Skąd brać pomysły?

skad-brac-pomysly

Wstyd się przyznać, ale zacznę od tego, że nie mam dobrego pomysłu na efektowny wstęp. Dlatego olewam wstęp i od razu przechodzę do rzeczy.

„Skąd brać pomysły?” to często zadawane, ale generalnie niezbyt dobre pytanie. Jest wręcz fatalne, bo za cholerę nie znam na nie odpowiedzi. Mogę za to odpowiedzieć na inne pytanie. Mianowicie: „Co robić, żeby mieć pomysły?” Czy będę tutaj polecał ćwiczenia na kreatywność? Otóż nie. Lubię je, jestem fanboyem Edwarda de Bono i nawet uważam, że niektóre jego techniki działają. Moim zdaniem zajebista jest chociażby kreatywna pauza, która polega na stymulowaniu mózgu do wymyślania alternatywnych rozwiązań, kiedy wcale nie są one potrzebne (ćwiczenie prowadzi do takich genialnych koncepcji jak zastąpienie schodów budynkiem, który wsuwa się i wysuwa z ziemi). Czytaj dalej Skąd brać pomysły?

Kreatywność na przykładzie zombie

Gdybym Ja Sprzed Lat pięciu mógł wsiąść w wehikuł czasu i przenieść się do dnia jutrzejszego, aby przeczytać to, co Ja Dzisiejszy napiszę w następnym zdaniu, to najprawdopodobniej bym nie uwierzył. LUBIĘ OGLĄDAĆ FILMY O ZOMBIE. Właściwie nie tylko filmy i nie tylko oglądać. Czytam też komiksy o zombie, wchłonąłem trzy seriale o zombie, a niedługo wezmę się za książki (jeszcze później prawdopodobnie przyjdzie czas na gry).

I tutaj pojawia się bardzo ważne dla mnie pytanie… Co u diabła mnie w tym kręci? Dlaczego podobają mi się produkcje, w których przegniłe ciała wstają z grobów, żeby swoim chwiejnym i powłóczystym krokiem gonić za ciałami krzyczącymi i tętniącymi żywą krwią?  Można by wysunąć tezę, że lubię się bać. Tylko, że nie lubię. Właściwie rzadko oglądam horrory (oprócz tych o zombie oczywiście) i znaczną część reprezentantów tego gatunku filmowego uważam za chłam. Spory procent filmów i (zwłaszcza) seriali o zombie to niezłe dramaty i można by pomyśleć, że lubię smutek zmieszany z ludzkimi rozterkami. Nie lubię i paradoksalnie dramat jest tym typem utworu, który ma największą szansę mnie rozśmieszyć. Załzawione oczy na werandach, rozmowy przeprowadzane z napięciem na twarzach, krzyczenie w deszczu to statystycznie są sceny, które śmieszą mnie najbardziej. Można by też przedstawić trzecią tezę, że czuję pociąg do zgnilizny… Ale weźcie, dajcie spokój, nie czuję.

Najwyraźniej lubię oglądać połączenie tych trzech rzeczy. Lubię kiedy zgnilizna wstaje z grobów, w skutek czego świat się kończy, w skutek czego z kolei bohaterowie doznają głębokich przemian i rozterek. Lubię patrzeć, jak postacie są zjadane, rozszarpywane lub zmieniane w zgniliznę, która znowu będzie rozszarpywała i zżerała. I co więcej, tak jak inżynier Mamoń, czy tam jego kolega, lubię oglądać to, co raz już widziałem. Czytaj dalej Kreatywność na przykładzie zombie

Pustka we łbie

No i stało się. Musiało się stać i właściwie powinienem wiedzieć, że to nastąpi.Do tej pory, niezależnie od rezultatów, pisanie bloga przychodziło mi dosyć łatwo. A dzisiaj klapa, blok, nic. Mam w notatniku około piętnastu pomysłów na posty. Próbowałem rozwiną już trzy z nich. I lipa… Jakaś żenada, jakaś sieczka, jakieś zdania pasujące do siebie jak klimat tropików do skwaszonego uśmiechu Polaka.

Próbowałem napisać odpowiedź na pytanie „Z czego zrobić stand up?” Blog kilka razy wyświetlił mi się na tę frazę i pomimo, że jest ona kretyńska, chciałem sklecić cokolwiek na ten temat. No i pyta, pustka, zdecydowany brak zjawiska flow. Czytaj dalej Pustka we łbie