Matka kupuje mi ubrania

Mam trzydzieści sześć lat i MATKA DALEJ KUPUJE MI UBRANIA. Znaczy ja ich nie chcę, ale ona kategorycznie nie przyjmuje mojego stanowiska do wiadomości.
Chwilowo jestem w Jędrzejowie i dzisiaj mama dosłownie ganiała mnie po domu z kurtką. Nową kurtką Diverse kupioną bez mojej obecności. Żeby mnie zmusić do przemierzenia stosowała następujące argumenty:
1. Że moja stara kurtka jest stara (no tutaj akurat nie zaprzeczyłem).
2. Że wyglądam jak dziad.
3. Że wyglądam jak oblodra (dalej nie wiem, co to jest, ale pewnie wyglądam, bo powtarza mi to, od kiedy sam zacząłem decydować, co na siebie założę).
4. ŻE MOGĘ SOBIE O TEJ SYTUACJI NAPISAĆ STAND-UP, ALE ŻEBYM WZIĄŁ TĘ KURTKĘ.

Matki kontra standuperzy

Powiedzieć, że trwa nagonka medialna na standuperów to spore wyolbrzymienie. Trwa co najwyżej mikronagoneczka, maleńkie polowanko, tycia-tycia obławka. Zjawisko Stand-upu jest zwyczajnie zbyt mało znane, żeby można było mówić o jakichkolwiek zmasowanych atakach. Kiedy jednak jakakolwiek osoba powiązana ze środowiskiem kabaretowym pojawi się w radiu albo telewizji, z miejsca informuje, że stand-up jest przesycony tekstami o kupie, sikach, rzygach i innych wydzielinach, z których najmniej obrzydliwa to gluty. Bo zgadza się, znaczy ja się zgadzam… Standuperzy zdecydowanie zbyt często sięgają po tematykę fekalną. I przeszkadza mi to nawet u osławionego i niemalże czczonego na naszych ziemiach Abelarda Gizy. Nie podoba mi się jego monolog o publicznych toaletach, bo wali od niego gównem na kilometr. Sprawę pogarsza fakt, że Giza naprawdę dobrze odgrywa swoje teksty. Przez jego doskonałe aktorstwo zapach kału zostawionego na publicznej porcelanie staje się niemal realny. I mam gdzieś, że Abelard jet uważany w naszym kraju za największego i najwspanialszego. A on prawdopodobnie ma gdzieś, co ja uważam. Czytaj dalej Matki kontra standuperzy