Humor-hop

creepTo jest ni mniej ni więcej tylko post rekomendacyjny. No może z pewną dozą analizy.

Od jakiegoś czasu (chyba już ze trzy lata) słucham hip-hopu, gatunku muzycznego, do którego kiedyś byłem bardzo mocno uprzedzony (w ogólniaku bujałem się z metalami. Łaaaa!). Zdawało mi się, że hip-hop (rap? dalej nie widzę różnicy) to tylko bezsensowne nawijki o jaraniu blantów pod blokiem i jebaniu policji. Tymczasem tacy wykonawcy jak na przykład Pezet udowodnili mi, że kawałki hiphopowe mogą być nasączone mocnym brakiem sensu i czarnym hedonizmem w niemal tym samym stopniu co opowiadania Bukowskiego.

Kiedyś zdawało mi się też, że parodiowanie hip-hopu jest bardzo niskim i  bardzo prostym rodzajem poczucia humoru. Wystarczy wyjść na scenę w czapce, nisko się bujać śmiesznie machając ręką i wyrzucać z siebie teksty o blantach spisane mową wiązaną radem spod Jasnej Góry. Czytaj dalej Humor-hop

Oksymorony z ludzką twarzą

Kiedyś podczas występu grupy AD HOC z sugestii publiczności zmontowaliśmy taką oto postać: „Astronauta, który ma lęk wysokości”. „Toż to absurd” krzyknęła jakaś pani z pierwszego rzędu. Zdarzyło się to dawno temu w mieście na P., w którym nie jada się knedlików, nie pije piwa i w którym tak naprawdę nigdy nie byliśmy.

Zgadza się, absurd, a konkretnie wewnętrzna sprzeczność, którą umownie można nazwać oksymoronem. Od jakiegoś czasu wyczuliłem się na obecność w literaturze, filmie i innych mediach, głównie  tych powiązanych z komedią, takich wykluczających się od środka postaci. Być może to wyczulenie, tudzież czułość wynika z faktu, że ja jako członek Rodziny Ateistycznych Biskupów sam jestem wewnętrznie sprzeczny i to podwójnie. Czytaj dalej Oksymorony z ludzką twarzą

Kabaret, stand up, impro, aktorzyny

scenaDo niedawna sytuacja na polskiej scenie, hmm nazwijmy to kabaretowej, była w miarę prosta. Żyli sobie kabareciarze, czyli samouki, samograje, z reguły ludzie, którzy weszli na scenę podczas studiów, a później na niej zostali. Byli też aktorzy, po szkołach, profesjonalni, z dykcją, impostacją, postawą i papierami. Za kabaret brali się nie z pasji, ale żeby móc chałturzyć pomiędzy rolami Makbeta w teatrze i sprzedawcy w reklamie McDonalda. Aktorzy przeważnie okazywali kabareciarzom wyższość, właśnie dlatego, że ci drudzy są samoukami, czyli można powiedzieć niedoukami. Natomiast kabareciarze nie przepadali za aktorami, z tej prostej przyczyny, że pięć lat szkoły teatralnej znacznej części absolwentów implantuje w dupę kawał solidnego kija. Czytaj dalej Kabaret, stand up, impro, aktorzyny

Czym różni się stand up od monologu?

stand upKontynuując trend z poprzedniego posta będę zagęszczał ilość stand up’u na blogu, który stand up ma w nazwie. Często, kiedy już zdarzy mi się pochwalić, że zajmuję się między innymi tą formą komedii, zostaję zasypany masą pytań. Co to takiego jest? Z czym to się je? Oraz z reguły na końcu – czym to się właściwie różni od monologu? Nie będę ukrywał, że z tym ostatnim miewam problem. Postaram się więc znaleźć odpowiedź, nie tylko po to, żeby mieć ją gotową, kiedy któraś dawno niewidziana ciotka zacznie wypytywać, ale też dla siebie.

Przede wszystkim, stand up jest monologiem, ale nie każdy monolog jest stand up’em. Przypadki stand up’u, którego nie można nazwać monologiem zdarzają się rzadko, a konkretnie, natknąłem się tylko na jeden – bliźniaków Sklar. Ci panowie występują we dwóch, ale mają uwspólnione spojrzenie na rzeczywistość i ogólnie zachowują się jakby byli jedną osobą (jednojajowi to im łatwiej). Czytaj dalej Czym różni się stand up od monologu?

Jak pisać stand up? – kilka recenzji poradników

comedyJeśli chodzi o tekściarstwo komediowe, niewątpliwie jestem człowiekiem oczytanym:) Większość kabareciarzy stara się zrozumieć tajniki humoru intuicyjnie, bądź w ogóle nie próbuje ich zrozumieć, tylko pisze. Jakoś tak wyszło, najwyraźniej mam takie zboczenie, że ja od początku swojej kariery pochłaniałem całe stosy książek w mniej lub bardziej przystępny sposób wyjaśniających, jak pisać żarty, skecze, monologi.

Która droga jest lepsza? Myślę, że to bardzo mocno zależy od człowieka. Są ludzie, którzy dostają spazmów, kiedy słyszą słowo technika powiązane z czymkolwiek humanistycznym… Im czytanie poradników tekściarstwa komediowego nie da nic oprócz chwilowej apopleksji. Z drugiej strony, istnieją wśród nas stwory które lubią i próbują porządkować wszystko, nawet chaos wyobraźni.

EDIT 05.02.2019. Właśnie założyłem na Facebooku grupę dotyczącą pisania żartów. Zakładam, że skoro czytacie tego posta, to możecie być zainteresowni :)

GRUPA "PISANIE ŻARTÓW"

 

Czytaj dalej Jak pisać stand up? – kilka recenzji poradników

Jak to u diabła działa?

Jeśli chodzi o piwritingsanie tekstów komediowych nie widziałem jeszcze wszystkiego, ale na pewno bardzo dużo…

Widziałem jak żart, w który nikt nie wierzył zaczyna świetnie działać.

Widziałem jak skecz, nad którym wszyscy z podziwem kiwali głowami mówiąc: „Mmm, pewniak, tym będziemy przeglądy wygrywać”, okazuje się skończonym gniotem po zagraniu którego człowiek ma ochotę naśladować strusia.

Widziałem jak osoby bardzo mocno doświadczone, dają rady tym mniej doświadczonym. Po których to uwagach numer zmienia się z niezłego w taki sobie.

Widziałem też jak koledzy z różnych ekip dają sobie nawzajem uwagi. Czytaj dalej Jak to u diabła działa?