Mylą mi się dziury polskie

To będzie post refleksyjno-lifestylowy. Piszę go, bo muszę dokonać refleksji nad swoim lifestylem. Leżę w pokoju motelowym w Myszyńcu. Kosztuje 80 złotych. To cena za dobę, ale mogliby za nią oferować pobyt nieograniczony. I tak nikt nie zostałby powyżej 24 godzin. Tu nic nie ma… Gadałem z chłopakami z Regionalnego Centrum Kultury Kurpiowskiej. Jak ich zapytałem o atrakcje Myszyńca, zaczęli wymieniać miejsca oddalone o 6 do 30 kilometrów od miasta. Już nawet nie byli zdziwieni. Odruchowo odsyłali mnie do innych konkurencyjnych miejscowości. Co ciekawe jednak z nich nazywa się Kadzidło… Przejeżdżałem przez nią i miałem wrażenie, że dworzec jest sponsorowany przez sklep z kadzidłem. 

Nijakość polskich miasteczek

Musisz mi wybaczyć Myszyńcu, ale się potwornie zlewasz. Są miasteczka, które na długo zapadają w pamięć. Ełk, Bardo, Kazimierz nad Wisłą. A są takie, w których jestem po raz pierwszy, ale mam wrażenie, że odwiedziłem je setki razy. Szczecinek, Puławy, Myszyniec. Jak miasteczka z gry komputerowej. Wyglądają tak samo, różnią się nazwą. Mały, nijaki rynek. Jeden kościół – zabytkowy, ale tylko trochę. Zdziwione spojrzenia lokalnych, kiedy sam, obcy, inny, niestąd wchodzisz wieczorem do knajpy.

I miejsca, w których śpię. Raz są pensjonatami, raz hostelami. Nad dzisiejszym akurat widnieje slowo „motel”. Po prostu „Motel”. Bez nazwy. Po co, skoro i tak w miejscowości jest jeden? Pokoje są jednak takie same. Białe, schludne, z drobnymi śladami użytkowania. Zazwyczaj obiekty pełnią też funkcję lokalnych hoteli robotniczych. Mam wrażenie, że inni lokatorzy patrzą na mnie i zastanawiają się – „fliziarz czy drogowiec?”

Festiwal Iluzji na Zadupiu

Ale co ja właściwie robię w tym Myszyńcu? Prowadzę. I nie, nie samochód. Ani nie wyjątkowo urozmaicone życie nocne. Imprezę prowadzę. Festiwal Iluzji. „Festiwal” to w tym wypadku dosyć duże słowo. Trwał dwie godziny, a w jego trakcie wystąpiło dwóch magików i ja. Umiem zrobić jedną  sztuczkę z kciukiem, więc teoretycznie pasuję do profilu imprezy. Niestety zapomniałem zabrać ze sobą kciuka.

Jednym z dwóch iluzjonistów był Pan Ząbek. Cieszę się, że miałem okazję poznać gościa. To ten magik, który parę lat temu zasłynął w Pytaniu Na Śniadanie. Niestety zmienił program i już nie robi tej sztuczki, w której przebija Rogalską gwoździem. Szkoda.

 

Komentarze

Komentarze