Jordan Peele ucieka od komedii do horroru (Recenzja filmu „Get Out!”)

Prowadzę bloga o komedii i dlatego mnie samego dziwi post, którego właśnie piszę. Będzie on dotyczył horroru.

O co chodzi? Dlaczego zdecydowałem się opisać Get Out? Z prostego powodu. Reżyser i autor scenariusza – Jordan Peele dotychczas pracował jako komik. Zajmował się rozbawianiem ludzi od czasów nastoletnich. Dlatego trochę zaskakuje fakt, że tuż przed czterdziestką, jak gdyby nigdy nic, przerzucić się na straszenie. Bardzo nagła zmiana – kuriozum. I przy okazji nawiązanie do głównego tematu tego bloga.

Ale kto to jest ten Jordan Peele?

Komik, ale nie stand-uper. Stworzył wiele skeczy telewizyjnych. Grał w programie Mad TV (w Stanach ma status kultowego, ale mnie na dłuższą metę nie wciągnął). Później przez pięć lat pracował nad serią Key&Peele. Podoba mi się ona o wiele bardziej. W dalszym ciągu stanowi dla mnie jeden z wyznaczników jakości jeśli chodzi o komedię telewizyjną i nawet już kiedyś napisałem tekst na jej temat.

W wymienionym powyżej poście znajdziecie kilka przykładowych skeczy z polskimi napisami. Pod spodem zamieszczam jeszcze jeden, który da się zrozumieć bez znajomości słów (chyba :)

Get Out! – horror z puentą

W sumie to rzadko oglądam horrory (filmów o zombie nie liczę, bo to są bardziej slashery :) Uciekaj włączyłem właśnie ze względu na Peele’a. Chciałem sprawdzić, jaki straszak wyjdzie spod ręki komika…

Nie zawiodłem się. Między innymi dlatego, że nie byłem negatywnie nastawiony. Humor i horror mogą na pozór być od siebie odległe. W praktyce jednak i śmiech i strach opierają się w dużej mierze na zaskoczeniu. I w równie dużej na budowaniu napięcia. Jest to napięcie zupełnie innego typu, ale to już osobna historia…

Jordan przez całe życie pracował nad skeczami, ale jednocześnie nie można powiedzieć, że nie ma wprawy w przerażaniu. Wiele jego numerów odznacza się swoistym mrokiem (przykłady w tym starszym tekście).

W Uciekaj sytuacja się odwraca. Jest to pełnoprawny horror. Przede wszystkim straszy, ale ma też sceny humorystyczne. Posiada również… Uwaga, uwaga puentę!

Nie będę jej zdradzał, ale powiem, że jest dobra. Jak już opada napięcie, a sytuacja się rozwiązuje, pada jedno zdanie, które bardzo ładnie i zabawnie podsumowuje całą fabułę…

Rod – comic relief, który okazuje się być bohaterem.

Uciekaj! – ekstremalnie krótkie streszczenie

Uciekaj naprawdę warto obejrzeć, więc zamieszczę tylko jego telegraficzne streszczenie. Nie chcę siać spoilerów.

Chris po raz pierwszy w życiu jedzie do rodziców swojej dziewczyny. Ma obawy, że będzie im przeszkadzał kolor jego skóry (czarny). Nie przeszkadza. Za to hipnotyzują go i próbują sprzedać na aukcji. Od przeszczepu mózgu (z osobowością kalekiego bogacza) ratuje go własny spryt oraz mocno niedoceniany kolega (który wygłasza puentę z powyższego paragrafu).

Troszkę więcej zdradza Dem w swoim Tycim Osądzie.

Ale o co chodzi – dlaczego Uciekaj jest takie dobre?

Wiem, że po przeczytaniu streszczenia wiele osób może uznać, że Uciekaj nie wydaje się wcale aż tak bardzo odkrywcze. Nooo, nie jest to film wybitny, ale na swoje siedem na dziesięć gwiazdek na filmwebie zasługuje w stu procentach…

Kawał dobrej roboty. Wciąga, trzyma w napięciu, a poza tym momentami bawi. Ma też jedną cechę absolutnie wyjątkową. W niektórych scenach z dziewczyną głównego bohatera Uciekaj widz zaczyna się zastanawiać: „O co chodzi? Co ona u diabła wyprawia?” Podobno te momenty nabierają sensu dopiero po drugim obejrzeniu. Bo ukochana Chrisa od początku jest zaangażowana w jego porwanie.

 

Dodaj komentarz