To Oficjalne! Zostałem komikiem korporacyjnym

Mam wrażenie, że z typami komików w Stanach Zjednoczonych jest jak z odmianami metalu. Nie doliczysz się. W USA najwyraźniej funkcjonuje coś takiego jak ‘corporate comedian’. O co chodzi? Dokładne tłumaczenie brzmiałoby w tym wypadku ‘komik korporacyjny’. Delikatnie mówiąc nie sądzę, żeby w Polsce ktoś zaczął tak mówić. Mimo wszystko napiszę posta o komikach korporacyjnych. Między innymi dlatego, że ostatnio zostałem jednym z nich. Na eventach gram od dawna, ale jakiś miesiąc temu po raz pierwszy napisałem stand up na temat związany z imprezą.

Komik korporacyjny musi być czysty jak nowe mydło

Ale kim jest ten ‘komik korporacyjny’? To chałturnik na życie. Stand-uper eventowy. Śmieszek, który specjalizuje się w rozbawianiu na bankietach i konferencjach. Często nawiązuje do tematyki spotkania. I co ważniejsze, jest czysty. W znaczeniu, że jego humor nie jest wulgarny i obraźliwy. Brad Montgomery na swojej stronie pisze, że podczas występów nie obraża nikogo… Nie odnosi się do płci, wieku, rasy, religii. Trudna sztuka. Muszę gościa pooglądać, bo wiele wskazuje na to, że nie odnosi się w ogóle do niczego. Stoi i milczy, czy jak? Bo przecież płeć, rasa, wiek i religia to jakby łącznie dziewięćdziesiąt procent żywota ludzkiego. Brad wspomina, że w trakcie show korzysta z elementów impro i iluzji. To trochę tłumaczy, ale jednak niezbyt dużo. Bo magicy w trakcie występów też gadają. A jak gadają, to się odnoszą do życia…

Względem tego nieodnoszenia się mam pewne obiekcje. Pan Montgomery na swojej stronie napisał inną rzecz, która mi się bardzo spodobała:

Komik korporacyjny powinien być tak zabawny, żeby nikt nie zauważył, że nie jest wulgarny

To bardzo fajne i mądre zdanie. Bo faktycznie ludzie jednak przychodzą się pośmiać, a nie zostać zbluzganymi.

No i pozostaje jeszcze pytanie. “Kim u diabła jest Brad Montgomery?” Jednym z pierwszych ludzi, których pokazała mi wyszukiwarka na hasło “komik korporacyjny”. Muszę powiedzieć, że umie w SEO skubaniec. Też trochę umiem. I między innymi dlatego piszę tego posta :)

Napisałem stand up o spedycji

Ale nie tylko po to. Pracuję nad tekstem nie tylko po to, żeby zaklinać boty Googla. Klepię w klawiaturę mojego tabletu również dlatego, że po prostu lubię pisać. Oraz dlatego, że od niedawna mogę z czystym sumieniem nazwać się komikiem korporacyjnym. Na eventach grywam od dawna. Niedługo chyba kliknie siedem lat od kiedy wraz z kabaretem PUK pojawiłem się na pierwszym. Solowo występuję na imprezach firmowych właściwie od kiedy zacząłem robić stand up.

Klienci często pytają o coś pod temat imprezy. Ja zazwyczaj wtedy mówię, ze mogę napisać. Oczywiście doliczam dodatkową kwotę. A następnie proponuję, że bez podwyższania kosztów mogę zaanimiwać uczestników spotkania do odegrania jednej improwizowanej scenki. Na zadany temat, więc nawiązanie do motywu przewodniego imprezy od razu się pojawia. I nie uwierzycie… Większość klientów decyduje się na opcję numer dwa…

Pierwszy raz mi się zdarzyło, że zleceniodawca ‘klepnął’ podwyższoną kwotę i zamówił stand up na zadany temat. A tematem tym akurat była spedycja. Dobrze, że czasami dorabiam jako copywriter (oczywiście od SEO). Już pisałem kiedyś o giełdach transportowych, magazynach i logistyce. Przynajmniej minimalnie świtało mi w głowie, czym jest a czym nie jest spedycja. Napisanie artykułu pozycjonującego to jednak jedno… A zabawnego tekstu to całkiem co innego…

Polowanie na żarty o spedycji

Pisanie zacząłem oczywiście od reaserchu. Niestety na temat pracy spedytora znalazłem jedynie opracowania naukowe i teksty pozycjonujące. Właściwie to teoretycznie jest możliwe, że część z nich sam napisałem kilka lat temu. Spłodziłem ich w życiu prawie tysiąc, więc nie ma takiej opcji, żebym pamiętał wszystkie.

W każdym razie, branża spedycyjna jest chyba podobna do budowlanej. Nie ma zapotrzebowania na dobry, naturalny kontent. Suche fakty wystarczą. Kontentu i tak nikt by tutaj nie czytał. Mimo wszystko w jednym miejscu znalazłem wyjaśnienie, że spedytor jest trochę jak naziemny kontroler lotów. I tutaj wskoczył mi do głowy pierwszy żart.

“Podobno spedytor jest jak kontroler lotów. Uważam to porównanie za uwłaczające. Bo sugeruje, że piloci są jak kierowcy ciężarówek. A jakoś sobie nie wyobrażam pilota boeinga, który mowi:

– Mobilki, mobilki, jak ścieżka przez Atlantyk?”

Lubię ten żart. Bo jest na ciekawy temat, a jednak bawi ludzi. Przynajmniej ze sceny. Czy jest śmieszny też na papierze? Wy mi powiedzcie w komentarzach.

Później podczas swoich poszukiwań natknąłem się też na vlogi transportowców. Wow. Jest tam tego trochę. Nie spodziewałem się. Najciekawszy jest chyba Busiarz Misza. Jeździ busem, trochę sepleni, jest naturalnie śmieszny. W stand upie trochę zrobiłem z niego debila, ale w rzeczywistości mam o gościu inne zdanie. Myślę, że jest mądry, ale głupkuje. Naprawdę rozbawił mnie jednym stwierdzeniem. Busiarz Misza w swoim filmiku o spedytorach powiedział, że firmy spedycyjne chwalą się tym, jak szybko są w stanie przewieźć towar. A powinny pisać na banerach, jak długo może nie spać ich kierowca.

Kolejny krótki fragment był inspirowany Miszą i jego youtubowymi kolegami. A później już jakoś się odblokowałem i reszta wylała się ze mnie jak atrament z wywróconego kałamarza. Kilka przetworzonych historii ze stopa, jeden stary fragment o jeździe ciężarówką i jakoś poszło :) Nie będę opisywał wszystkiego. Zdecydowanie nie będę. Jest to kusząca perspektywa, ale jednocześnie ten tekst już się zrobił zbyt długi…