

Dajcie znać w komentarzach, co Wy myślicie o Kryzysie :)