Tomek Biskup, Usługi Komediowe, F.H.U.

Kojarzycie historię firmy na Facebooku? To taka relatywnie nowa opcja. Notatka, która pojawia się po prawej stronie fanpage’a. I ten wpis pierwotnie był właśnie historią firmy na moim fejsie. Stwierdziłem jednak, że szkoda, żeby się marnował i że opublikuję go także w swoim mateczniku. Czyli na blogu.

No dobra koleś, do brzegu. Ale czym ty się właściwie zajmujesz?

Nie posiadam zarejestrowanej firmy. Ale gdybym ją zakładał, to chyba dążyłbym do tego, żeby w status wykonywanej działalności wpisać sobie: USŁUGI KOMEDIOWE. Kiedyś klient w mailu zapytał mnie właśnie o to. O wycenę mojej usługi komediowej. Spodobało mi się i od tamtej pory używam.
A co się dokładnie składa na te moje usługi komediowe? Przede wszystkim stand up comedy. Najbardziej lubię grać w pubach, klubach i spelunach. Mam jednak program na tyle różnorodny, że spokojnie wybiorę coś na imprezę firmową, urodziny i Dni Buraka. Poza tym prowadzę też imprezy. I tak, to też jest usługa komediowa. Bo jak prowadzę, to też sobie robię jaja.

A teraz obiecana historia firmy (wreszcie)

Tak sobie wymyśliłem, że historię swojej firmy (siebie) napiszę w podpunktach:
      1. Jest rok dwutysięczny z hakiem. Jestem człowiekiem nieszczęśliwym. Chcę coś pisać albo ogólnie tworzyć, ale nigdy nic nie kończę. Nie mam wiary w siebie. Pod naciskiem rodziców idę na Budownictwo i robię się jeszcze bardziej nieszczęśliwy. Bla bla bla. Standardowy wstęp do mowy motywacyjnej o odkrywaniu powołania i samego siebie. Bla bla bla.
      2. W któreś wakacje jadę autostopem w Europę. Dojeżdżam do Istambułu, a po drodze dzieją się dziwne rzeczy. Wracam zmieniony. Chwilowo wierzę, że mogę wszystko. Rzucam Budownictwo po czterech latach studiów i w ciągu paru miesięcy zakładam kabaret. Pierwszy. Nazywa się Totakapokraka. Nabijacie się ze współczesnych kabaretów w telewizji? Mało wiecie. Tamto to dopiero było gówno. Na szczęście w internecie nie zachowało się ani pół nagrania.
      3. Ponieważ wszyscy moi znajomi z kabaretu są rozsądni i nie wierzą w szersze powodzenie przedsięwzięcia, rozwiązuję ekipę. I właściwie od razu zakładam nową. Kabaret PUK. jest rok mniej więcej 2007, a my jesteśmy młodzi, zbuntowani i chcemy pokazać światu, jak się robi ambitny humor literacki z krakowskiej piwnicy. Dostajemy szansę. Regularnie gramy swoje programy w teatrze KTO. Zaszczyt. Kabaret, który znalazł się w repertuarze teatru miejskiego. Znaczy w repertuarze takiej małej budy na zadupiu Krakowa, której dzięki przebiegłości dyrektora udało się zdobyć status teatru miejskiego. Gra się fajnie, ale z tego nie ma piniądzów. Rzeczywistość szybko nas weryfikuje i zaczynamy występować też na festynach i imprezach firmowych. Na szczęście.
      4. Jakoś tak płynnie pojawia się też Grupa AD HOC. Jedna z pierwszych ekip improwizacyjnych w Polsce. Na początku łupiemy gry żywcem zerżnięte żywcem z ‘Whose Line is It Anyway’. Później dajemy się otumanić różnym guru ze Stanów i idziemy w kierunku teatru improwizacji. W momencie, w którym teatru zaczyna być więcej niż wygłupu, odchodzę. Bez żalu. W tym momencie dalej improwizuję, ale w mniejszym składzie i bez parcia na sztukę (o moim improwizowanym projekcie na imprezy komercyjne możecie przeczytać pod linkiem).
      5. Gdzieś pomiędzy kabaretem, impro i bieganiem z tacą po jednej z krakowskich restauracji, zaczynam robić też stand up (rok 2013 albo 2014). Niestety moimi ulubionymi komikami w tamtych czasach są George Carlin i Bill Hicks. Jestem ostry, bezkompromisowy i rzucam mięsem. Efekty? Trochę się ich wstydzę.
      6. Zaczynam prowadzić bloga (chyba też w 2013). Tak o. Bo tego jeszcze nie robiłem. Z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że trochę zmarnowałem okazję. Bo mogłem prowadzić jedną z pierwszych rzetelnych stron o stand-upie w Polsce. A zamiast tego pisałem trochę o stand-upie a trochę o wszystkim. Mimo wszystko tworzenie bloga wiele mi dało. Nie przyniosło mi sławy, ale strona jegoeminencja.pl dalej stanowi dla mnie istotne medium promocyjne.
      7. Następuje dziwne zrządzenie losu. Już nie mam normalnej pracy i nie występuję w AD HOCu. Szukam dodatkowych występów. Napatacza się organizatorka krakowskiego slamu poetyckiego, która szuka nowego prowadzącego. Zostaję gospodarzem imprezy i ku własnemu zaskoczeniu, dostaję dobre opinie o swojej konferansjerce. Pierwsze w życiu. Okazuje się, że potrafię dobrze prowadzić i nie być nieprzyjemnym dla widowni. Spoko, bo mogę zacząć robić fuchy.
      8. W międzyczasie następuje jakieś opamiętanie jeśli chodzi o mój stand-up. Poziom jego śmieszności pozostawiam do oceny indywidualnej każdego widza. Mimo wszystko zaczynam grać coraz łagodniej. Spokojniej. Coś tam czasami przeklnę, ale właściwie to niezbyt często. Zostawiam też okazyjny czarny humor. Bo chyba nie mógłbym żyć bez żartów ze śmierci.
      9. Wchodzę też na anglojęzyczną scenę komediową (pierwszy występ to rok chyba 2015). Spoko. Dużo wysiłku. Tak zwane, oklepane już wyjście poza strefę komfortu. I przypomnienie, jak ciężko jest na początku. Bo de facto czuję się, jakbym znowu stawiał pierwsze kroki. Poznaję też naprawdę niesamowite środowisko. Złożone z Australijczyków, Węgrów, Rosjan, Hiszpanów, Pół- oraz Ćwierć-Polaków. Ludzi z całego świata, którzy z różnych powodów wylądowali w Krakowie i tutaj występują.
      10. W moim życiu jest dużo zaczynania Więc po raz kolejny się w coś pakuję. Dalej prowadzę bloga, ale wkraczam też na Youtuba. Dużo eksperymentów. Zbyt dużo. Nie do końca dobrych. Przez rok nagrywam vlogi z Polski jako wąsata podróbka Borata. W końcu odkrywam, że to nie jest najlepsza, a na pewno nie najprostsza metoda na promocję mojego stand-upu (bo to w końcu on jest sednem działalności). Niedawno się jednak trochę ogarnąłem. Mniej kombinuję, a więcej nagrywam filmików, które pomogą mi sprzedać produkt. Tak, bo ja jestem produktem. I nie mam do tego żadnych złudzeń.
I to jak na razie tyle
A co w przyszłości? Spokojny, stabilny rozwój. Praca nad jakością występów i nad tym, żeby bardziej wyróżniać się z tłumu stand-uperów (który nieustannie rośnie). A poza tym marketing. Dużo się w ciągu paru lat nauczyłem o promocji działalności. Planuję zaimplementować zdobytą wiedzę i troszkę podciągnąć swoją popularność. A czy będę sławny? Szczerze mówiąc, nie sądzę Ale też stopniowo przestaje mi na tym zależeć. Bo nie trzeba być sławnym. Wystarczy się dobrze sprzedawać.

Jedna myśl na temat “Tomek Biskup, Usługi Komediowe, F.H.U.”

Dodaj komentarz